"Obama idzie w stronę izolacjonizmu"

opublikowano: 01-09-2010, 08:43

W prawie 20-minutowym przemówieniu telewizyjnym we wtorek wieczorem (czasu lokalnego) prezydent USA Barack Obama ogłosił zakończenie operacji bojowych w Iraku i przejście amerykańskiego zaangażowania militarnego w tym kraju w nową fazę.

W pierwszych komentarzach po przemówieniu podkreśla się jego powściągliwość, brak triumfalizmu i położenie nacisku na wycofanie wojsk.

Zdaniem czołowego komentatora telewizji CNN Davida Gergena, wystąpienie było przede wszystkim skierowane do politycznego zaplecza prezydenta, czyli Demokratów, których starał się zapewnić, że terminarz ewakuacji wojsk będzie dotrzymany.

"Obama kładł nacisk nie na to, że trzeba w Iraku pozostawić silny rząd zdolny do zapewnienia  bezpieczeństwa, lecz na to, że wojska będą wycofane" - powiedział Gergen, doradca kilku poprzednich amerykańskich prezydentów.

W Iraku po 31 sierpnia pozostanie jeszcze około 50 tys. żołnierzy amerykańskich, których zadaniem będzie pomoc rządowym siłom irackim, ale - jak to przedstawia administracja - głównie w zakresie szkolenia i doradztwa.

Znany konserwatywny publicysta Charles Krauthammer uznał przemówienie Obamy za "nijakie i słabe". Według niego, brak było w nim pasji, co sugeruje, że prezydent w istocie niezbyt interesuje się zaangażowaniem USA na świecie i "chodzi mu głównie o to, by zmienić samą Amerykę" - jak powiedział w telewizji Fox News.

Podobnie odebrali wystąpienie Obamy inni prawicowi komentatorzy, jak Bill O'Reilly z Fox News, który powiedział, że było ono "nudne, wygłoszone w stylu profesorskiego wykładu".

Polityczni sojusznicy Obamy - zwolennicy Demokratów - chwalą go, m.in. za poświęcenie w przemówieniu wiele miejsca gospodarce. Temat ten obchodzi teraz Amerykanów znacznie bardziej niż operacja w Iraku, a nawet wojna w Afganistanie.

Zdaniem "Newsweeka", włączenie do mowy zapowiadanej jako przemówienie o Iraku dużego fragmentu o gospodarce i potrzebie jej naprawy to sygnał, że Obama zmierza ku redukcji militarnego zaangażowania USA na świecie do niezbędnego minimum, aby skoncentrować się na sprawach krajowych.

"Obama nawiązał tu do starego podziału w amerykańskiej historii politycznej, pomiędzy pragnieniem uniknięcia +krępujących sojuszy+ (sformułowanie trzeciego prezydenta USA Thomasa Jeffersona) i bardziej agresywnej wizji zaangażowania kraju za granicą. Nie pozostawił wątpliwości, że chce powrócić do skupienia się na problemach wewnętrznych" - pisze tygodnik w internetowym wydaniu.

Na to samo zwraca uwagę Susan Page w "USA Today" wybijając na czoło fragment przemówienia Obamy, w którym oświadczył on, że "naród iracki ponosi teraz główną odpowiedzialność za bezpieczeństwo swego kraju".

"Przesłanie prezydenta: jeżeli Irak nie wykona tego zadania, to istnieją nowe i realne granice tego, co mogą na to poradzić Stany Zjednoczone" - komentuje autorka.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane