Cena szwajcarskiej waluty wielkimi krokami zbliża się do ceny euro. Tak blisko siebie jak wczoraj, nie były nigdy.
Frank ciągle nie daje o sobie zapomnieć. Wczoraj padł kolejny rekord mocy szwajcarskiej waluty — tym razem w stosunku do euro. Kurs EUR/CHF spadł przed południem do poziomu 1,20 — najniższego w historii obu walut. Oznacza to, że euro jest tylko 20 proc. droższe od franka. Rok temu przewaga wynosiła 40 proc., a cztery lata temu — kiedy trwał w Polsce boom na kredyty we franku — euro wygrywało ze szwajcarską walutą o ponad 60 proc. W relacji do złotego, wycena franka też jest bliska rekordowej — wczoraj kosztował przez chwilę nawet 3,27 zł.
— Historycznie kurs franka był zwykle mocno skorelowany z kursem euro. W czasie kryzysu to się zmieniło. Problem zadłużenia publicznego w strefie euro pokazał, że szwajcarska gospodarka ma znacznie stabilniejsze fundamenty niż europejska, dlatego frank zaczął mocno zyskiwać do euro — tłumaczy David Bloom, strateg banku HSBC.
W ostatnich dniach te obawy nasiliły się ponieważ na rynkach finansowych wzrosła niepewność o to, jakie rozwiązanie w sprawie Grecji zostanie przyjęte na najbliższym, przyszłotygodniowym szczycie przywódców Unii Europejskiej.
— Wiadomo, że zostanie uruchomiony drugi pakiet ratunkowy, ale żadne szczegóły nie zostały jeszcze ustalone. To zwiększa niepewność na rynku — twierdzi Cezary Chrapek, analityk Citi Handlowego.
Czy problemy polskich kredytobiorców zadłużonych we franku skończą się wraz z unijnym szczytem? Raczej nie — do rozwiązania problemu zadłużenia w strefie euro jeszcze daleko. Według części analityków, uruchomienie kolejnego programu dla Grecji tylko oddala restrukturyzację jej długu. To oznacza, że w perspektywie kilku kwartałów możliwe jest umacnianie się franka do euro.
— Tymczasowe osłabienie franka możliwe jest po posiedzeniu Szwajcarskiego Banku Narodowego. Może on dać wyraźny komunikat, że jest za wcześnie na podwyżkę stóp procentowych. To przyniosłoby lekkie odbicie — twierdzi Marcin Kiepas, analityk X-Trade Brokers.