Polska traci szansę na to, by zostać europejskim potentatem w produkcji i eksporcie wieprzowiny. Cztery lata temu na łamach „Pulsu Biznesu” ostrzegaliśmy: jeśli sektor hodowli świń szybko się nie zmodernizuje, najlepiej na wzór duński, nasza wieprzowina będzie przegrywać konkurencję z zachodnią. Niestety, wiele wskazuje na to, że pesymistyczny scenariusz się spełnia.
Mięsny paradoks
— Surowiec [półtusze, różne elementy mięsne — red.] kupujemy w całej Europie. Ponad trzy czwarte sprowadzamy z zagranicy: Niemiec, Danii, krajów Beneluksu, Francji, Włoch, a nawet Hiszpanii. Dostawcy zagraniczni są bardziej rzetelni i profesjonalni od polskich. Ponadto oferowany przez nich surowiec jest tańszy i lepszej jakości. Paradoksalnie — często bardziej opłaca się sprowadzać wieprzowinę nawet z odległej o 3 tys. km Hiszpanii, niż kupować ją w Polsce — mówi Krzysztof Woźnica, prezes Zakładów Mięsnych Silesia z Sosnowca.
Jego zdaniem, jednym z nielicznych polskich dostawców surowca wieprzowego, których usługi i produkty prezentują europejski poziom, jest giełdowy PKM Duda. O tym, że tańszym surowcem z importu posiłkuje się w Polsce coraz więcej firm, świadczą statystyki. Z danych Zespołu Monitoringu Zagranicznych Rynków Rolnych FAMMU/FAPA wynika, że w 2011 r. import wieprzowiny do Polski wzrósł do 574 tys. ton (patrz wykres), a jego wartość przekroczyła aż 1,1 mld EUR. Tymczasem nasz eksport wyniósł 309 tys. ton, a jego wartość 579 mln EUR. Spora część trafiła jednak za naszą wschodnią granicę, w tym m.in. na Białoruś, gdzie odbiorcy mają niższe wymagania jakościowe niż w krajach UE.
— W ciągu ostatnich lat z eksportera Polska stała się importerem wieprzowiny netto. Wynika to z postępującego spadku pogłowia trzody chlewnej w naszym kraju, co z kolei jest spowodowane małą opłacalnością hodowli. Niestety, produkcja trzody chlewnej w Polsce jest zbyt rozdrobniona, nieefektywna i droga, przez co przegrywa konkurencję z nowoczesną produkcją w krajach zachodnich. Nic dziwnego, że coraz więcej polskich firm mięsnych sprowadza wieprzowinę z zagranicy. Bardzo trudno będzie odbudować polskie pogłowie — mówi Paweł Kostrzyński, ekspert ds. rynku mięsa z Zespołu Monitoringu Zagranicznych Rynków Rolnych FAMMU/ FAPA.
Nie wszystko stracone
Według GUS, pogłowie trzody chlewnej w Polsce pod koniec 2011 r. liczyło tylko nieco ponad 13 mln sztuk, co oznacza spadek o prawie 12 proc. wobec 2010 r.
— Pogłowie spadło do rekordowo niskiego poziomu. Optymalny był poziom 18-19 mln sztuk, który utrzymywał się przez wiele lat. Biorąc pod uwagę nasz potencjał, mógłby on wzrosnąć nawet do 25-30 mln sztuk. Niemcy w ciągu ostatnich kilku lat z importera wieprzowiny stały się jej dużym eksporterem, do czego przyczyniły się polityka władz oraz wsparcie rozwoju gospodarstw hodowlanych i eksportu — mówi Witold Choiński, prezes związku Polskie Mięso.
Według niego, polska wieprzowina jest obecnie jedną z najdroższych w Europie. Żeby to się zmieniło, potrzebne jest m.in. wsparcie państwa dla dużych, specjalistycznych gospodarstw hodowlanych, np. preferencyjne kredyty. Z obecnym stanem rzeczy nie chce pogodzić się Polski Związek Hodowców i Producentów Trzody Chlewnej Polsus, który z innymi organizacjami branżowymi pracuje nad strategią rozwoju produkcji wieprzowiny w Polsce. Dla jej realizacji spróbuje pozyskać wsparcie resortu rolnictwa.
— Długo jeszcze możemy być importerem wieprzowiny netto. Z uwagi na duże rozdrobnienie i brak specjalizacji koszty jej produkcji w Polsce są obecnie wyższe niż w krajach zachodnich, a konieczna modernizacja sektora może się u nas ciągnąć latami — uważa Ryszard Smolarek, prezes Polskiej Federacji Branży Mięsnej. Jego zdaniem, wielu rolników zniechęciło się do hodowli świń z powodu silnych wahań cen pasz, a gwarancji ich ustabilizowania nadal nie ma.