Obligacje korporacyjne dla opornych

Emil Szweda
opublikowano: 2016-05-22 22:00

Zastanów się, czy oprocentowanie wynagradza za ryzyko, podziel portfel jak torcik wedlowski i strzeż się gruszek na wierzbie — to garść porad dla początkujących w świecie obligacji korporacyjnych

Kolejne publiczne emisje obligacji oraz ich kampanie reklamowe przyciągają na rynek inwestorów indywidualnych, którym często brakuje doświadczenia w inwestycjach w tego rodzaju instrumenty. A nie jest to sprawa tak trywialna, jak może się wydawać.

POŻYCZYMY, BY DALEJ POŻYCZAĆ:
POŻYCZYMY, BY DALEJ POŻYCZAĆ:
Te 50 mln zł to obligacje podporządkowane, które po wyrażeniu zgody przez KNF zaliczymy do kapitałów własnych i posłużą nam do rozwoju organicznego, do prowadzenia akcji kredytowej — mówi Szymon Midera, prezes Banku Pocztowego.

Porównywarka procentów

Początkującemu inwestorowi trudno jest ocenić, czy dana emisja powinna być oprocentowana na 4,5, 5 czy może na 7,5 proc. Zazwyczaj istnieje jednak logiczne wytłumaczenie wysokości oferowanego oprocentowania, zwłaszcza w przypadku dużych emisji publicznych, a więc tych przeprowadzanych na podstawie prospektów emisyjnych. Najłatwiej ocenić warunki oprocentowania porównując je z innymi — podobnymi — ofertami. Podobnymi, czyli z emisjami przeprowadzanymi przez spółkę z tej samej branży albo nawet przez tę samą spółkę w przeszłości. Dotychczas wszystkie prospektowe emisje publiczne były i są wprowadzane do obrotu na Catalyst. Płynność takich emisji przewyższa średnią płynność na rynku (mierzoną jako relację rocznych obrotów do wartości emisji) dwa do nawet siedmiu razy, zatem można uznać, że wyceny obligacji z publicznych emisji na rynku wtórnym najczęściej są odzwierciedleniem racjonalnych postaw inwestorów, a nie efektem przypadkowych wahań cen wymuszonych niską płynnością. Bardzo często okazuje się, że choć w przeszłości emitenci obligacji oferowali inwestorom wyższe oprocentowanie, to ich obligacje notowane są z premią względem nominału i rentowność jest niższa niż oprocentowanie oferowane w nowej emisji. Warto przy tym pamiętać, że im krótszy jest okres inwestycji, tym niższe jej ryzyko, a zatem także rentowność obligacji powinna być niższa. Z grubsza możemy szacować koszt takiego ryzyka na 10- -20 pkt. baz. za każdy dodatkowy rok inwestycji, przy czym różnica między np. inwestycją roczną a dwuletnią będzie wyższa (nawet 0,5-1 pkt. proc.) niż między trzyletnią a czteroletnią. Jeśli jednak to obligacje na Catalyst dają wyższą rentowność niż oprocentowanie oferowane nowej w emisji, lepszym wyborem będzie zakup obligacji na rynku wtórnym. Dokonując porównań między przedstawicielami branży, nie należy zapominać o różnicach między firmami. Należałoby więc kierować się wskaźnikami zadłużenia (np. relacją długu netto do kapitału własnego) oraz zdolnością firm do jego obsługi. W najprostszym ujęciu — im wyższe jest zadłużenie danej firmy, tym wyższe jest ryzyko inwestycji i tym wyższego należy oczekiwać oprocentowania.

0,45 proc. Tak jest prowizja od zapisu na obligacje Banku Pocztowego.

Ruszyła oferta obligacji Pocztowego

Od 23 maja do 3 czerwca potrwają zapisy w publicznej ofercie obligacji Banku Pocztowego. Bank chce pożyczyć 50 mln zł na 10 lat. To najdłuższy czas do wykupu, jaki zaproponowano dotychczas w emisjach papierów dłużnych dostępnych dla inwestorów detalicznych. A są to inwestorzy, których bank ewidentnie preferuje. Tym, którzy jako pierwsi złożą zapisy o wartości nie większej niż 30 tys. zł, gwarantuje, że dostaną tyle papierów, ile chcą. Ewentualnej redukcji będzie podlegać dopiero nadwyżka zapisów ponad 30 tys. zł lub zapisy nieprzekraczające tej kwoty złożone po wyczerpaniu się puli obligacji o wartości 30 mln zł. Minimalny zapis musi opiewać na 5 tys. zł. Oprocentowanie, jakie oferuje Bank Pocztowy, jest oparte na stawce WIBOR 6M powiększonej o 2,8 pkt. proc. marży. Obecnie jest to 4,54 proc. Odsetki będą wypłacane co pół roku. W pierwszym półrocznym okresie odsetkowym bank proponuje jednak równe 4,5 proc. Zapisy przyjmowane są w warszawskim biurze Ipopemy Securities i 41 placówkach Expander Advisors. Kwota zapisu jest powiększana o prowizję w wysokości 0,45 proc. Niezależnie od miejsca składania dyspozycji kupna obligacji, wiąże się ona założeniem rachunku maklerskiego w Ipopemie Securities. [KA]

Ruszyła oferta obligacji Pocztowego

Od 23 maja do 3 czerwca potrwają zapisy w publicznej ofercie obligacji Banku Pocztowego. Bank chce pożyczyć 50 mln zł na 10 lat. To najdłuższy czas do wykupu, jaki zaproponowano dotychczas w emisjach papierów dłużnych dostępnych dla inwestorów detalicznych. A są to inwestorzy, których bank ewidentnie preferuje. Tym, którzy jako pierwsi złożą zapisy o wartości nie większej niż 30 tys. zł, gwarantuje, że dostaną tyle papierów, ile chcą. Ewentualnej redukcji będzie podlegać dopiero nadwyżka zapisów ponad 30 tys. zł lub zapisy nieprzekraczające tej kwoty złożone po wyczerpaniu się puli obligacji o wartości 30 mln zł. Minimalny zapis musi opiewać na 5 tys. zł. Oprocentowanie, jakie oferuje Bank Pocztowy, jest oparte na stawce WIBOR 6M powiększonej o 2,8 pkt. proc. marży. Obecnie jest to 4,54 proc. Odsetki będą wypłacane co pół roku. W pierwszym półrocznym okresie odsetkowym bank proponuje jednak równe 4,5 proc. Zapisy przyjmowane są w warszawskim biurze Ipopemy Securities i 41 placówkach Expander Advisors. Kwota zapisu jest powiększana o prowizję w wysokości 0,45 proc. Niezależnie od miejsca składania dyspozycji kupna obligacji, wiąże się ona założeniem rachunku maklerskiego w Ipopemie Securities. [KA]

Ile jajek w koszyku?

Kwotę, którą zamierzasz zainwestować w obligacje firm, podziel na dwie równe części. Jedną z nich odłóż z powrotem na lokatę i wróć do niej, gdy zyskasz nieco doświadczenia. Pozostałą część podziel np. na dziesięć równych części i każdą z nich zainwestuj w obligacje innej firmy. O ile sens dywersyfikacji w przypadku inwestycji w ryzykowne instrumenty (jak np. akcje) jest dyskusyjny (razem z ograniczeniem ryzyka zmniejszamy też szanse na duże zyski), o tyle w przypadku obligacji dywersyfikacja oznacza rozłożenie ryzyka bez utraty dochodów, ponieważ wszystkie obligacje z portfela pracują dla swoich właścicieli, choć w różnym tempie. Emitentów obligacji możemy podzielić na trzy grupy. Pierwszą tworzą emitenci, którzy odporni są na silne wahania koniunktury i przetrwają ewentualną recesję bez uszczerbku dla swoich wierzycieli (np. banki, koncerny energetyczne). Drugą grupą firm są emitenci, których kondycja finansowa jest dobra dzięki koniunkturze w gospodarce lub w ich branży, ale nie wiadomo do końca, jak poradzą sobie w razie spowolnienia (np. deweloperzy, windykatorzy,firmy pożyczkowe). Ostatnią zaś grupa firm, która ma problemy z osiąganiem zysków i kontrolą zadłużenia nawet w okresie dobrej koniunktury. Oczywiście ryzyko, które oferują, wpływa na rentowność ich obligacji i każdy powinien sam udzielić sobie odpowiedzi na pytanie, w jakich proporcjach chce dobierać do portfela przedstawicieli poszczególnych grup. Im mniejsze jest doświadczenie inwestora, tym niższy powinien być udział ryzykownych papierów w portfelu, ale oczywiście można też polegać na szczęściu i opiniach innych. Choć w obligacje inwestuje się z myślą „kup i trzymaj”, nie wolno tej strategii mylić z „kup i zapomnij”. Inwestorzy powinni sprawdzać regularnie kondycję emitentów, którym powierzyli pieniądze. Tylko najbardziej zaawansowani poradzą sobie z monitorowaniem więcej niż 10, 20 czy 30 spółek w portfelu, dlatego stopień dywersyfikacji należy dostosować też do możliwości poświęcenia czasu inwestycjom. Im mniej tego czasu mamy, tym mniejsze pieniądze powinniśmy inwestować.

Bądź jak bank

Inwestowanie w obligacje polega na ocenie wiarygodności kredytowej emitenta. Innymi słowy inwestor wchodzi w buty pracownika banku, który ocenia wniosek kredytowy. Jak wiadomo, aby dostać kredyt w banku, należy legitymować się zdolnością kredytową, a nie  samą obietnicą jej uzyskania. Tak samo powinni działać inwestorzy — oceniać, czy dana firma jest już dziś zdolna do obsługi zobowiązań, czy wypracowuje wystarczająco duże zyski, by poradzić sobie z obsługą nowych obligacji i czy już dziś wiadomo, z czego obligacje spłaci. Nie należy zaś ulegać roztaczanym wizjom, obietnicom przyszłych zysków (jeśli dziś ich nie ma), opowieściom o tym, jak wspaniale spółka się rozwinie, gdy już pożyczy od nas pieniądze. Być może tak właśnie się stanie, ale rozkład ryzyka jest w takiej sytuacji nierównomierny — zyski przypadną akcjonariuszom, lecz straty pokrywane będą na rachunek obligatariuszy. Firma, która nie ma zdolności kredytowej, powinna raczej emitować akcje, a nie dług. Choć naturalnie od każdej zasady są wyjątki i dobre zabezpieczenie może nieco zmienić proporcje ryzyka.

Inwestuj odpowiedzialnie

Obligacje to nie akcje. Tu odwaga rzadko jest premiowana, chciwość karana jest zaś z największą surowością. W świecie niskiego oprocentowania depozytów łatwo zarazić się obligacyjnym bakcylem, ale nie warto spieszyć się z decyzjami. Nie ma na tym rynku ekspresów, które właśnie odjeżdżają z peronów, wioząc wybrańców po bezkresne zwroty z kapitału. Po jednej zamkniętej emisji zawsze przychodzi kolejna, po jednym wagoniku kolejki za chwilę ustawia się kolejny. Zdążysz.