Przed podjęciem decyzji o konkretnej inwestycji warto się zdecydować, na jak długo chcemy ulokować nasze oszczędności i jakie wahania możemy zaakceptować. Do tych para- metrów trzeba dobrać optymalny portfel i czekać, aż nasze oszczędności będą rosły.
Dla inwestorów, którzy nie chcą trzymać pieniędzy na depozytach zbyt długo i nie tolerują strat, najlepsze są bezpieczne lokaty. Do takich należą obligacje skarbu państwa, lokaty w bankach i fundusze obligacji krajowych. Wśród tych trzech propozycji największe zaufanie mamy do obligacji skarbu państwa. To papiery, które gwarantuje rząd, zatem są najmniej ryzykowne wśród wszystkich inwestycji krajowych. Dziś oprocentowanie dwuletnich papierów wynosi 6,25 proc. Choć można w rok zarobić więcej. Wystarczy kupić dziesięcioletnie obligacje skarbowe, dające 7,5 proc. w pierwszym roku i sprzedać je po 12 miesiącach. Przy rezygnacji po roku, trzeba zapłacić 1 zł od każdej 100-złotowej obligacji. Nasz zysk w skali roku wyniesie 6,5 proc.
Bezpieczne są także lokaty bankowe. Stopy zwrotu, szczególnie tych trzymiesięcznych, kuszą wysokim oprocentowaniem. Średnio na 3-miesięcznej lokacie można zarobić 8,33 proc. Roczne lokaty zaś średnio są oprocentowane na 7,4 proc.
Ostatnio znakomite wyniki przynoszą fundusze obligacji krajowych. W rok można było zarobić nawet 21 proc. Średnia stopa zwrotu z tych produktów w ostatnim roku wyniosła 8,09 proc. (bez funduszu SEB 5 Obligacji Skarbowych, który jako jedyny wypracował straty z powodu nietrafionych inwestycji związanych z rynkiem rosyjskim). Dobre wyniki funduszy obligacji powinny się utrzymywać w kolejnym roku z powodu spodziewanych kolejnych obniżek stóp procentowych w Polsce. Ciekawą propozycją uzupełnienia portfela może być złoto. To jeden z niewielu surowców, który oparł się drastycznej wyprzedaży na rynku towarowym. Warto przypomnieć, że jeszcze na początku lipca za baryłkę ropy naftowej trzeba było zapłacić 147 USD, teraz jest ona warta zaledwie 39 USD. Podobny spadek odnotowały inne surowce, takie jak miedź czy gaz ziemny. Zupełnie inaczej zachowywał się kurs złota. Wprawdzie jego cena spadała od lipca, ale tylko o 10 proc. Przed korektą złoto chroniła duża niepewność na rynku i nadal słaby dolar. Analitycy wskazują, że bardzo kosztowne plany pomocowe dla zwalniających gospodarek mogą pobudzić inflację, która przy obecnej liberalnej polityce monetarnej jest dużym zagrożeniem. Złoto jest zaś jednym z najlepszych zabezpieczeń przed wzrostem cen.
Inwestorzy długoterminowi i skłonni do większego ryzyka powinni pomyśleć o akcjach. Papiery na warszawskiej giełdzie są o 60 proc. tańsze niż w lipcu ubiegłego roku. To oczywiście nie znaczy, że taniej nie będzie. Pesymiści czekają na trzecią, ostatnią fazę bessy. Jeszcze jedna fala spadkowa może nastąpić na wiosnę. Optymiści twierdzą, że za pół roku giełda będzie wyżej o 20 proc. Kto ma rację? Tu pewności nie ma. Wiadomo jednak, że zawsze po bessie przychodzi hossa. Ci, którzy kupili akcje w dołku i zdążyli je sprzedać nawet przed kulminacją wzrostów, dobrze na tym wychodzili. Myśląc o zyskach w horyzoncie kilkuletnim, można postawić na nasze spółki i spodziewać się średniej rocznej stopy zwrotu w granicach 15 proc.