Obligacje nie stracą zwolenników, ale…

Jagoda Fryc
opublikowano: 2012-12-14 00:00

W tym roku hitem są fundusze dłużne, w 2013 r. preferencje nie będą już tak jednoznaczne — prognozują specjaliści.

W 2012 r. spodziewamy się największego zainteresowania funduszami bezpiecznymi. Palmę pierwszeństwa będą miały fundusze obligacyjne — taki scenariusz dokładnie rok temu pisał Adam Johaniuk, dyrektor ds. sprzedaży w PKO TFI. I się nie pomylił. Według wyliczeń Analiz Online, w ubiegłym miesiącu do produktów dłużnych trafiło ponad 1 mld zł netto, a od początku roku 6,6 mld zł.

None
None

Drugą najpopularniejszą grupą były fundusze absolutnej stopy zwrotu. W listopadzie inwestorzy wpłacili do nich 89 mln zł, a od początku roku prawie 0,3 mld zł. Zła passa nie opuszcza natomiast funduszy mieszanych, z których w ciągu ostatnich jedenastu miesięcy wypłacono najwięcej, bo 3,5 mld zł. W sumie tegoroczny bilans sprzedaży wyniósł prawie 15 mld zł, z czego aż 14 mld zł trafiło do produktów dedykowanych wybranym inwestorom. Rok 2013, zdaniem wielu ekspertów, będzie sprzyjał funduszom akcyjnym. Czy to oznacza, że silnik z napisem „zarabiaj w rytm hossy” na nowo zaskoczy i dowiezie TFI do celu?

Beata Tylman, dyrektor ds. sprzedaży produktów inwestycyjnych w Ipopema TFI, uważa, że fundusze akcyjne powrócą do łask inwestorów, ale niestety po czasie. — Klienci obudzą się jak zwykle w końcówce hossy, gdy już potencjał do zarobku się wyczerpie — uważa Beata Tylman.

— Fundusze o bardziej agresywnych strategiach inwestycyjnych stopniowo zaczną wracać do łask inwestorów. To będzie postępować wraz z poprawą ich wyników, które zresztą — jeśli spojrzeć na ostatni rok — były całkiem przyzwoite — dodaje Bernard Waszczyk, analityk Open Finance.

Dług nadal w cenie

Zdaniem przedstawicieli TFI, w 2013 r. preferencje inwestycyjne klientów nie będą już tak jednoznaczne. — Rozłożą się na różne klasy aktywów i grupy funduszy. W dalszym ciągu inwestorom będzie towarzyszyć awersja do ryzyka, która zacznie słabnąć — ocenia Łukasz Kędzior, dyrektor sprzedaży w TFI PZU.

Z jednej strony rentowności obligacji skarbowych są na historycznych minimach, dlatego na tak spektakularne wyniki funduszy dłużnych nie ma co liczyć. Inwestorzy, którzy na długu już zarobili, w przyszłym roku skierują się więc pewnie w stronę agresywniejszych produktów.

Z drugiej, rozpoczęte w październiku cięcie kosztu pieniądza przez Radę Polityki Pieniężnej spowoduje, że oprocentowanie lokat bankowych nie będzie tak atrakcyjne. Ci klienci zaczną poszukiwać alternatywy, a baza jest wysoka. Według danych NBP, wartość depozytów gospodarstw domowych w bankach wynosiła w drugim kwartale 2012 r. prawie 500 mld zł. Część tych pieniędzy z pewnością popłynie do funduszy dłużnych.

— Pierwsze miesiące 2013 r. prawdopodobnie przyniosą kontynuację obecnego trendu. Siłą rozpędu klienci dalej będą wpłacali pieniądze do funduszy obligacji. Inną kwestią jest, czy może to być dla nich równie opłacalne jak w ostatnich kilkunastu miesiącach. Moim zdaniem, hossa na rynku obligacji ma się raczej ku końcowi, choć pewien potencjał do wzrostu jeszcze jest. Na rynek trafiać więc będą pieniądze od tych spóźnionych inwestorów,którzy przespali dotychczasowe zwyżki — ocenia Bernard Waszczyk.

Poszukiwanie alternatywy

Fundusze obligacji to jednak nie jedyna lokomotywa, która w przyszłym roku ma napędzać sprzedaż w TFI. Dodatkowym silnikiem mają być produkty aktywnie zarządzane i absolutnej stopy zwrotu.

— Będziemy również zwracać uwagę klientów na fundusze akcyjne, ale takie, które stosują selektywną politykę inwestycyjną, które potrafią zarabiać na zmiennym rynku i w warunkach spowolnienia w gospodarce. Takimi produktami są na przykład fundusze inwestujące w medycynę — mówi Łukasz Kędzior z TFI PZU. W sprzedaży pomogą też banki, które w ramach poszukiwania dodatkowej marży zaczną aktywniej sprzedawać produkty inwestycyjne.

— Banki po przyszłorocznych zmianach przepisów nie będą już zarabiać na sprzedaży produktów ubezpieczeniowych. Zaczną więc poszukiwać alternatywy, a najwyższe marże pochodzą z dystrybucji produktów inwestycyjnych — ocenia Beata Tylman z Ipopema TFI.