Spotykane w różnych zakątkach Chin kilkupiętrowe okrągłe domy z drewnianymi dachami przypominają ogromne grzyby. W latach zimnej wojny te dziwaczne obiekty przeraziły agentów CIA, którzy donosili przełożonym o 1500 niezidentyfikowanych budynkach niezwykle podobnych do baz nuklearnych.



Nawiedzone osiedle
Nie zaprojektował ich jednak żaden współczesny architekt. To chińskie tulou, czyli wzno-szone od XII wieku budowle z ubitej ziemi. Charakterystyczne dla architektury Hakków, jednej z chińskich mniejszości. Wkraczając na nowe ziemie, popadali w konflikty z miejscową ludnością, dlatego budowali osady fortece. A dziś tulou przyciągają turystów.
Z tego samego powodu do niedawna tłumnie odwiedzano osiedle Sanjhih na północnym wybrzeżu Tajwanu. Zasłynęło kosmicznym wzornictwem przypominającym obiekty UFO. Futurystyczne domy wybudował 30 lat temu jeden z tamtejszych potentatów kauczuku. Wyprodukował je we własnej fabryce. Chciał stworzyć nad brzegiem morza luksusową kolonię w stylu science-fiction. Niestety, zbankrutował i pozostawił osiedle widmo. Ale sława osady rosła. Turystów przyciągała architektura, ale i pogłoski o błąkających się duchach. Krążyły opowieści o wypadkach podczas budowy i o znalezionych szkieletach. Inwestorzy nie rezygnowali z dokończenia osiedla. W planach mieli między innymi pięciogwiazdkowy hotel i kompleks wypoczynkowy. Niestety, jak pech, to pech. Żaden pomysł nie wypalił. W ubiegłym roku tajwańskie władze zrównały zdewastowane budynki z ziemią.
Wymienne moduły
Trzynastopiętrowy wieżowiec Nakagin Capsule Tower w Tokio, zaprojektowany przez Kisho Kurosawę, to pierwszy na świecie budynek wyposażony w wymienne moduły. Powstał w 1972 r. Ma betonowy szkielet i 140 kontenerowych pomieszczeń. Początkowo służył jako hotel dla tokijskich biznesmenów — zgodnie z projektem wyeksploatowane kontenery miały trafiać na złom, a w ich miejsce wstawiane byłyby nowe. Do tego jednak nie doszło, bo pojawili się chętni, by zamieszkać w kapsułach na dłużej.
Uwagę przyciąga również architektura francuskiego osiedla Aillaud Towers: 18 wieżowców na obrzeżach paryskiej dzielnicy biznesu La Defense. Dwa najwyższe wysokościowce liczą 39 kondygnacji, a najmniejsze 18. Mimo różnic wysokości mają ten sam kształt, przypominający kilka złożonych ze sobą walcowatych brył pokrytych mozaiką imitującą chmury. Niektóre okna są stylizowane na krople deszczu. Budynki wzniesiono w 1977 r. jako tzw. HLM-y, czyli tanie mieszkania socjalne. Kilka lat temu zastanawiano się nad ich wyburzeniem, ale do tego nie doszło.
Habitat 67 w Montrealu to z kolei futurystyczny kompleks przypominający stos pudełek. Osiedle z prefabrykowanych modułów wybudowano ponad 40 lat temu. Pierwowzorem dla architekta Moshe Safdiego był jeden z pawilonów Expo 1967 wykonany na potrzeby nowoczesnego i taniego budownictwa. Ostatecznie powstało 354 mieszkań (miało być 1000). Największe, czterokondygnacyjne, liczą aż 464 mkw., a najmniejsze 57 mkw. Część mieszkańców ma do dyspozycji prywatny ogród na dachu sąsiada.
Podobną koncepcję mieli duńscy projektanci z pracowni BIG architects, autorzy 80 apartamentów z tarasami i ogrodami na osiedlu Mountain Dwellings w Kopenhadze. Jedenaście kaskadowo rozmieszczonych pięter i Mount Everest wyobrażony na północnej i zachodniej elewacji sprawiają wrażenie, jakby budynek postawiono na wzgó-rzu. Tymczasem znajduje się on na… wielopoziomowym parkingu.
Ikony i gargamele
Równie śmiałe projekty trudno znaleźć w Polsce. Kilka jest, ale…
Hostel i stacja benzynowa w Rytrze w Beskidzie Sądeckim to nieregularna bryła z dużymi przeszkleniami i spadzistym, nierównym dachem. Elewacja od strony rzeki ma maleńkie balkony i kute balustrady.
Budynek częściowo obłożono drewnem i blachą tytanową, zestawioną ze zwykłą papą na lepiku. Każde okno ma inny kształt: trójkąt, trapez, kwadrat. Całość uzupełniają ozdobne, powyginane rynny. Rezultat? Zamiast architektonicznej ikony wyszedł gargamel.
Na szczęście mamy się też czym pochwalić. Granitowe osiedle Concerto Verona — zaprojektowane przez biuro Lewicki Łatak — to jedna z ciekawszych inwestycji mieszkaniowych we Wrocławiu. Każdy segment ma mansardowy dach nawiązujący do śląskiej architektury. Co ciekawe i oryginalne, dach obłożono tym samym materiałem co elewacje, czyli jasnym granitem. Wystroju dopełniają eleganckie detale: drewniana stolarka, szklane balustrady balkonów.
Dla porównania: dom w Pyskowicach, zaprojektowany przez śląskie biuro Medusa Group, charakteryzuje skrajna prostota. Przypomina uwspółcześniony śląski familok. A bryła i układ funkcjonalny sprawiają, że jest bardziej "maszyną do mieszkania" w duchu słynnego francuskiego architekta Le Corbusiera niż typowym domem jednorodzinnym (Le Corbusier głosił, że dom upodabnia się do maszyny przez standaryzację, dobre wyposażenie i łatwą obsługę).
Dom ma kształt prostopadłościanu, a na parterze jedną wielką przestrzeń. Wejście prowadzi wprost przez otwartą kuchnię z jadalnią do pokoju dziennego po przeciwnej stronie budynku. "Familok" stoi jednak na trójkątnej działce, a dodatkowym mankamentem jest dojazd od południowo-zachodniej strony — a to przecież najlepsze miejsce na pokój dzienny i ogród. Dlatego architekci zaprojektowali wejście jak najdalej od ulicy. Drzwi są we wnęce, która stanowi zarazem rozległy podcień i wiatę garażową.
To niejedyny odważny projekt pracowni Medusa Group. Zasłynęła m.in. adaptacją dawnej lampiarni w kopalni Orzeł Biały w Bytomiu na tzw. Bolko Loft, czyli pierwsze w kraju mieszkanie w obiekcie poprzemysłowym. "Zagrało" ono w wielu filmach i zdobyło wiele nagród. Stało się m.in. jedną z ikon polskiej architektury. A dawna lampiarnia od dawna żyje już własnym życiem.
