Oby dwa konie równo ciągnęły

opublikowano: 21-02-2013, 00:00

Premier zdecydowałwzmocnić zaprzęg, awansując ministra Jacka Rostowskiego na wiceprezesa Rady Ministrów.

Wbrew medialnym spekulacjom, woźnica rządowych sań Donald Tusk na razie postanowił nikogo nie strącać na pożarcie opozycyjnym wilkom. Zwłaszcza że wataha chce rzucić się na całe sanie wnioskiem o konstruktywne wotum nieufności. Premier zdecydował jednak wzmocnić zaprzęg, awansując ministra Jacka Rostowskiego na wiceprezesa Rady Ministrów.

W dziejach III Rzeczypospolitej dwóch wicepremierów to właściwie norma. Epizodycznie bywało ich nawet trzech, a od politycznego obyczaju odstawał ostatni okres, gdy wiceszef rządu był jeden. Pierwszy raz jednak obaj dzierżą tak zbliżone teki ministerialne: gospodarki i finansów. Do tej pory, gdy jeden wicepremier kierował którymś z wymienionych resortów, drugi pochodził z zupełnie innej sfery: sprawy wewnętrzne, praca i sprawy społeczne, a czasem nie miał teki. W tej kwestii nie istnieje u nas żadna tradycja czy zasada, taka jak na przykład w Niemczech, gdzie szef mniejszej partii koalicyjnej zostaje z automatu wicekanclerzem i ministrem spraw zagranicznych.

Finanse publiczne oraz złoty teoretycznie powinny skakać do góry. Na pierwszy rzut oka premier przyjął za własną dewizę „Gospodarka, głupcze!” i dowartościował tę część rządu. Ale od razu pojawia się problem, zarysowany w tytule. Przez pięć lat Jacek Rostowski w randze „tylko” szeregowego ministra często ścierał się ostro z „aż” wicepremierem Waldemarem Pawlakiem. Obsada Ministerstwa Gospodarki się zmieniła, ale po formalnym zrównaniu uprawnień obu koni woźnica naprawdę musi mocno trzymać rządowe lejce…

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: JACEK ZALEWSKI

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu