Oby ING nie był początkiem serii

Kamil Zatoński
opublikowano: 16-01-2009, 00:00

Pryska mit o stabilnych wynikach polskich banków. Ostrzeżenie o stracie ING BSK w IV kwartale to najlepszy dowód.

Instytucja kierowana przez Brunona Bartkiewicza zaskoczyła stratami na obligacjach. Wypadek przy pracy czy zły sygnał?

Pryska mit o stabilnych wynikach polskich banków. Ostrzeżenie o stracie ING BSK w IV kwartale to najlepszy dowód.

Kilka dni temu kurs HSBC na giełdzie w Londynie mocno spadał po tym, jak analitycy Morgan Stanley stwierdzili, że brytyjski bank potrzebuje aż 30 mld dolarów dokapitalizowania. Dodali, że jego zysk mocno spadnie w tym roku i nie poprawi się przynajmniej do 2011 r. Wczoraj okazało się, że Bank of America, największy amerykański bank pod względem aktywów, może potrzebować większej pomocy rządu, by podołać pokryciu strat związanych z niedawnym przejęciem Merrill Lynch. Do takich wiadomości już się przyzwyczailiśmy. Jednak opublikowane wczoraj wstępne wyniki polskiego ING BSK ogromnie zaskoczyły inwestorów i analityków. Okazało się, że także nasze instytucje finansowe mogą przejść z zysków do strat z kwartału na kwartał.

Pięć tłustych lat

Bank w IV kwartale miał stratę na obligacjach (290 mln zł), a w konsekwencji także stratę netto (około 95 mln zł, po raz ostatni bank był pod kreską dokładnie pięć lat temu). To na razie tzw. strata papierowa, bo nie wiąże się z wypływem gotówki. Z drugiej strony, jest to ostrzeżenie dla rynku. Wkrótce może się okazać, że wpadek nie uniknęli także inni menedżerowie polskich banków.

Wywodzący się ze Śląska ING BSK uważany był za jeden z najbardziej ostrożnych. Nic więc dziwnego, że wczoraj przez większą część sesji mocno spadały kursy innych spółek z sektora, głównie BPH, Kredyt Banku, Millennium czy Getinu.

Przedstawiciele ING tłumaczą, że ujemna wycena euroobligacji to konsekwencja rozszerzenia się spreadów między polskimi papierami a swapami na stopy procentowe. W czwartym kwartale wzrosły one z 15-20 pkt. bazowych nawet do 100 pkt. bazowych. O ile jednak był to czynnik niezależny od banku, to straty powstały prawdopodobnie przez złe zabezpieczenie portfela, a więc w działce, w której wynik zależy od umiejętności zarządzających instytucją.

Analitycy pocieszają…

Analitycy są jednak przekonani, że inne banki nie odnotują podobnych strat. Brunon Bartkiewicz, prezes ING, też uważa, że ujemna wycena euroobligacji to problem tylko jego banku, a nie całego rynku.

— Widocznie ING ma dużo więcej tych papierów, niż wynosi średnia w branży — mówi Marta Czajkowska, analityk KBC Securities.

Michał Sobolewski z Domu Maklerskiego IDM uważa, że obecne kłopoty mo- gą wynikać ze struktury bilansu katowickiego banku. Na koniec trzeciego kwar- tału wartość udzielonych przez ING kredytów stanowiła zaledwie 43 proc. zgromadzonych depozytów. Tymczasem średnia dla giełdowego sektora wynosiła około 90 proc.

— Bank musiał gdzieś ulokować nadwyżki kapitału. W innych bankach portfel papierów wartościowych jest relatywnie mniejszy, dlatego choćby tylko z tego powodu nie spodziewałbym się wykazania podobnych strat — mówi Michał Sobolewski.

…i ostrzegają

Według analityka Domu Maklerskiego IDM istnieje jednak ryzyko, że w wynikach giełdowych przedstawicieli branży też pojawią się różnego rodzaju niespodzianki.

— Wszystko przez duże wahania na rynkach finansowych w czwartym kwartale. Na światło dzienne wyszedł problem opcji walutowych, którego skalę wpływu na wyniki poszczególnych banków trudno oszacować. Niepewność inwestorów może brać się także z tego, że sytuacja nie ma precedensu, a reprezentanci banków i audytorzy nie mają jeszcze jasności, jakie ujęcie transakcji opcyjnych będzie najwłaściwsze — mówi Michał Sobolewski.

— Obecnie najtrudniejszą do przewidzenia pozycją w rachunku zysków i strat banków są rezerwy. Nie ma sygnałów ze strony banków, w jakich widełkach znajdą się te wartości. Jeśli pojawią się jakieś zaskoczenia, to tutaj — dodaje Marta Czajkowska.

Szkoda, że na oficjalne raporty kwartalne trzeba jeszcze poczekać. Pierwszy karty miał odkryć Bank Millennium już 22 stycznia. Niestety, przełożył termin publikacji na 12 lutego.

W raportach z uwagą śledzić będzie trzeba sposób potraktowania transakcji opcyjnych (szczególnie w bankach zaangażowanych w instrumenty pochodne) i ich konsekwencje dla dochodów.

Rynek nie poznał wszystkich złych wiadomości

Wiesław Rozłucki były prezes GPW, a obecnie doradca Rotschild Polska, który wraz z Jackiem Sochą, byłym przewodniczącym KPWiG, obecnie doradcą PricewaterhouseCoopers, był gościem czwartkowego programu EKG w TOK FM, uważa, że nie wszystkie złe wiadomości zostały już uwzględnione w cenach akcji.

Ostatnie spadki na giełdzie są skutkiem złych informacji z USA oraz z Europy.

"Nawet niższa inflacja nie sprawiła, że cokolwiek rośnie na GPW. Większe znaczenie mają czynniki zewnętrzne. Uważam, że należy obniżyć stopy procentowe w tym miesiącu o 50 punktów bazowych, a nawet wskazane byłoby 150 pkt bazowych. To ucięłoby nieco spekulacje złotym" — mówił w TOK FM Jacek Socha.

Jego zdaniem spadek inflacji nie ma dziś żadnego znaczenia, ponieważ jest on wynikiem biedy albo biedy spodziewanej. "To szczęście w nieszczęściu" — uważa Jacek Socha.

"Na giełdzie nadal trwa walka postu z karnawałem" — dodał Wiesław Rozłucki. Jego zdaniem oznacza to, że wyraźne tendencje recesyjne na całym świecie napotykają opór w postaci bezprecedensowej pomocy rządów wszystkich państw.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Zatoński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu