W ostatnich latach wielokrotnie słyszeliśmy od przedstawicieli rządu Donalda Tuska, że przygotowywanie ustaw nie ma sensu, ponieważ zostaną zawetowane przez prezydenta. Mam nadzieję, że tamte deklaracje zmobilizują rząd, żeby teraz (o ile to przedstawiciel PO wygra wybory prezydenckie) owe ustawy pisać i wprowadzać w życie. Myślę, że rządzący zdawać sobie będą sprawę, że słowo się rzekło.

Istnieje jednak ryzyko związane z kalendarzem wyborczym. Czas, który powinno się poświęcić na wprowadzanie reform, będzie zarazem okresem kampanii wyborczej do parlamentu. Obawiam się, że to może zniechęcić liderów Platformy Obywatelskiej do podejmowania niepopularnych społecznie decyzji. Mogą skłaniać się do odkładania reform na po wyborach. To byłoby jednak fatalne rozwiązanie. To oznaczałoby odkładanie ich w nieskończoność. Tu akurat nie chodzi o to, żeby gonić króliczka, ale żeby go wreszcie złapać.