Tegoroczne burze są wyjątkowo uciążliwe. Polska Izba Ubezpieczeń (PIU) 21 lipca szacowała, że zgłoszono ok. 12 tys. wyrządzonych przez nie szkód. A to jeszcze nie koniec. Nie wiadomo, jak wiele majątków firmowych uszkodził żywioł, jednak nawet 6 tys. zł, które oferuje rząd poszkodowanym w takich przypadkach, to kropla w morzu potrzeb. Lepiej się ubezpieczyć.

Deszcz, wiatr i pioruny
Przed skutkami burzy zabezpieczy standardowa polisa od wszystkich ryzyk albo ubezpieczenie majątku od ognia i innych zdarzeń losowych, które przedsiębiorcy znajdą w każdym pakiecie dla MSP. Co prawda nie ma tam nawet definicji burzy, ale to nie oznacza, że polisa mająca zapewnić ochronę w przypadku skutków działania żywiołów nie zadziała po szkodzie wyrządzonej przez burzę.
— Występują tam pojęcia takie jak huragan, deszcz nawalny i piorun, czyli zdarzenia bezpośrednio powodujące szkodę — mówi Mikołaj Orzechowski, kierownik ubezpieczeń korporacyjnych w Departamencie Ubezpieczeń Majątkowych w firmie Uniqa.
Warto zwrócić uwagę na to, jak ubezpieczyciele definiują poszczególne pojęcia, a w efekcie — w jakich przypadkach rzeczywiście można liczyć na ochronę. Na przykład ubezpieczeniowa definicja huraganu różni się od popularnej — według ubezpieczycieli nie jest to zjawisko występujące nad akwenami Oceanu Atlantyckiego, tylko wiatr o określonej prędkości.
— W ubezpieczeniach za huragan uznaje się działanie wiatru o prędkości nie mniejszej niż 15-17 m/s, czyli w przybliżeniu 61-65 km/h — mówi Bartosz Paczesny,
dyrektor biura koordynacji szkód w STBU Brokerzy Ubezpieczeniowi. Trzeba jednak uważać, bo u różnych ubezpieczycieli minimalna prędkość wiatru, uprawniająca do uzyskania odszkodowania po wyrządzonej przez niego szkodzie, może być różna. — Czasami nawet ten sam ubezpieczyciel wprowadza różne parametry w zależności od produktu — zwraca uwagę Izabela Król, menedżer ds. oceny ryzyka w AIG. Tak jest w PZU, gdzie w ubezpieczeniu od ognia dla MSP wystarczy, że wiatr wieje z prędkością 17,5 m/s, ale w ubezpieczeniu od wszystkich ryzyk potrzeba już minimum 24 m/s.
Prędkość wiatru
Siła wiatru powinna zostać potwierdzona przez Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej (IMiGW) — chyba że w okolicy nie ma stacji pomiarowej albo nie można uzyskać jego opinii.
— Wtedy podczas likwidacji szkody uwzględnia się stan faktyczny i rozmiar szkód w miejscu ich powstania albo bezpośredniej okolicy, świadczący o działaniu sił przyrody — zapewnia Halina Stradomska, ekspert w PZU. Ubezpieczyciele uzależniają odpowiedzialność za szkody spowodowane przez wiatr od jego prędkości, żeby zabezpieczyć się na wypadek sytuacji, kiedy szkody mogły wynikać z innego powodu — na przykład z niewystarczającej dbałości o stan techniczny mienia.
— W sytuacji wystąpienia silnego wiatru, udokumentowanego przez stację pomiarową, jest domniemanie, że to właśnie ten wiatr spowodował szkodę, i taka interpretacja jest przyjmowana przez ubezpieczyciela. Podobnie jest w przypadku, gdy w okolicy powstały masowe szkody z tej przyczyny, mimo że brak dostępnej dokumentacji pomiaru siły wiatru. Natomiast gdy żadna z tych przesłanek nie jest spełniona, nie sposób dowieść, że szkoda, która wystąpiła np. w jednym budynku, a nie wystąpiła nigdzie indziej w okolicy, naprawdę była spowodowana burzą. Przyczyną mógł być choćby zły stan techniczny dachu czy okien — tłumaczy Mikołaj Orzechowski. Niektórzy ubezpieczyciele nie definiują huraganu w ogóle, a tym samym nie uzależniają wypłaty odszkodowania od siły wiatru.
— W przypadku, kiedy mienie ulega zniszczeniu wskutek silnego wiatru, oceniamy sytuację indywidualnie na podstawie zjawisk meteorologicznych w danym regionie i skali zniszczenia w okolicy naszego klienta. Jeżeli widzimy, że zniszczenia są rozległe, to na pewno mieliśmy do czynienia z żywiołem — mówi Izabela Król. Podobnie jak działanie wiatru ubezpieczyciele definiują również skutki działania deszczu. Deszcz nawalny definiowany jest zwykle przez tzw. współczynnik natężenia, zgodnie ze skalą IMiGW. — Jednak i w tym przypadku można ustalić fakt wystąpienia deszczu na podstawie stanu faktycznego i rozmiaru szkód w miejscu ubezpieczenia albo bezpośrednim sąsiedztwie — mówi Bartosz Paczesny.
Problem z przepięciem
Problem może się także pojawić, kiedy przyczyną szkody jest piorun. Wielu ubezpieczycieli ubezpiecza w standardzie tylko bezpośrednie uderzenie pioruna i jego skutki. Natomiast przepięcia w urządzeniach i instalacjach na skutek krótkotrwałego wzrostu napięcia w wyniku uderzenia pioruna, które de facto najczęściej powodują szkody, są często wyłączone z ochrony.
— Ubezpieczenia od ognia i innych zdarzeń losowych czy od wszystkich ryzyk majątkowych z zasady pokrywają szkody w następstwie negatywnego czynnika, który zadziałał z zewnątrz. Przepięcia czy innego rodzaju szkody elektryczne mają charakter szkód wewnętrznych i te zwykle są wyłączone z podstawowej ochrony ubezpieczenia — tłumaczy Izabela Król.
Niektórzy ubezpieczyciele oferują już jednak również przepięcie w standardzie (np. Uniqa), a jeśli nie (np. Allianz), to zwykle nie ma problemu z włączeniem tego ryzyka do ochrony, choć czasem wymaga to dodatkowej opłaty, i zwykle wiąże się z kwotowym ograniczeniem odpowiedzialności — rzędu 200-500 tys. zł. Bartosz Paczesny tłumaczy, że brak ochrony w przypadku szkód spowodowanych przepięciami wynika z faktu, że ubezpieczyciele mają specjalną polisę dla maszyn i urządzeń na wypadek szkód elektrycznych.
— To odrębny produkt ubezpieczeniowy, inaczej wyceniany, który pokrywa tego typu ryzyka i inne elektryczne w standardzie. Ubezpieczyciele oczywiście dążą do rozdzielenia sprzedaży tych produktów — mówi Bartosz Paczesny.
Trzeba dbać
Ubezpieczyciele zwracają też uwagę, że aby móc liczyć na odpowiednią ochronę mienia na wypadek silnych ulew, trzeba zadbać o jego stan techniczny i odpowiednie zabezpieczenie. Najczęściej odmowy wypłat odszkodowania zdarzają się ze względu na przedostanie się deszczu do wnętrza budynku przez niezamknięte okna i drzwi zewnętrzne.
— Najczęściej ubezpieczyciel ogranicza swoją odpowiedzialność w stosunku do mienia przechowywanego poniżej poziomu gruntu i niżej niż 10 cm nad podłogą oraz kiedy do szkody przyczynił się zły stan dachu bądź niezabezpieczone czy też nieprawidłowo zabezpieczone otwory dachowe albo inne elementy budynku — przyznaje Izabela Król.
— Dach, który już wcześniej przeciekał, nie jest odpowiednim zabezpieczeniem przed ulewą i jeśli zostanie stwierdzone, że taka sytuacja wystąpiła, odszkodowanie może zostać zmniejszone albo w ogóle nie zostać wypłacone. Podobnie jeśli w budynku były stare i nieszczelne okna — wtóruje jej Mikołaj Orzechowski.