Octapharma kusi 500 miejscami pracy

Agnieszka Berger
opublikowano: 2009-03-06 00:00

Producent leków

Międzynarodowy inwestor chce wydać 700 mln zł na "fabrykę krwi"

Producent leków

krwiopochodnych chce

zbudować zakład w naszym

kraju. Z kolejnymi

ministrami zdrowia

rozmawia… od dwóch lat.

Międzynarodowa firma Octapharma, do której należy pięć zakładów frakcjonowania osocza (w Austrii, Francji, Szwecji, Meksyku i Niemczech), ogłosiła wczoraj, że w podobną działalność w Polsce chce zainwestować 700 mln zł. Nowa inicjatywa? Niezupełnie. Jarosław Czarnota, dyrektor generalny Octapharma Polska, twierdzi, że firma przedstawiła propozycję resortowi zdrowia już w styczniu… 2007 r.

Inwestor nie chce zrazić do siebie ministerialnych urzędników, nie narzeka więc na opieszałość administracji. Wręcz przeciwnie.

— Od czasu zmian w kierownictwie Ministerstwa Zdrowia (MZ) rozmowy mocno przyspieszyły i zbliżają się do finału — przekonuje Jarosław Czarnota.

Czy rzeczywiście? Nie zdołaliśmy ustalić, bo rzecznik MZ i kierownictwo Narodowego Centrum Krwi (jednostki podległej resortowi) byli wczoraj nieuchwytni.

Dostawy z gwarancją

Co Octapharma negocjuje z ministerstwem?

— Potrzebujemy gwarantowanych dostaw krajowego osocza na kilka, kilkanaście lat. Chcemy je kupować po cenach światowych. W zamian oferujemy polskiej służbie zdrowia prawo pierwokupu produkowanych przez nas preparatów krwiopochodnych, oczywiście również po rynkowej cenie — mówi Jarosław Czarnota.

Podkreśla, że inwestor nie oczekuje od państwa żadnych dotacji, ulg podatkowych ani gwarancji finansowych. W polskiej historii przetwarzania osocza takie instrumenty nie cieszą się dobrą sławą za sprawą głośnej afery Laboratorium Frakcjonowania Osocza (LFO) z końca lat 90.

LFO nigdy nie uruchomiło produkcji, ale budżet państwa na pokrycie gwarantowanych długów spółki musiał wyłożyć 61 mln zł. Wieloletnie śledztwo w tej sprawie właśnie się zakończyło. 16 lutego tarnobrzeska prokuratura przesłała do sądu liczący 450 stron akt oskarżenia.

W 2007 r. problem frakcjonowania osocza w kraju odżył za sprawą giełdowego Biotonu, kontrolowanego przez Ryszarda Krauzego. Spółka przez pewien czas dzierżawiła hale produkcyjne w Mielcu, pozostawione przez LFO. W ubiegłym roku wycofała się z dzierżawy, ale podtrzymała plany zaangażowania się w tę dziedzinę. Czy nadal są aktualne? To mało prawdopodobne w świetle ostatnich kłopotów finansowych Biotonu, który raczej zmierza do ograniczenia inwestycji w nowych obszarach niż do ich rozwoju.

— Bioton nigdy nie zajmował się frakcjonowaniem osocza. Zamierzał kupić technologię. My robimy to od 25 lat. Przez ostatnie trzy lata skupowaliśmy nadwyżki polskiego osocza od regionalnych centrów krwiodawstwa. Od kilku lat z powodzeniem uczestniczymy również w przetargach na dostawę preparatów krwiopochodnych — komentuje Jarosław Czarnota.

Mielec niepotrzebny

Dyrektor dodaje, że Octapharma nie jest zainteresowana nieruchomościami LFO w Mielcu.

— Taki zakład musi być uszyty na miarę, pod konkretne urządzenia. Dlatego chcemy go zbudować od podstaw. Nie mamy jeszcze konkretnej lokalizacji. Do wyboru jest 5-6 miejsc w Polsce, które spełniają trzy podstawowe warunki: są w pobliżu autostrady, ośrodka akademickiego i lotniska — wylicza szef Octapharmy Polska.

Firma deklaruje, że w nowym zakładzie stworzy 500 miejsc pracy. To dobra wiadomość w czasach kryzysu. Zła jest taka, że proces inwestycyjny to przedsięwzięcie na lata, choć dyrektor zapewnia, że firma jest gotowa szybko zatrudnić część pracowników, żeby przeszkolić ich w innych zakładach.

— Budynki mogą powstać w ciągu dwóch lat od podpisania umowy z ministerstwem. Kolejne dwa lata są potrzebne na uruchomienie produkcji — wyjaśnia Jarosław Czarnota.

Agnieszka Berger