Od groma chroni

Rafał Kerger
opublikowano: 03-12-2007, 00:00

Wydaje się, że doktora Eugeniusza Smycza stać na każdy francuski kontrakt. Ostatnio od Air France i na pokład Airbusa A-380.

Eugeniusz Smycz, prezes ORW-ELS, producent elektronicznych piorunochronów nadających się do komputerowego monitorowania i jednych z najskuteczniejszych czujek do systemów przeciwpożarowych, nie ściga się z Chińczykami. Produkty z Nowej Sarzyny w Podkarpackiem mogą być drogie, byle nie zawodziły. Skutek? On, a nie Chińczycy czy nawet Francuzi, montuje piorunochrony na hangarach dla największego na świecie samolotu pasażerskiego Airbus A-380. Pięć hangarów dla Air France powstanie do 2012 r. na lotnisku im. Charles’a de Gaulle’a pod Paryżem. Smycz ma również bardzo duże szanse na dostarczenie czujek przeciwpożarowych na pokład pięciu nowych airbusów A-380. On wykonał piorunochrony zamontowane na największym w świecie wiadukcie w Millau. Jego piorunochron chroni też m.in. Pałac Inwalidów w Paryżu.

— W przetargu na piorunochrony do hangarów, który trwał w sumie dwa lata, pokonaliśmy wiele firm z Hiszpanii i z Francji. Mimo że byliśmy drożsi od konkurencji, nasza oferta zwyciężyła. O wyborze zadecydował poziom techniczny urządzeń — chwali się prezes Smycz.

Wielkie referencje

Kim jest właściciel ORW-ELS? Jak działa jego firma i jak zdobywa znaczące kontrakty we Francji? Kraju, delikatnie mówiąc, uchodzącym za dość ksenofobiczny rynek. Otóż Francuzi nie traktują prezesa Smycza jak obcego.

„Wpływ rozkładu ładunku przestrzennego w dielektryku na czasowy przebieg prądu resorpcji kondensatora” — taki temat miała praca doktorska Eugeniusza Smycza, którą obronił w 1976 r. na Wydziale Elektrotechniki Politechniki Wrocławskiej. I na tym skończyła się jego kariera w Polsce. Dziś pochodzący z Nowej Sarzyny biznesmen i naukowiec mieszka z rodziną na Montmartre w Paryżu — tam, gdzie krążą duchy Maneta, Degasa, Renoira, van Gogha czy Picassa. Ma też za sobą 15 lat pracy w naukowym mateczniku Marii Skłodowskiej-Curie, prestiżowej Ecole de Physique et Chimie de la Ville de Paris, czyli w ESPCI.

— Do ESPCI pojechałem na półroczny staż pod koniec pisania pracy habilitacyjnej w 1985 r. Francuzi chcieli go przedłużyć, bo mieliśmy dokończyć ważne badania i wtedy dostałem zadziwiającą notę, że prośba o przedłużenie pobytu nie jest godna polskiego naukowca i zostaję zwolniony dyscyplinarnie z macierzystej uczelni. Zostałem więc w Paryżu. ESPCI zresztą dawała mi lepszą szansę na przyszłość. Przecież tutaj Maria Skłodowska-Curie odkryła rad i polon. Tutaj wymyślono sonary do wykrywania niemieckich łodzi podwodnych czy technologię ciekłokrystalicznych ekranów — opowiada Eugeniusz Smycz.

Uczelnia do dziś jest bardzo prestiżowa. Studiuje tu jedynie 75 osób. Jednocześnie ESPCI uchodzi za miejsce, skąd wywodzi się najwięcej noblistów.

— Właściwie można powiedzieć, że na ESPCI zaczęło się moje myślenie o własnym przedsiębiorstwie. Na tej uczelni każde badania powinny się zakończyć patentem. Przez 15 lat zgłosiłem ich naprawdę sporo. Część sprzedałem, część wdrożyliśmy w mojej poprzedniej spółce, którą kupiła potem grupa AXA — znana dziś w Polsce jako ubezpieczyciel. Część jest wdrożona w ORW-ELS, którą założyłem w połowie lat 90. Dlaczego Nowa Sarzyna? Stamtąd pochodzę — opowiada Smycz.

Pańskie oko konia tuczy

Z prezesem Smyczem spotykamy się w hotelu Marriott w Warszawie. Przyleciał z Francji, za chwilę wybiera się do Nowej Sarzyny popędzić swój zespół, żeby dopełnił bardzo napiętych terminów dostawy próbnych czujek przeciwpożarowych do gigantycznych airbusów.

— Za chwilę powinniśmy wejść na pokład samolotów i zrobić ostatnie próby, jak te nasze cacka działają. Nie chciałbym stracić zlecenia od Air France — puszcza oko prezes.

Do airbusów, nie tylko w konfiguracji dla Air France, czujek przeciwpożarowych potrzeba od groma: od dymu, płomienia, temperatury, do tego centralki sterujące itp. Każda czujka kosztuje około tysiąca euro. Kontrakt może być wart nawet 5 mln euro — czyli pięć razy więcej niż ten na instalacje odgromnikowe dla hangarów na samoloty (milion euro). Jest się o co starać. Tym bardziej że Air France docelowo chce mieć aż 10 airbusów A-380.

— W Nowej Sarzynie prowadzimy badania i montujemy nasze produkty. Weryfikujemy je, kontrolujemy i przygotowujemy do nich elektronikę. Produkcję wszystkich zwykłych podzespołów zlecamy na zewnątrz. Współpracujemy na przykład z firmami ze strefy ekonomicznej po WSK w Mielcu. Żywicę do izolacji ściągamy z Francji — opowiada Eugeniusz Smycz.

Jest w miarę spokojny, bo ostatnie kontakty z Air France to dla niego nie pierwszyzna.

— Naszych czujek przeciwpożarowych poprzednich generacji sprzedaliśmy do Francji ogromne ilości, szczególnie w latach 90. Dla Air France, dla CitroĎna, dla Peugeota, dla firm farmaceutycznych. Teraz gros rynku zdominowali Chińczycy i Tajwan. Air France musi mieć jednak najlepszy produkt — uśmiecha się prezes ORW-ELS.

Większość na eksport

Dziś ORW-ELS ma 5 mln euro rocznego obrotu. W Nowej Sarzynie pracują głównie inżynierowie. Firma wysyła na eksport 80 proc. swoich wyrobów. Ma dwa kluczowe przedstawicielstwa. Pierwsze we Francji, którym kieruje prezes, oraz drugie na rynki Europy Wschodniej. Przez Francję eksportują do Singapuru, Tajwanu, Tunezji, Wietnamu, Egiptu, Algierii, Maroka, Argentyny, Brazylii, Meksyku, Hiszpanii, Portugalii i Chin. Przede wszystkim piorunochrony. Dystrybucję na rynkach wschodnich i Europy Południowej rozwijają od dwóch lat. Rocznie do Rosji trafia od 200 do 300 sztuk ich instalacji.

— Zwykle jeden piorunochron przypada na jeden budynek. Podobną liczbę sprzedajemy do republik nadbałtyckich. Dużo czasu przy uruchomieniu nowych kierunków sprzedaży zajmuje nam zdobywanie lokalnych atestów. W Rosji trwa ono pół roku. Także dla systemów przeciwpożarowych, z którymi zamierzamy tam niebawem wejść — przyznaje prezes ORW-ELS. n

Gigant już lata

Airbus A-380 to dwupoziomowy, czterosilnikowy, największy samolot pasażerski świata. Dzięki temu, że górny pokład ciągnie się przez całą długość kadłuba, A-380 może pomieścić 555 osób przy podziale na trzy klasy lub nawet 853 przy konfiguracji całej maszyny do standardu klasy ekonomicznej. Pierwsze przymiarki do stworzenia giganta Airbus uczynił na początku lat 90. Ostateczny kształt nadano maszynie w 2001 r. 23 stycznia 2002 r. rozpoczął się montaż pierwszego samolotu. Kiedy go ukończono, koszty programu projektowego wynosiły 11 mld euro. Pierwszy egzemplarz trafił 15 października 2007 r. do linii Singapore Airlines, pierwszy komercyjny lot na trasie z Singapuru do Sydney odbył się 25 października 2007 r.

Długi,

więc narażony

Nowoczesny wiadukt nad doliną rzeki Tarn w południowej Francji, w pobliżu Millau, który ochraniają piorunochrony Jonostar firmy ORW-ELS, powstał trzy lata temu. Ze względu na rozpiętość i położenie jest on szczególnie narażony na uderzenia piorunów. W najwyższym punkcie ma 343 m wysokości i 2460 m długości. Kosztował 394 mln euro.

Maszynka Franklina

Piorunochrony w wyniku badań elektryczności atmosferycznej w połowie XVIII w. wymyślił i zaczął instalować w Filadelfii Benjamin Franklin, ojciec założyciel Stanów Zjednoczonych. Jego podobizna widnieje na studolarówce. Był bardzo pomysłowy. Wymyślił też m.in. fotel bujany i okulary dwuogniskowe. Postulował wprowadzenie czasu letniego.

Radzą sobie świetnie

Compagnie Nationale Air France to francuskie linie lotnicze wchodzące w skład holdingu Air France-KLM, największej grupy lotniczej Europy. Flota Air France składa się z około 250 samolotów. Siatka połączeń obejmuje wszystkie kontynenty. Przewoźnik obsługuje też połączenie między stolicami Polski i Francji. Portem macierzystym jest lotnisko w Roissy pod Paryżem im. Charles’a de Gaulle’a. Zyski holdingu w drugim kwartale 2007 r. były dwa razy większe niż rok wcześniej. Air France-KLM zarobił 736 mln euro, co daje 2,64 euro na akcję. Analitycy prognozowali 644 mln euro. Firma zawdzięcza to m.in. podwyższeniu cen i większej liczbie klientów na trasach do Azji i Ameryki Północnej.

Rafał Kerger

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Rafał Kerger

Polecane