Od Gutenberga sporo się zmieniło

Jan Kaliński
20-03-2006, 00:00

Szybkie starzenie się technologii, rozbudowany rynek wtórny i leasing jako źródło sprzętu. To główne tendencje na rynku maszyn poligraficznych.

Rynek maszyn poligraficznych wciąż się zmienia, nowe technologie wypierają stare. Coraz bardziej upowszechnia się druk cyfrowy. Specyfika tego rynku sprawiła, że producenci wypracowali własne systemy sprzedaży.

— Nasza firma realizuje sprzedaż tego typu urządzeń, wykorzystując dwa kanały: sprzedaż bezpośrednią oraz autoryzowanych koncesjonerów, tj. partnerów handlowych reprezentujących wyłącznie markę Xerox, dysponujących pełnym zakresem wiedzy i uprawnieniami do sprzedaży cyfrowych systemów produkcyjnych — mówi Tomasz Suchecki z Xerox Polska.

W przypadku druku offsetowego sprawa wygląda podobnie.

— Nowe maszyny poligraficzne są kupowane bezpośrednio od producenta lub działających na polskim rynku dystrybutorów — wyjaśnia Marcin Soszyński, dyrektor działu analiz finansowych spółki Winkowski.

Dla zamożnych

Zakup maszyn poligraficznych, zarówno cyfrowych, jak i offsetowych to ogromny wydatek nawet dla dużych firm. Rzadko finansuje się je ze środków własnych.

— Inwestycje w maszyny poligraficzne są bardzo kapitałochłonne. Trudno więc sfinansować je wyłącznie ze środków własnych. Dlatego też często wykorzystuje się kredyt i leasing. Ta druga forma jest bardziej popularna, ze względu na swoją dostępność i możliwość osiągnięcia korzyści podatkowych — twierdzi Marcin Soszyński.

Nakłady na zakup nie są jedynym kosztem związanym z parkiem maszyn poligraficznych. Niezbędne są też usługi dodatkowe, takie jak szkolenia, serwis czy materiały eksploatacyjne.

— To wszystko sprawia, że źródła zaopatrzenia w maszyny drukarskie ograniczają się do niewielkiej liczby podmiotów, którymi są przede wszystkim sami producenci lub podmioty ściśle z nimi współpracujące. Koszty takiej działalności są zawsze bardzo duże, wiążą się z dużym ryzykiem — podkreśla Tomasz Suchecki.

Nawet największe firmy stawiają więc na regionalizację dystrybucji.

— Regionalni partnerzy firmy są w stanie lepiej poznać i zdefiniować potrzeby drukarni i wydawnictw, agencji reklamowych czy klientów instytucjonalnych, działających na danym terenie — dodaje Tomasz Suchecki.

Aby udźwignąć koszty inwestycji, firmy sięgają po różne rozwiązania. Dostawcy sprzętu są elastyczni i do każdego klienta podchodzą indywidualnie.

— Model finansowania nie jest szablonowy i zależy od wielu czynników, związanych przede wszystkim z kondycją finansową klienta. Sposób finansowania inwestycji jest za każdym razem dobierany do okoliczności i warunków umowy — wyjaśnia Tomasz Suchecki.

Unia dopłaca

Dostępnym od pewnego czasu źródłem finansowania zakupu maszyn są fundusze unijne.

— Wiele firm z branży stara się o dofinansowanie. Trzeba jednak przyznać, że jego uzyskanie nie jest łatwe, wypłata następuje po realizacji inwestycji i zależy od spełnienia wielu warunków zapisanych w umowie o dofinansowanie — opowiada Marcin Soszyński.

Jednak firmy starają się o nie i mimo wielu obostrzeń oraz długiego czasu oczekiwania korzystają z nich.

— Przykładem jest inwestycja firmy D&D z Gliwic, która zakupiła od nas najnowocześniejszą linię cyfrowego druku, wykorzystując częściowe dofinansowanie ze środków unijnych — mówi Tomasz Suchecki.

Bogusław Duchowicz, prezes spółki D&D, opowiada o drodze do unijnej dotacji. W 2004 r. złożyliśmy wniosek o współfinansowanie inwestycji w maszyny drukarskie z programu 2.3 SPO WKP. Decyzję otrzymaliśmy w maju 2005. Uzyskaliśmy refundację w wysokości 50 proc. poniesionych kosztów. Wcześniej na zakup zaciągnęliśmy kredyt inwestycyjny.

Technologia się starzeje

Problemem branży jest bardzo krótki w stosunku do kosztów zakupu okres wykorzystywania maszyn.

— Czas eksploatacji maszyn drukarskich zależy od wielu czynników, w tym np. umiejętności ich operatorów, jakości wykorzystywanych materiałów eksploatacyjnych, regularności przeglądów serwisowych, itp. — twierdzi Tomasz Suchecki.

Zmiany technologiczne postępują bardzo szybko.

— Dziś to normalne, że maszyny starzeją się szybciej pod względem technologicznym niż mechanicznym. W większości przypadków mogą one działać nienagannie przez wiele dziesięcioleci. Natomiast ciągłe prace nad rozwojem technologii druku sprawiają, że dostawcy usług poligraficznych mają do dyspozycji coraz to nowe możliwości, dzięki którym mogą zaoferować nową jakość usług — dodaje Tomasz Suchecki.

Czas eksploatacji maszyn różni się w zależności od typu druku. Urządzenia do druku offsetowego starzeją się wolniej niż do cyfrowego. W tym pierwszym można łatwiej wymieniać zużyte części.

— Okres ekonomicznej użyteczności maszyn poligraficznych (drukarskich, introligatorskich) sięga 15 lat, a nawet więcej. Oczywiście są elementy, które zużywają się szybciej, ale po niezbędnych modernizacjach i remontach maszyny są eksploatowane właśnie tyle lat. Natomiast na niektórych etapach druku i przygotowania postęp technologiczny jest szybszy. Na etapie przygotowalni wykorzystywany jest nowoczesny sprzęt komputerowy i urządzenia CTP (computer to plate) wymagające częstszych wymian — mówi Marcin Soszyński.

Najszybciej starzeją się maszyny cyfrowe. Często się zdarza, że trzeba je wymienić, zanim się zamortyzują.

— Od roku 1999 sześciokrotnie zmieniliśmy maszyny drukarskie. Urząd skarbowy kalkuluje amortyzację cyfrowych maszyn drukarskich na 4 lata, offsetowych na 8. Nam nie udało się utrzymać ani jednej maszyny przez połowę tego czasu — podkreśla Bogusław Duchowicz.

Wśród innych użytkowników sprawa wygląda podobnie.

Użytkownicy systemów Xerox wymieniają urządzenia na nowe średnio co dwa, trzy lata. Decydują się na to wtedy, gdy są przekonani, że nowo opracowana technologia pomoże im przyśpieszyć rozwój biznesu firmy.

Rozwinięty rynek wtórny

W przypadku dużych firm maszyny, które wciąż nadają się do użytkowania, często okazują się nie dość nowoczesne i wydajne.

— Nasze stare maszyny sprzedajemy innym, mniej wymagającym użytkownikom — zaznacza Bogusław Duchowicz.

Wiele firm specjalizuje się we wtórnym obrocie maszynami poligraficznymi. W przypadku urządzeń cyfrowych istnieje jednak poważna przeszkoda w swobodnym handlu sprzętem z drugiej ręki.

— Ponieważ licencji udziela się pierwotnemu nabywcy, w większości przypadków nie może istnieć drugi obieg maszyn. Z uwagi na stosowanie wielu zaawansowanych technologii migrowanie systemów produkcyjnych na rynku jest kontrolowane przez amerykański Urząd Kontroli Eksportu, do którego zasad producenci muszą się stosować — tłumaczy Tomasz Suchecki.

Przyszłość branży drukarskiej to dalszy dynamiczny rozwój, coraz nowsze technologie i większe możliwości.

— Dalsze losy branży drukarskiej to stopniowe zastępowanie kolorem dokumentów czarno-białych, których dotychczasowa dominacja była wynikiem dużej różnicy między kosztem druku kolorowego i czarno-białego. Przyszłość branży drukarskiej to także dalsza wzajemna integracja procesów offsetowych oraz cyfrowych, rozwój usług druku na żądanie, personalizacji i druku transakcyjnego — twierdzi Tomasz Suchecki.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jan Kaliński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

/ Od Gutenberga sporo się zmieniło