Od marzeń o dyplomacji do Oscara

opublikowano: 25-06-2015, 22:00

PB SPIN — SUKCES PASJE INSPIRACJE: Zawsze miał marzenia: najpierw o dyplomacji, potem o sukcesie kompozytorskim. Musiał dostać Oscara za muzykę do „Marzyciela”, żeby się do nich przyznać

Co artysta może przekazać ludziom zajmującym się biznesem, jaka jest wartość jego doświadczenia, polegającego głównie na zmaganiu się ze sobą? Od takich rozważań Jan A.P. Kaczmarek, kompozytor, zdobywca wielu prestiżowych nagród, w tym Oscara za muzykę do filmu „Marzyciel”, zaczął swoje wystąpienie podczas konferencji SPIN Sukces Pasje Inspiracje. Już w samym pojmowaniu sukcesu tkwi sprzeczność. W biznesie jest on wpisany w istotę działalności zawodowej. Dla artysty sukces jest produktem ubocznym aktywności.

Zobacz więcej

Marek Wiśniewski

— Artysta, który od rana myśli o Oscarze, stawia siebie w bardzo niekomfortowym położeniu, bo zamyka wszystkie najważniejsze części swojej duszy na największy sukces, jakim jest dotknięcie niemożliwych wartości — stwierdził poetycko kompozytor. Jak okazało się w dalszej części prelekcji, kariera, droga zawodowa artysty, biznesmena, biegną właściwie według tych samych drogowskazów, wyznaczana przez pasję, upór, talent i wytrwałość. Na końcu wszystkim przyświeca jedno marzenie — osiągnąć sukces.

Dwie dziekanki i narodziny pasji

Marzeniem młodego Jana A.P. Kaczmarka nie była muzyka, ale dyplomacja. Choć już w szkole średniej miał pierwsze sukcesy kompozytorskie, bo napisał muzykę do szkolnego hymnu, komponował podkłady muzyczne do przedstawień, to postawił na karierę dyplomaty.

— Urodziłem się w Koninie, mieście ani dużym, ani małym. Miałem poczucie, że wszędzie jest daleko, świat wokół jest magiczny, dzieją się tam rzeczy niezwykłe. Chciałem poznawać świat. Żyłem więc iluzją, że zostanę dyplomatą — powiedział kompozytor.

Wybrał studia prawnicze w Poznaniu, żeby szybko zrozumieć, że to błąd. Szybko zorientował się, że w czasach realnego socjalizmu dyplomata nie jest postacią romantyczną, o której czytał w książkach.

— Szybko popadłem w tarapaty jako student, ale z tej porażki urodził się sukces. Dzięki dwóm urlopom dziekańskim miałem czas, żeby pójść za moją pasją — muzyką — mówił Jan A.P. Kaczmarek.

W dzieciństwie brał lekcje gry na fortepianie, których nie lubił ze względu na nauczyciela i jego metody pedagogiczne. Jako student zainteresował się dalekim, uboższym, krewnym fortepianiu. Patrząc z góry, fidola Fischera rzeczywiście nieco przypomina nobliwego kuzyna, choć jest o wiele mniejsza. Powstała pod koniec XIX w. jako alternatywa dla biedniejszych rodzin, których nie stać było na fortepian czy pianino.

— Fidola jest niezwykłym instrumentem. To rodzaj cytry, ma 60 strun. Jej wyjątkowość polega na tym, że o ile ludzie grają na cytrze, to fidola jest w pewnym sensie wybrykiem w świecie instrumentów i żaden amator nie jest w stanie jej nastroić. W związku z tym bardzo szybko popadła w zapomnienie. Kiedy tylko udało mi się z niej wydobyć kilka dźwięków, ogłosiłem się jedynym na świecie wirtuozem fidoli Fischera. Co było prawdą, bo nikt na niej nie grał — stwierdził Jan A.P. Kaczmarek.

Próżno szukać na YouTube muzyki z użyciem fidoli Fischera poza kilkoma nagraniami Orkiestry Ósmego Dnia, którą założył Jan A.P. Kaczmarek. Słychać na nich jednak zmodyfikowaną fidolę, którą z pomocą poznańskich lutników kompozytor powiększył, poszerzając jej skalę.

— Nawiązując do wypowiedzi Jana Kulczyka, że musimy być optymistami — ja byłem skrajnym optymistą: jestem muzykiem, umiem grać, a to, co robię, ma wielką wagę. I miało, w tym sensie, że szarpałem struny z taką siłą, że aż krew lała się z palców. I wtedy, w czasach romantycznej euforii i mitu polskiego artysty, który musi cierpieć, wszystko układało mi się w optymistyczną całość: że cierpię, robię to z wielkim przejęciem i jestem w tym bardzo dobry — opowiadał kompozytor.

Okazało się jednak, że „nie można niczego uprawiać bezkarnie, nie ucząc się”. Jan A.P. Kaczmarek nauczył się grać na fidoli i choć sam mówi, że stał się „przyzwoitym muzykiem”, to w rzeczywistości był wirtuozem gry na tym instrumencie.

Podbój Ameryki

Pod koniec stanu wojennego z Teatrem Ósmego Dnia, w składzie Jan A.P. Kaczmarek, fidola Fischera, flety proste, newkacz (tak nazywała się przebudowana fidola), Grzegorz Banaszak, gitara, ruszył na podbój USA.

— Moim marzeniem było poznać Urszulę Dudziak i Michała Urbaniaka. Pamiętam ich otwartość, kiedy zaprosili nas do domu. Ja na dzień dobry zaproponowałem błyskotliwą frazę „Być w Nowym Jorku i nie spotkać Urbaniaków to jak święta bez choinki”. Nie wiem, czy doceniliście wtedy ten dowcip — mówił Jan A.P. Kaczmarek, zwracając się do Urszuli Dudziak, jednej z bohaterek konferencji SPIN.

Michał Urbaniak dał im jakieś kontakty w Nowy Jorku i Teatr Ósmego Dnia ruszył z koncertami.

— Nikt nie chciał nas słuchać, bo nasza muzyka była zbyt awangardowa. Odważyłem się więc napisać po raz pierwszy muzykę symfoniczną. Nie miałem ani grosza i wtedy padła propozycja napisania muzyki do filmu. Odpowiedziałem: „oczywiście tak”, i zacząłem błyskawicznie się uczyć — wyjaśnił Jan A.P. Kaczmarek.

Choć jest krytyczny wobec USA za ich politykę zagraniczną, to uważa, że mają one jedną wielką cechę — kolektywny optymizm i przekonanie, że wszystko jest możliwe.

— Tam miałem odwagę zrobić coś, na co nie starczyłoby mi jej w Polsce. Bo Polska realnego socjalizmu była znana z solidnych akademii muzycznych, na których panował skrajny akademizm. Ktoś bez dyplomu wyższej uczelni nie miał prawa komponować, jego muzyka nie była wykonywana, a on sam nie czuł wystarczającej siły, żeby tworzyć — mówił kompozytor.

Odważył się, napisał. Film był słaby, więc nic z tego nie wynikło, ale odebrał dzięki niemu „bezkarną” lekcję nauki komponowania. Potem prywatne lekcje, książki, trening i został prawdziwym kompozytorem. Nie był już wtedy „głodującym hollywódzkim artystą”, ale daleko było mu jeszcze do sukcesu. Wtedy spotkał Agnieszkę Holland, reżyserkę u szczytu sławy. Skończyła właśnie „Tajemniczy ogród” i mogła bez ograniczeń wybierać współpracowników, bo nikt nie odmówiłby napisania muzyki do „Całkowitego zaćmienia”.

— Wybrała mnie, wtedy kompozytora bez większych sukcesów w branży filmowej. Zawsze podziwiałem Agnieszkę za odwagę, że nigdy nie bała się iść pod prąd. Cieszę się, że jakimś trafem, bo ja tego nie reżyserowałem, jesteś na sali i będziesz się dzielić z nami sobą, swoim życiem, swoją historią — mówił Jan A.P. Kaczmarek, zwracając się do Agnieszki Holland. Na sali było zresztą więcej osób, z którymi przywitał się kompozytor: z zaprzyjaźnionym z nim Janem Kulczykiem oraz Markiem Belką, który jako premier uhonorował go po zdobyciu Oscara głową Chopina.

Mów, czego chcesz

Z Oscarem otrzymanym w 2005 r. była dziwna sprawa — niby o nim nie marzył, a jednak w głębi serca zawsze dążył do tego, żeby go zdobyć.

— To jest bardzo ciekawa lekcja. Moje pokolenie miało bardzo głęboko wbite do głowy, że nie wolno marzyć, przynajmniej głośno, a na pewno nie wolno marzyć o wielkim sukcesie. Skromność była cechą pielęgnowaną. Dopiero w którymś kolejnym „pooscarowym” wywiadzie zrozumiałem, że sam się okłamywałem — ja marzyłem o Oscarze. Pojechałem do Ameryki i wydawało mi się, że odniosę sukces. Kiedy tak się stało, najpierw nie miałem odwagi tego nazwać, potem sam dałem sobie prawo — mówił Jan A.P. Kaczmarek.

W tym miejscu, w ramach porady „mam się z wami dzielić”, podkreślił, jak ważna jest prawda, nie w sensie ogólnym, ale prawda czy otwartość wobec samego siebie.

— Jeśli się czegoś chce, to lepiej dla wszystkich i siebie samego mówić o tym głośno. To ustawia związki z innymi na dużo zdrowszej platformie, niż kiedy potajemnie próbuje się gdzieś dojść. Potem wszyscy są oburzeni, dlaczego on tam doszedł, skoro tam się nie wybierał — mówił kompozytor.

PB SPIN — SUKCES PASJE INSPIRACJE

To wyjątkowe wydarzenie zgromadziło w jednym miejscu największe ikony polskiego biznesu, kultury, sportu i polityki. Na jednej scenie wystąpili: Marek Belka, Urszula Dudziak, Agnieszka Holland, Jan A.P. Kaczmarek, Andrzej Klesyk, Jan Kulczyk, Czesław Lang, Tomasz Majewski, Anja Rubik, Rafał Sonik, Lech Wałęsa i Herbert Wirth. Opowiedzieli o swoim pomyśle na zmienianie świata, osiąganie celów, przełamywanie barier i pokonywanie siebie. Wystąpienia na żywo oglądało ponad 200 gości, a transmisję online kilka tysięcy internautów. Zapraszamy do obejrzenia wszystkich na stronie spin.pb.pl. 3 lipca relacja z wystąpienia Marka Belki. W aplikacji PB+ są dostępne wszystkie, zachęcamy do ich pobrania.

"Moje pokolenie miało bardzo głęboko wbite do głowy, że nie wolno marzyć, przynajmniej głośno, a na pewno nie wolno marzyć o wielkim sukcesie. Skromność była cechą pielęgnowaną. Dopiero w którymś kolejnym „pooscarowym” wywiadzie zrozumiałem, że sam się okłamywałem — ja marzyłem o Oscarze".





© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Eugeniusz Twaróg

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy