Od spawalni do globalnej marki - tak rośnie GPPH

Partnerem publikacji jest GPPH
opublikowano: 2026-02-08 20:00

Rozmowa z Krzysztofem Rzeźnikiem i Wiesławem Piechotą, współzałożycielami spółki GPPH.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

GPPH zostało wyróżnione tytułem Gazeli Biznesu po raz trzeci z rzędu. To sukces, którym pochwalić się może niewiele firm. Kiedy dziś wracacie myślami do początków firmy, który moment był dla was najbardziej formujący jako przedsiębiorców?

KR: GPPH powstało na bardzo solidnych fundamentach. Z Wiesławem znaliśmy się wcześniej, ufaliśmy sobie i mieliśmy podobne podejście do pracy. Do tego doszło doświadczenie, wiedza i duże zaangażowanie. Początkowo działaliśmy jako firma usługowa – wycinanie laserowe, gięcie blach, spawanie – i był to etap wymagający, który stał się dla nas sprawdzianem konsekwencji. Wiedzieliśmy, że jeśli raz się zatrzymamy albo zwątpimy, firma po prostu nie pójdzie dalej.

WP:
Od początku kluczowe były dla mnie relacje – między nami i z ludźmi, którzy zaczęli z nami pracować. Dziś, przy ponad 150 osobach w zespole, widać, jak ważny był to punkt wyjścia. Był jednak moment, który szczególnie nas ukształtował. Firma znalazła się w poważnym kryzysie płynności – zbliżał się dzień wypłat, brakowało środków, a kontrahenci nie płacili w terminie. To był czas szybkich decyzji i wspólnego działania. Przetrwaliśmy go i wyciągnęliśmy z tego jasną lekcję: bezpieczeństwo ludzi i stabilność zespołu muszą być zawsze na pierwszym miejscu.

Z perspektywy czasu widać, że przejście z usług na własne produkty było dla GPPH pozytywną zmianą. Co okazało się największym wyzwaniem na tym etapie rozwoju firmy?

KR:
Przejście z usług na własne produkty oznaczało dla nas całkowitą zmianę sposobu funkcjonowania firmy. Sprzedaż własnych rozwiązań – szczególnie przy skali, na której dziś działamy – to zupełnie inna organizacja niż realizowanie zleceń usługowych. Nasze stoły spawalnicze i inne produkty trafiają dziś do klientów na wszystkich kontynentach, więc kluczowe było zbudowanie od podstaw silnego marketingu i handlu, które są w stanie tę skalę obsłużyć. To był proces, który wymagał od nas dużej zmiany myślenia i sporo nauki – od sposobu prezentowania oferty po obsługę klientów z różnych rynków.

WP:
Firma produkcyjna to jeden z trudniejszych modeli biznesowych, szczególnie gdy wytwarza się wyłącznie własne produkty i to w dużych wolumenach. To oznacza konieczność bardzo dobrej organizacji pracy, odpowiedniego parku maszynowego i zespołu, który potrafi tym wszystkim zarządzać. Mamy świetnych konstruktorów, technologów i ludzi od produkcji, bez których ten model by nie zadziałał.

Równolegle dochodzi obsługa sprzedaży zagranicznej: księgowość, administracja, dokumenty eksportowe. To duża odpowiedzialność, ale dobrze sobie z nią radzimy i cały czas mamy apetyt na dalszy rozwój i kolejne wyzwania.

Stoły spawalnicze pozostają waszym flagowym produktem, ale oferta GPPH wyraźnie się poszerza. W jakim kierunku dziś ją rozwijacie?

KR:

Stoły spawalnicze wraz z oprzyrządowaniem były naszym pierwszym produktem i do dziś są fundamentem oferty. Zaczynaliśmy od jednej serii, dziś mamy ich wiele, bo zależy nam na tym, żeby trafiać w bardzo różne potrzeby rynku – od hobbystów, po zrobotyzowane linie produkcyjne. Z czasem zobaczyliśmy jednak, że spawalnictwo to nie tylko stoły, ale też realne problemy, z którymi mierzą się nasi klienci. Jednym z nich jest jakość powietrza w spawalni, dlatego mocno rozwijamy segment rozwiązań do jego oczyszczania – od opatentowanych okapów po urządzenia filtrowentylacyjne. Rozwijamy tę ofertę zarówno z myślą o małych warsztatach, jak i dużych halach przemysłowych, bo zdrowie pracowników jest jednakowo ważne niezależnie od skali działalności. Nowe modele z tego obszaru pokażemy już podczas targów Przemysłowej Wiosny w Kielcach.

Bardzo świadomie myślimy też o tym, że produkt zaczyna się już na etapie projektowania. Nasze rozwiązania mają dobrze pracować, ale też dobrze wyglądać na hali produkcyjnej. Budujemy ofertę tak, by była pierwszym wyborem dla klientów i jednocześnie wspierała rozwój naszych partnerów handlowych.

Sprzedajecie dziś swoje produkty na całym świecie. Co stoi za tym sukcesem i gdzie widzicie swoje największe przewagi rynkowe?

WP:
Podstawą zawsze jest produkt – musi być jakościowy i dostępny w dobrej cenie. Ale to dopiero punkt wyjścia. Bardzo szybko zrozumieliśmy, że bez relacji i dobrej obsługi nawet najlepszy produkt nie obroni się na rynkach międzynarodowych. Dlatego u nas od początku ogromny nacisk kładziemy na kontakt z klientem.

Każdy kontrahent ma do czynienia z człowiekiem, a nie z automatem. Odpowiadamy na pytania, doradzamy, pomagamy w doborze rozwiązań. Często klienci przesyłają nam dokumentację tego, co chcą wykonywać na naszych stołach – wtedy dobieramy konkretne stoły i narzędzia, a nawet przygotowujemy rysunki z podziałem na etapy spawania. Robimy to bezpłatnie, bo zależy nam, żeby klient kupił dokładnie to, co realnie usprawni jego pracę. To buduje zaufanie i długoterminowe relacje.

KR:
Drugim bardzo ważnym filarem są dla nas dystrybutorzy. To oni budują zaufanie do naszych produktów na swoich rynkach, mają je w ofercie, w showroomach i często także w magazynie. Dla klienta końcowego czas dostawy ma dziś ogromne znaczenie, dlatego lokalna dostępność produktów jest kluczowa.

Równolegle bardzo konsekwentnie pracujemy w internecie. Całą komunikację prowadzimy samodzielnie, w oparciu o własny, rozbudowany dział marketingu. Publikujemy treści dopasowane do konkretnych rynków i języków, budując w ten sposób widoczność marki online, która realnie wspiera sprzedaż naszych dystrybutorów. To nie są przypadkowe działania, tylko systematyczna praca.

Ważnym narzędziem budowania marki są dla was także targi. Co sprawia, że stoisko GPPH zawsze mocno przyciąga odwiedzających?

KR:

Na targach najważniejsi są dla nas ludzie i atmosfera, którą tworzy zespół. Na przykład w Kielcach przez cały czas trwania targów na stoisku pracuje około 30 osób – wyłącznie naszych pracowników.

Dbamy też o to, żeby na naszym stoisku zawsze dużo się działo. Co roku pokazujemy nowości produktowe, a samo stoisko za każdym razem wygląda inaczej – od kilku edycji jest dwupiętrowe i regularnie otrzymuje nagrody za design. To przyciąga uwagę, ale najważniejsze jest to, co dzieje się na miejscu.

Organizujemy konkursy, w których uczestnicy pracują na naszych stołach i narzędziach. Dzięki temu mogą w praktyce sprawdzić, jak działają nasze rozwiązania i jakie dają możliwości w codziennej pracy. To dla nas bardzo ważny element edukacyjny i sposób na budowanie relacji z klientami.

Dobrym potwierdzeniem tej rozpoznawalności były dla nas również targi w Essen – największe wydarzenie w branży, gdzie okazało się, że marka GPPH jest już dobrze znana także na rynkach międzynarodowych.

Kolejnym dużym krokiem na waszej drodze rozwoju ma być nowa siedziba. Jakie perspektywy otworzy przed GPPH ta inwestycja?

WP:
Nowa siedziba to dla nas bardzo ważny i długo wyczekiwany krok. Dziś pracujemy w dwóch wynajmowanych lokalizacjach o łącznej powierzchni około 5 tys. m kw., które przy obecnej skali zaczynają nas ograniczać. W 2027 roku chcemy rozpocząć budowę – jesteśmy na etapie finalizowania projektu i formalności.

Pierwszy etap to hala o powierzchni około 8 tys. m kw., do której przeniesiemy całą produkcję i sukcesywnie będziemy rozbudowywać park maszynowy. Docelowo mówimy o około 25 tys. m kw. powierzchni produkcyjnej oraz biurowcu. Potrzebujemy tej przestrzeni, bo produkujemy wielkogabarytowe rozwiązania i wszystkie kluczowe procesy realizujemy wewnętrznie – od produkcji po handel, marketing i technologię.

Ta inwestycja ma dla nas także bardzo ludzki wymiar. Planujemy m.in. przedszkole przy nowej siedzibie, żeby ułatwić codzienne funkcjonowanie pracownikom. Zależało nam też na architekturze – nowy obiekt zaprojektowało studio Meeko Architekci, bo od początku traktujemy siedzibę jako element budowania marki. To naprawdę ekscytujący moment i bardzo się na ten etap cieszymy.

Co jest dla was kluczowe, żeby przy takiej skali utrzymać tempo rozwoju i nie stracić stabilności?

WP:
Nie spoczywamy na laurach i cały czas stawiamy sobie kolejne wyzwania, ale równie ważne są relacje – zarówno w zespole, jak i między nami jako wspólnikami. Działamy razem, uzupełniamy się i w trudnych momentach nie zastanawiamy się, czy coś robić, tylko jak to zrobić. To daje firmie dużą siłę i spójność.

KR:
Stabilny rozwój nie bierze się z jednego dobrego roku, tylko z konsekwencji i przygotowania. Jesteśmy bardzo blisko firmy, znamy procesy od środka i planujemy z wyprzedzeniem. Dzięki temu zmiany nie są dla nas zagrożeniem, tylko naturalną częścią rozwoju. I chyba równie ważne – po prostu lubimy to, co robimy, i ludzi, z którymi pracujemy.

Organizator

Puls Biznesu

Autor rankingu

Coface

Partner strategiczny

Alior

Partnerzy

GPW Orlen Targi Kielce Energa Obrót

Możesz zainteresować się również: