Odeszła w cieniu afery węglowej

Maria Trepińska
opublikowano: 2007-04-26 00:00

Miała być zatrzymana i przesłuchana. Wybrała samobójstwo. Czuła się winna czy raczej zaszczuta? Tego już się nie dowiemy...

Samobójstwo Barbary Blidy zszokowało środowisko przedsiębiorców

Miała być zatrzymana i przesłuchana. Wybrała samobójstwo. Czuła się winna czy raczej zaszczuta? Tego już się nie dowiemy...

Informacja o tragicznej śmierci Barbary Blidy, byłej posłanki SLD, byłej minister budownictwa i byłej prezes JW Construction, była dla środowisk biznesowych szokiem. W historii III i IV RP — poza domniemanym samobójstwem Ireneusza Sekuły — nie zdarzyła się podobna sytuacja. Ale wczorajsza śmierć to także nieoczekiwane, tragiczne pokłosie śledztwa prowadzonego przez katowicką prokuraturę w sprawie mafii węglowej, o której pisaliśmy na łamach „PB” 4 listopada 2005 r. Prokuratorzy wzięli pod lupę kilkadziesiąt osób. Wśród nich — panią eksminister.

— Barbara Blida była jedną z kilkunastu osób objętych śledztwem w sprawie wręczenia i przyjmowania korzyści majątkowych przez funkcjonariuszy publicznych. Była podejrzana o wręczanie i przyjmowanie łapówek, ale nie postawiono jej zarzutów — wyjaśnia Magdalena Stańczyk, rzecznik Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, instytucji, która z tak tragicznym skutkiem chciała zatrzymać eksposłankę. 

Tu telefon, tam telefon

Co łączyło Barbarę Blidę z węglem? Formalnie nigdy nie wpływała na branżę, ale — jak twierdzą nasze źródła — miała wykorzystywać pozycję do załatwiania różnych interesów — zarówno jako minister budownictwa, jak i wpływowy lider SLD w regionie.

W tej historii kluczową postacią jest Barbara K., która — praktycznie z dnia na dzień — wybudowała w połowie lat 90., dzięki politycznym koneksjom, największą prywatną firmę handlującą węglem. Symbolem był jej awans na listę najbogatszych Polaków „Wprost”.

Jerzy Markowski, były wiceminister przemysłu za czasów SLD-PSL, ujawnił „PB”, że Barbara Blida zabiegała, by przyjął Barbarę K. w ministerstwie. Chodziło o to, aby nie dopuścił do wyeliminowania pośredników w handlu węglem, czym parała się śląska bizneswoman.

— Pani K. interweniowała u Barbary Blidy, a ta z kolei u mnie w sprawie planowanych przeze mnie ograniczeń w dostawach węgla dla energetyki przez pośredników — potwierdził nam wczoraj jeszcze raz Jerzy Markowski.

Była posłanka SLD interweniowała też u prezesów spółek węglowych, jeśli nie chcieli dostarczać węgla Agencji Handlowej Kmiecik.

— Potwierdzam. Zadzwoniła pani Blida w sprawie dostaw węgla dla Barbary K. — mówił nam wczoraj były prezes Węglozbytu, który — z uwagi na tragiczne okoliczności sprawy — zażądał zachowania anonimowości.

Była minister na łamach „PB” zaprzeczała jednak, że miała podejmować takie działania.

— Nieprawda — ripostowała na naszych łamach w listopadzie 2005 r. 

Zabrakło konfrontacji

Z dobrze poinformowanych źródeł wiemy, że Barbara K. prowadziła tajną listę nazwisk osób, które opłacała, prowadząc węglowy biznes.

— Widziałem taką listę — potwierdza Ryszard Zając, były współpracownik Barbary K.

Wiele wskazuje na to, że po wyjściu z aresztu w związku z zarzutami dotyczącymi wyłudzenia państwowych dotacji Barbara K. obciążyła Barbarę Blidę. Wczoraj Tomasz Tadla, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Katowicach, nie chciał oficjalnie potwierdzić tej informacji.

Katowiccy prokuratorzy od kilku miesięcy prowadzili śledztwo w sprawie korupcji przy obrocie węglem. Według „Gazety Wyborczej” (23 lutego 2007 r.) Barbara K. „w zamian za łapówki zdobywała w spółkach węglowych intratne kontrakty na handel węglem. (...) W zależności od ilości kupowanego węgla dawała „w łapę” od 100 tys. zł do nawet 500 tys. zł”. Jak podawała „Wyborcza”, przychylność polityków kupowała też prezentami. W zeznaniach miała wymieniać m.in. Barbarę Blidę, której rzekomo kupowała drogie kosmetyki i ubrania. Była minister i tym razem zaprzeczała. Mówiła, że jest spokojna, a Barbara K. będzie musiała to udowodnić w prokuraturze. Do konfrontacji miało dojść wczoraj...

Nieodpowiednie metody

Rodzi się pytanie, czy do tej śmierci musiało dojść. Nasi rozmówcy są zgodni: nie.

— Jestem zszokowany tym, co się stało. Źle się dzieje w państwie polskim. Ostatnio stosuje się metody, które nie są adekwatne do zarzutów. Zamiast normalnie wzywać na przesłuchania, nasyła się na ludzi specjalne brygady — mówi Janusz Olszowski, prezes Górniczej Izby Przemysłowo-Handlowej w Katowicach.

— Znałem osobiście panią Blidę. Wydawała mi się osobą odporną psychicznie. Najwyraźniej teraz ludzie biznesu i polityki czują się zastraszeni. Moim zdaniem, nie powinno robić się takich pokazówek. Najwyższa pora na refleksję... O tym, czy była winna, czy nie, zdecydowałby sąd — komentuje Eugeniusz Budniok, kanclerz katowickiej loży BCC.