Odszedł twórca potęgi Singapuru

Karol Kopańko
24-03-2015, 00:00

Przeprowadził transformację kraju z trzeciego świata do pierwszego, czyniąc go jednym z najbogatszych na świecie

W wieku 91 lat zmarł Lee Kuan Yew (LKY — akronim używany w Singapurze). Był kluczową postacią w rozwoju Singapuru przez cały czas trwania państwa. W 1959 r., kiedy Singapur uzyskał autonomię, pełnił rolę premiera i członka Rady Bezpieczeństwa. Po przyłączeniu do Malezji cztery lata później stał się premierem stanowym. Mimo że sam był gorącym zwolennikiem unii na Półwyspie Malajskim, musiał zmierzyć się z zamieszkami na tle rasowym między chińską mniejszością w Singapurze a przeważającymi Malajami.

ŻAL PO HEROSIE:
Zobacz więcej

ŻAL PO HEROSIE:

W kilka godzin po informacji o śmierci LKY Singapurczycy składają kwiaty i inne pamiątki pod szpitalem, gdzie leży jego ciało, i dzielą się kondolencjami. Są pełni smutku, co jest niebywałe w kraju, gdzie publiczne okazywanie emocji należy do rzadkości. LKY zostanie zapamiętany jako heros i mąż stanu. Żałoba potrwa tydzień. Bloomberg

Po buntach w latach 1964-65 Singapur został wyrzucony z unii, a LKY w telewizyjnym wystąpieniu zadeklarował niepodległość kraju. Ze względu na bardzo emocjonalny charakter filmowa relacja z niego jest dziś dziedzictwem narodowym Singapuru, którą zna każde dziecko. LKY ogłaszał bowiem niepodległość przez łzy (dosłownie), wiedząc, że malutki kraj czeka ogromna praca, aby poradzić sobie wśród mocniejszych sąsiadów.

W 1965 r., kiedy LKY ponownie obejmował stery państwa, w niedalekiej Indonezji do władzy dochodził generał Suharto, prezydent w latach 1967-98, opierający ją na wojskowej dyktaturze. W Wietnamie natomiast rozpoczynały się amerykańskie bombardowania, prowadzące do eskalacji konfliktu. Singapur, z którego wycofywali się brytyjscy żołnierze, wydawał się bezbronny. Podobnie zła była sytuacja wewnętrzna. Kraj znajdował się na łasce Malezji, która dostarczała wodę pitną, gdzie brakowało mieszkań, a slumsy na wyspie ciągnęły się kilometrami. LKY przystąpił do szybkich działań.

Zainaugurował program budowy tanich mieszkań, w których dziś mieszka 90 proc. populacji, zainwestował w programy oczyszczania wody i dbania o czystość — dziś Singapur uchodzi za najmniej zaśmieconą metropolię. Związał się z USA, zadbał o dobre relacje z sąsiadami, a także rozwój armii — zaprosił specjalistów z Izraela, którzy na wzór bliskowschodni mieli zbudować armię singapurską.

Przez ostatnie cztery dekady PKB Singapuru rosło przeciętnie o 6,9 proc. Zahamowana została korupcja — dziś kraj znajduje się w czołówce rankingu „czystego” prowadzenia biznesu, zaraz za Skandynawią. Singapur nieprzerwanie przewodzi też rankingom Doing Business, oceniającym państwa pod kątem łatwości prowadzenia biznesu. W latach 1960-2014 PKB per capita urosło ponad 50-krotnie — z wynikiem prawie 80 tys. USD wyprzedzają go tylko Luksemburg i Katar (dane MFW).

Kulisy wielkiej polityki LKY opisał w autobiografii „Z trzeciego świata do pierwszego: Historia Singapuru, 1965-2000”. Choć ustąpił on z fotela premiera w 1990 r., to objął tekę ministra seniora, a następnie mentora, doradzając synowi, który kontynuuje dzieło partii ojca (People’s Action Party) i rządzi krajem od 11 lat. W Singapurze nie brakuje też krytyków polityki LKY.

Zwracają oni uwagę na nierówności społeczne mierzone wskaźnikiem Giniego. Według danych ONZ, Singapur znajduje się na końcu rankingu w towarzystwie państw, takich jak Burundi czy Kenia, ale też Hongkong. Krytyce poddawany jest również jego autorytarny system rządów.

Przeciwnicy polityczni zamykani byli w ośrodkach dla chorych psychicznie lub odbierano im majątki, zamykając drogę do polityki. Według rankingu wolności prasy, Singapur znajduje się na 153. miejscu ze 180 ocenionych krajów, zaraz za Rosją. Wolność słowa w Singapurze praktycznie nie istnieje, a jego mieszkańcy należą do najbardziej nieszczęśliwych na świecie. To właśnie jest cena, jaką przyszło Singapurczykom zapłacić za niebywale szybki rozwój w ciągu ostatniego półwiecza.

Tegoroczne obchody 50. rocznicy powstania Singapuru miały pokazać całemu światu potęgę tej „niewielkiej, czerwonej kropki”, ale już wiadomo, że będą niezwykłe, bo pozbawione obecności twórcy swojej potęgi, który nie bał się podejmowania trudnych i nie zawsze popularnych decyzji. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Karol Kopańko

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Po godzinach / Odszedł twórca potęgi Singapuru