Odwaga z wizją

Rafał Kerger
opublikowano: 2007-11-23 00:00

Odważny wizjoner. Plany? 65 mln euro zysku netto. Adam Góral, nowy cesarz polskiej informatyki, nie zastąpi Ryszarda Krauzego. Pójdzie swoją drogą.

aulo, narzeczony Agaty, córki Adama Górala, nie rozumie tego całego zamieszania z coniedzielnymi mszami świętymi, mimo że 14 lat miał religię.

— W Hiszpanii odrzucenie Kościoła przez młodych jest rodzajem buntu przeciw zasadom, które niegdyś łamały kręgosłupy ich ojców. Za Franco religijność była tam obowiązkowa — wyjawia Adam Góral, który nie wyobraża sobie niedzieli w Rzeszowie bez rodzinnej wizyty na mszy.

Zapewnia, że powoli z żoną Ewą i córką próbują przywrócić Kościołowi Paula. Musi się udać. Bo to sprawa wielkiej wagi.

Cesarz polskiej informatyki, polski Bill Gates, nowy Ryszard Krauze. Po ogłoszeniu przejęcia Prokomu Software za 580 mln zł Adam Góral, prezes Asseco Poland, zyskał wiele nowych przydomków. Credo „musi się udać” pozostało jednak wciąż to samo.

Zaskakujące przejęcie

Początek września. Kilka dni wcześniej, za sprawą prokuratury, cała Polska zobaczyła, jak Janusz Kaczmarek, ówczesny szef MSWiA, 5 lipca w nocy wszedł do tego samego pokoju w Marriocie, do którego wcześniej wszedł Ryszard Krauze. Przebywał tam 27 minut i wyszedł bez krawata. Kaczmarek wcześniej zeznał, że nie spotkał się z biznesmenem. Prokuratura wystawiła nakaz zatrzymania Krauzego. Przypuszcza, że odgrywał ważną rolę w przecieku w sprawie akcji CBA w ministerstwie rolnictwa. Jego dom w Gdyni przeszukała ABW. On sam — na razie — nie wraca do kraju.

Po tych wydarzeniach Adam Góral zdecydował się przejąć Prokom, najbardziej medialną firmę informatyczną w kraju.

— Początkowo planowaliśmy fuzję. Miałem zostać prezesem. Pan Krauze szefem rady nadzorczej. Okoliczności sprawiły, że stało się inaczej — przyznaje Adam Góral.

Prezes Asseco obawiał się, że jeśli po doniesieniach prokuratury nie kupi akcji od biznesmena z Pomorza, ten sprzeda firmę inwestorowi zagranicznemu, a wtedy także Asseco (Prokom kontroluje 25 proc. rzeszowskiej spółki) straci niezależność.

Transakcja zaskoczyła rynek. Nawet giełdowi gracze nie ustrzegli się histerycznych decyzji. Akcje Asseco Poland po ogłoszeniu planu przejęcia straciły ponad 17 proc. Analitycy uznali, że cena za walory Krauzego w Prokomie jest zbyt wysoka. 700 mln zł za nieco ponad 23-procentowy pakiet Prokomu daje ponad 200 zł za akcję, podczas gdy na GPW kosztowały wtedy 130 zł. Góral musiał uspokajać, że negocjacje ceny jeszcze się nie skończyły i że grupa Asseco szybko odzyska zainwestowaną kwotę dzięki możliwościom drzemiącym w Prokomie.

— 700 mln zł. Kwota jednak padła i mleko się rozlało. Rzeczywiście, przyjąłem taką propozycję wiceprezesów Prokomu we wstępnych negocjacjach — choć chcieli więcej. Może nie umiałem negocjacji na początku poprowadzić. Byłem zbyt podekscytowany. W rokowaniach nie chciałem też wykorzystywać sytuacji Prokomu i Ryszarda Krauzego — opowiada Adam Góral.

Koniec końców stanęło na 580 mln zł.

— Giełdowi malkontenci powinni być zadowoleni, bo to obala teorię, że płacąc więcej, chciałem się odwdzięczyć Ryszardowi Krauzemu za jego wcześniejszą pomoc dla Asseco — mówi Góral.

Między innymi dzięki Krauzemu Góral zbudował tak potężną firmę jak Asseco. Bez fuzji z Softbankiem Asseco nie miałoby takich wyników i notowań. Inspiratorem fuzji był Ryszard Krauze, którego Prokom Software miał udziały obu firm.

— Powiem tylko tyle, że 580 mln za Prokom to dobra cena. Dziś akcje spółki, którymi ja rządzę, są warte ponad 900 mln zł. Tyle że te akcje nie noszą jeszcze adnotacji „właściciel Asseco Poland”, więc nikt tego nie wyliczył — uważa Adam Góral.

Góral negocjował z wiceprezesami Prokomu. Z Krauzem od końca sierpnia — od czasu prezentacji multimedialnej i konferencji prasowej prokuratorów Barskiego i Engelkinga — nie miał okazji się spotkać. Choć może jeszcze się spotka, bo transakcja ma trzy etapy i powinna się zamknąć w I kwartale 2008 r.

— Mam nadzieję, że Ryszard Krauze wróci jeszcze kiedyś do Polski i ktoś mu podziękuje za to, co zrobił. Moim zdaniem, to jest dobry Polak. Biznesowo może też brakować mi jego rad — rzuca Góral.

Początek lat 90. Waszyngton. 40 piętro biurowca. Widok zapierający dech w piersiach. Na salę wjeżdżają steki, sushi. Spotkanie klubu biznesu stanu Maryland. Gości na nim delegacja polskich przedsiębiorców, zrzeszona przy Polish American Small Business Institute w Rzeszowie. W delegacji jest Adam Góral, także Krzysztof Kaszuba, dziś dziekan Wyższej Szkoły Zarządzania w Rzeszowie (zakładali ją wspólnie z Góralem i prof. Stanisławem Wydymusem w 1996 r., na gruzach zlikwidowanego wydziału zamiejscowego SGH). Prywatnie dr Kaszuba jest przyjacielem dra Górala.

— Przez trzy lata jeździliśmy do Stanów Zjednoczonych na trzy, cztery miesiące szkolenia. Spotkania z biznesowymi tuzami zza wielkiej wody, wizyty w fabrykach — od producentów mrożonych kurczaków po firmy informatyczne — odwiedziny na uczelniach UCLA w Los Angeles, w Ohio, w Georgetown, na uniwersytecie w Waszyngtonie dały Adamowi biznesową odwagę. Bardzo szybko przekonaliśmy się, że w teorii wcale nie jesteśmy od Amerykanów gorsi, a często nawet lepsi — wspomina Krzysztof Kaszuba.

Oprócz nabywania odwagi rzeszowianie mają też inne wspomnienia z tamtych wojaży. Rachunki na astronomiczne 200 dol. płacone przez gospodarzy w restauracjach. Manko w portfelu po debiucie w kasynach Las Vegas. Gra w tenisa w pięciogwiazdkowym hotelu w Los Angeles.

Korzenie w keczupie

Adam Góral miał już wtedy pewne doświadczenie w biznesie. W 1988 r. wspólnie z kolegą i ze starszym bratem Zbigniewem założyli w Rzeszowie fabrykę keczupu Jazcoop. Więc to najpierw dla keczupu Adam Góral zrezygnował z pracy naukowej i wykładów w ówczesnej rzeszowskiej filii SGH.

— Dystansu do pracy naukowej nabrałem kilka lat wcześniej. Podczas stypendium w Stanach Zjednoczonych, na którym byłem w 1986 r. Wtedy pierwszy raz zobaczyłem, jak może wyglądać przełożenie badań naukowych na rzeczywiste wdrożenia, o jakich pieniądzach w kapitalizmie jest mowa. A keczup? Był naprawdę smaczny, butelki woziłem kontenerami po znajomych. Nade wszystko jednak trzy lata w keczupach nauczyły mnie soli biznesu — wcześniej nie wiedziałem wiele o WZ-kach, fakturach, o znajdowaniu klientów i zapewnianiu dostaw — wspomina Adam Góral.

Biuro komputerowe przy Jazcoopie, do którego Adam Góral zaangażował informatyków z WSK Adama Rusinka i Krzysztofa Romaszuka, przygotowało pierwszy program firmy dla bankowego sektora, w którym Assecco jest dzisiaj niekwestionowanym liderem nad Wisłą.

— Pierwszy nowej firmie z Rzeszowa dał się przekonać prezes banku spółdzielczego w Krasnem. Dzięki jego rekomendacji zdobyliśmy kolejne zlecenia — mówi Adam Góral.

Z tamtych czasów pamięta firmę dr Janusz Leśniak, obecnie analityk w informatycznym Top z Rzeszowa.

— Panowała świetna atmosfera. Adam był wymagającym, ale sprawiedliwym i życzliwym szefem. Przestało mi się podobać, gdy firma się rozrosła. Porobiły się szczeble, struktury, szefowie działów itp., itd. — mówi informatyk.

Powstanie korporacja

Asseco, wchodząc na giełdę w 2004 r., chwaliło się niespełna 100 mln zł przychodów rocznie i 10 mln zł zysku netto. W pierwszym półroczu 2007 osiągnęło 500 mln zł obrotów i 65 mln zł zysku netto. Do grupy należy kilkanaście spółek IT, także ze Słowacji i Czech (w tym Asseco Slovakia notowana na GPW). Po zakończeniu transakcji z Prokomem od wiosny 2008 r. Adam Góral de facto będzie rządził w czterech z pięciu największych polskich spółek informatycznych. Oparł się tylko trzeci w rankingu Comarch z Krakowa.

Prof. Stanisław Wydymus, którego byłym studentem, a obecnie współpracownikiem w WSZ jest Adam Góral, uważa, że jego plany na pewno są ambitne i wybiegają daleko poza przejęcie firmy Ryszarda Krauzego. Prof. Wydymus poznał Górala z prof. Adamem Nogą, który zasiada w radzie nadzorczej Asseco.

— Adam Góral od zawsze uchodził za wizjonera i odważnego człowieka. Teraz może realizować w pełni swoje zamierzenia, bo ma finansowe zaplecze. Kiedy inni się zastanawiają, czy jakiś krok to nie za duże ryzyko, on go zrobi z założeniem graniczącym z pewnością, że musi się udać — uważa prof. Wydymus.

Adam Góral zapewnia, że marzy o firmie mającej ponad 65 mln euro zysku netto.

— Jesteśmy na dobrej drodze, by zbudować dużą polską korporację o globalnym zasięgu działania. Na świecie rządzą korporacje i ja taką pierwszą korporację rodem z Polski zamierzam stworzyć. Najpierw w Europie, gdzie dziś jesteśmy pod względem kapitalizacji na szóstym, siódmym miejscu w branży. Potem dotrzemy na inne kontynenty, do Chin i USA. Powstanie korporacja bardziej luźna, niż dziś się to ma na myśli. Oparta na związanych federacyjnie, silnych i dość niezależnych podmiotach w poszczególnych krajach — wyznaje Adam Góral.

Korporacyjne zasady Asseco? Jedna. Klient ma zawsze rację. Bo to on płaci, a nie Góral.

Charytatywne cięcia

Czy Adama Górala da się porównać do Ryszarda Krauzego? Raczej nie. Poza tym, że też jest z rubieży kraju i centrum dowodzenia polskiej informatyki przeniosło się znad morza (Gdynia) pod ukraińską granicę.

— W otoczeniu Adama Górala nigdy nie spotkałem żadnych polityków, nawet lokalnych. Właściwie nie ma nikogo, kto się do jego sukcesu dołożył. Adam nikomu nic nie jest winien — taką przewagę swego przyjaciela nad innymi biznesmenami ze świecznika widzi Krzysztof Kaszuba.

Adam Góral nie gra roli gwiazdy. Prowadzi Podkarpacki Klub Biznesu, sponsoruje tutejszą siatkówkę, ale do Jana Kulczyka z Poznania trudno go porównać. A tacy przedsiębiorcy, jak Wojciech Materna, prezes Stowarzyszenia Informatyka Podkarpacka, klastra skupiającego małe i średnie firmy z podkarpackiego zagłębia informatycznego, nawet wprost oczekują od niego większej aktywności.

— Namawiamy go, by objął choćby honorowy patronat nad naszym nowatorskim przedsięwzięciem. Chcielibyśmy skorzystać na jego doświadczeniu i wiedzy. Na razie odzewu brak — mówi Materna.

W przeciwieństwie do Ryszarda Krauzego czy choćby Aleksandra Gudzowatego nikt na ulicy w rodzinnym mieście specjalnie się za Adamem Góralem nie ogląda. Nie widać w jego towarzystwie ochroniarzy. Można z nim swobodnie wypić kawę w kawiarni przy rynku.

— Odkąd zostałem prezesem Prokomu — w którym, pewnie po wstawiennictwie Ryszarda Krauzego, ciepło mnie przyjęto — często bywam w Trójmieście. Jestem pod wrażeniem tego, co tam zrobił Ryszard Krauze. Dzięki niemu jest doroczny tenisowy turniej Prokom Open, dzięki niemu żyje Arka Gdynia, dzięki niemu sponsora ma mistrz koszykarski Prokom Trefl Sopot. A ile pieniędzy przekazał na działalność charytatywną? Niewyobrażalne kwoty. W ogóle dziwię się, że jego środowisko nie pokazało tego, gdy zaczęła się nagonka na niego — mówi Adam Góral.

Jednocześnie rozwiewa wątpliwości, najzwyczajniej nie będzie go stać na kontynuowanie wszystkich sponsorsko-charytatywnych działań podjętych przez Prokom Krauzego. Adam Góral i jego Asseco pozostanie przy trójmiejskiej koszykówce. Ale zamierza ograniczyć pieniądze do 6 mln zł rocznie. Cały czas będzie też wspomagał siatkarską Asseco Resovię na Podkarpaciu.

— Niebawem najpewniej spotkam się z władzami samorządowymi w Trójmieście. Uważam, że uda się im samym utrzymać turniej tenisowy. Może przy którymś z przedsięwzięć — bo idzie jeszcze o piłkę nożną — pan Krauze zostanie — wyjawia Adam Góral.

Czy prezes Asseco dorówna kiedykolwiek Ryszardowi Krauzemu w działalności społeczno-charytatywnej? Nie ma takich ambicji. Krauze jest piąty na liście najbogatszych Polaków tygodnika „Wprost” (majątek — 4,5 mld zł). Adam Góral jest 50. (0,55 mld zł). I nic tu specjalnie nie zmieni pisanie, jak Góral Krauzego kupił. Kupił tylko jego firmę. n

Rafał Kerger