Branża najbardziej zagrożona oszczędnościami konsumentów szykuje się na uderzenie kryzysu.
Z raportu firmy badawczej Nielsen wynika, że połowa konsumentów chce w kryzysie oszczędzać na nowych ciuchach. Co na to polskie spółki?
— Zdając sobie sprawę, że konsumenci niechętnie będą kupować droższe ubrania, przygotowaliśmy dla nich specjalną, tańszą ofertę — mówi Dariusz Pachla, wiceprezes LPP.
Zarząd tej największej polskiej odzieżowej spółki, której przychody w ubiegłym roku sięgnęły 1,62 mld zł, a zysk 172,3 mln zł, już kilka miesięcy temu wdrożył w życie plan kryzysowy.
— Obawiamy się zmniejszenia przychodów w tym roku, dlatego bardzo ostrożnie przyglądamy się każdej wydawanej złotówce — mówi Dariusz Pachla.
Inne polskie firmy odzieżowe również zdecydowały się na radykalne cięcia kosztów. Zarząd łódzkiej grupy Monnari zrezygnował z rozwijania dwóch z czterech marek ze swojego portfela, poza tym będzie szyć krótsze serie ubrań. Krakowski Artman, który wkrótce formalnie wejdzie w struktury giganta LPP, ogranicza wydatki na reklamę. Vistula Group, o której ostatnio głośno w związku z jej problemami ze spłatą 250 mln zł kredytu, przenosi produkcję do Azji.
Analitycy przyznają, że obawy są uzasadnione.
— Branża odzieżowa cechuje się cyklicznością popytu, który jest stosunkowo elastyczny względem dochodów i zmienia się mocniej niż proporcjonalnie. Przy spadających realnych dochodach konsumenci mogą w znacznym stopniu ograniczyć zakupy odzieży, nabywając jedynie to, co niezbędne — mówi Michał Potyra, analityk Unicredit CA IB.
W Polsce skutek ten spotęguje wzrost cen odzieży związany ze spadkiem wartości złotego.
— To dlatego, że zdecydowana większość produktów sprzedawanych na polskim rynku pochodzi z krajów azjatyckich i jest kupowana za dolary — dodaje Michał Potyra.
Magdalena Brzózka