Rząd nie reaguje
na niebezpieczeństwa
— ostrzega organizacja
Gospodarka ma się coraz lepiej, ale finanse publiczne się sypią. OECD traci do nas cierpliwość.
Organizacja Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD) krytykuje Polskę za unikanie reformy finansów publicznych, niszczenie systemu emerytalnego i zamiatanie problemów budżetowych pod dywan. Jeszcze nigdy komentarz OECD dotyczący polskiej polityki gospodarczej nie był tak krytyczny. Rynkowi analitycy mówią o problemie od dawna, ale niekomercyjna instytucja międzynarodowa dotąd nie odważyła się na tak mocny głos.
Dyplomatyczne cięgi
Zwykle sugestie OECD wobec krajów członkowskich są kurtuazyjne i pełne dyplomatycznego żargonu. Tym razem jednak w polskim rozdziale znalazły się bezpośrednie zarzuty i oskarżenia. Wczoraj rynki finansowe na całym świecie mogły przeczytać m.in., że "deficyt finansów publicznych w Polsce w przyszłym roku osiągnie poziom niespotykany od początku transformacji", a rząd "nic z tym nie robi". Ratowanie się przez rząd przyspieszoną prywatyzacją analitycy OECD oceniają natomiast jako "odsuwanie problemu o rok". Tymczasem Słowacy, Czesi i Węgrzy zbierają pochwały za konsekwentnie przeprowadzane reformy.
— Z polskiej ustawy budżetowej na przyszły rok wynika, że rząd nie planuje niezbędnych działań zmierzających do konsolidacji finansów publicznych. Bieżący rok rzeczywiście jest niesprzyjający do zaciskania polityki fiskalnej. W przyszłym roku rząd powinien jednak się już tym zająć — mówi Rafał Kierzenkowski, ekonomista OECD, współtwórca analizy dla Polski.
Nagła prywatyzacja to natomiast działanie doraźne.
— To pomoże na chwilę, wspomoże tegoroczny i przyszłoroczny budżet. Jednak w dłuższym okresie problem szybkiego narastania długu publicznego zostaje nierozwiązany — mówi Rafał Kierzenkowski.
Strzał w kolano
OECD krytykuje też pomysł, by część składek przekazywanych obecnie otwartym funduszom emerytalnym przenieść do Funduszu Ubezpieczeń Społecznych.
— Gdyby ta propozycja została zrealizowana, byłby to istotny krok wstecz. Państwo wzięłoby na siebie większe zobowiązania wobec przyszłych emerytów, a więc w dłuższej perspektywie mechanicznie wzrosłyby wydatki publiczne. Systemu emerytalnego zostałaby zachwiany, a Polska straciłaby na wiarygodności. Analitycy wychwyciliby, gdyby rząd chciał w ten sposób zmieniać polską metodologię liczenia długu publicznego. Wchodząc do strefy euro, będziemy oceniani według definicji unijnej —zaznacza ekonomista OECD.
Rząd do końca roku ma przedstawić program naprawy finansów publicznych.
— Na razie wiemy tylko, że konsolidacja zacznie się nie wcześniej niż w 2011 r. Jeśli program okaże się nieprzekonujący, rynki finansowe mogą odebrać to negatywnie, co miałoby negatywny skutek dla gospodarki — ostrzega Rafał Kierzenkowski.
Organizacja, mimo zarzutów wobec władz, docenia dobrą sytuację polskiej gospodarki. Mamy najwyższą prognozę wzrostu gospodarczego w 2009 r., na poziomie 1,4 proc. (w czerwcu prognozowano 0,4 proc.). Średnia dla 30 krajów to -3,5 proc. W przyszłym roku polski PKB ma przyspieszyć do 2,5 proc.(dotąd prognozowano 0,6 proc.) wobec 1,9 proc. w całej OECD.
— Należy podkreślić, że mimo recesji w wielu krajach świata, polska gospodarka w 2009 r. cały czas rośnie. Wzrost wspierany jest przede wszystkim przez konsumpcję prywatną — mówi Rafał Kierzenkowski.
Do pracy
Z zarzutami OECD wobec rządu zgadzają się krajowi ekonomiści.
— Problemy są wypunktowane poprawnie. To prawda, że niewiele widać działań rządu, które zmierzałyby do ograniczania deficytu. Słyszymy cały czas, że reformy i tak zostaną zawetowane przez prezydenta, więc nie ma co się wysilać — mówi Mateusz Szczurek, główny ekonomista ING Banku Śląskiego.
Według Wiktora Wojciechowskiego, ekonomisty fundacji Forum Obywatelskiego Rozwoju, rząd właśnie przegapia najlepszy moment na reformę finansów publicznych.
— Doświadczenia innych krajów pokazują, że niepopularne decyzje najłatwiej podejmować w czasie kryzysu. Podobnie jak ekonomiści OECD, uważam, że rząd w przyszłym roku nie przyczyni się do naprawy publicznych finansów, a propozycja zmian systemu emerytalnego to krok w tył —mówi Wiktor Wojciechowski.
Idziemy śladami Węgier
Stanisław Gomułka, główny ekonomista Business Centre Club
Oskarżenia Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju są mocne, ale prawdziwe. Zgadzam się z diagnozą, że problemy finansów publicznych narastają i potrzebne są reformy ograniczania wydatków państwa. Rząd nie chce ciąć wydatków ani podnosić podatków, ponieważ musiałby ponieść koszt polityczny, a — z powodu weta prezydenta nie jest pewien powodzenia reform. To sprawia, że weszliśmy już na drogę węgierską. Dług publiczny szybko rośnie, co może prowadzić do odwrócenia się od nas zagranicznego kapitału, a władze nie mają odwagi z tym walczyć. Węgry kilka lat temu wyglądały podobnie, a teraz są pogrążone w recesji ze spadkiem PKB o 7 proc. rocznie.
Mamy dobre podłoże, by odbić się po kryzysie
Krajowe dane
o produkcji w przemyśle
i budownictwie
potwierdzają zbliżające się
odżywanie koniunktury.
Przemysł wychodzi na prostą. Jak wynika z danych Głównego Urzędu Statystycznego (GUS), w październiku produkcja przemysłowa spadła o 1,2 proc. w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku, chociaż analitycy obstawiali spadek o 2 proc. Co jeszcze bardziej cieszy — produkcja po raz pierwszy od sierpnia 2008 r. (a więc jeszcze przed wybuchem kryzysu finansowego na świecie) wzrosła po oczyszczeniu z czynników sezonowych (np. różnica w liczbie dni roboczych).
— Bardzo prawdopodobne, że październik był ostatnim miesiącem, kiedy widzieliśmy ujemną roczną dynamikę produkcji. W listopadzie i grudniu przemysł powinien już notować wzrosty — twierdzi Monika Kurtek, ekonomistka Banku BPH.
Produkcja spadła w 19 z 34 działów przemysłu analizowanych przez GUS. Największe spadki dotknęły producentów maszyn i urządzeń (spadek o 17,7 proc. rok do roku), wydobywców węgla kamiennego i brunatnego (o 17,5 proc.), firmy górnicze (o11,1 proc.) oraz producentów metali (o 9,8 proc.). Produkcja w całym przetwórstwie przemysłowym spadła o 1,1 proc. Na wyższych obrotach niż przed rokiem pracowało natomiast 15 sektorów. Największy wzrost zanotowali producenci komputerów, wyrobów elektronicznych i optycznych (o 13,9 proc.), papieru (o 9,5 proc.) oraz napojów (o 7,8 proc.).
— Dane są sporym pozytywnym zaskoczeniem, sugerującym, że ożywienie aktywności w sektorze wytwórczym faktycznie ma miejsce. Tymczasem wskaźniki koniunktury przewidujące rozwój sytuacji gospodarczej, ostatnio wyhamowały — zaznacza Maciej Reluga, główny ekonomista BZ WBK.
Nie najlepiej radzi sobie natomiast budownictwo. Wprawdzie nadal rośnie — w październiku produkcja budowlana była o 2,7 proc. wyższa niż przed rokiem — jednak jeszcze w wakacje obroty firm budowlanych rosły w tempie 10 proc. rocznie.
— Pozostaje jednak na-dzieja, że wraz z nadejściem bardziej sprzyjających wa-runków atmosferycznych w pierwszym kwartale przyszłego roku ponownie uruchamiane będą projekty infrastrukturalne — mówi Monika Kurtek.