OFE i TFI dostaną zastrzyk

Jagoda Fryc
opublikowano: 2012-05-15 00:00

Do funduszy trafi ponad 5 mld zł z dywidend i sprzedaży akcji w wezwaniach. Niestety, niekoniecznie pieniądze wrócą na GPW

Niższe składki od przyszłych emerytów, trafiające do OFE od maja zeszłego roku, i wąski strumień świeżej gotówki do funduszy akcyjnych (dodatnie saldo po czterech miesiącach to ledwie 77 mln zł) powodują, że popyt ze strony krajowych inwestorów instytucjonalnych już od dłuższego czasu jest bardzo niski.

None
None

To może się wkrótce zmienić, bo na konta funduszy trafią nie tylko pokaźne dywidendy z zysków firm za 2011 r., ale także miliardy złotych ze sprzedaży akcji w wezwaniach. Zarządzający już zacierają ręce.

— Jest to jeden z najbardziej pozytywnych czynników, który będzie wpływać na giełdową koniunkturę w najbliższych miesiącach. Można zakładać, że znaczna część tego kapitału wróci na rynek akcji — mówi Sebastian Buczek, prezes Quercus TFI.

Miejsce w portfelu

W 2011 r. wartość dywidend wypłaconych dla akcjonariuszy instytucjonalnych wyniosła 9,6 mld zł, z czego blisko 3 mld zł trafiło do OFE i TFI. W tym roku według szacunków analityków DI BRE Banku żniwa dywidendowe przyniosą 11,4 mld zł, w tym aż 4 mld zł przypadnie krajowym funduszom. W przypadku OFE to równowartość pięciomiesięcznej składki z ZUS.

Dodatkowy kapitał płynie do funduszy również od inwestorów, którzy wezwali do sprzedaży akcji kilku spółek z GPW. Wartość tego typu transakcji, ogłoszonych od początku roku, to ponad 4,1 mld zł. Jeśli wszystkie zakończą się pomyślnie, do samych OFE trafi 1,9 mld zł.

Oprócz wezwań możliwość dezinwestycji dają prowadzone przez spółki skupy akcji własnych za łącznie ponad 1 mld zł. Zastrzyk gotówki może zwiększyć popyt zarządzających na akcje, tym bardziej że w portfelach funduszy jest na nie jeszcze sporo miejsca.

— OFE posiadają w akcjach niecałe 33 proc. portfela przy nowym limicie 45 proc., a TFI w sumie niecałe 25 proc. Wartość akcji w rękach funduszy to w sumie około 110 mld zł, a więc świeże 5 mld zł stanowiłoby 4,5 proc. aktywów akcyjnych — mówi Robert Rafał, zarządzający funduszami TFI PZU.

— Część pieniędzy może być użyta do akumulowania akcji tych spółek, które właśnie wypłaciły dywidendę — uważa Sebastian Buczek, prezes Quercus TFI. Robert Rafał z PZU TFI wskazuje na atrakcyjne wyceny akcji (średni wskaźnik cena do zysku dla spółek z WIG to 8,5, a cena do wartości księgowej to 1,1), które przy relatywnie dobrych wynikach spółek za pierwszy kwartał skierują fundusze również w inne zakątki giełdy.

— Pieniądze będą selektywnie lokowane. Zarządzający w TFI będą raczej poszukiwali okazji inwestycyjnych w obszarze małych i średnich spółek z sektora ochrony zdrowia, wydatków konsumpcyjnych oraz tych, które powinny być beneficjentem EURO 2012. Apetyt na ryzyko i bardziej zdecydowane zwiększanie zaangażowania w akcje zarówno przez inwestorów krajowych, jak i zagranicznych powróci w przypadku załagodzenia (przynajmniej w krótkim terminie) kryzysu w strefie euro oraz zapowiedzi dodruku dolara (tzw. QE3) — uważa Robert Rafał.

…ale skorzysta skarb?

Zdaniem Piotra Szuleca, ekonomisty Pioneer Pekao TFI, warto także pamiętać o zapowiedziach skarbu państwa o sprzedażypakietów akcji takich spółek, jak PKO BP czy PZU. To właśnie tu fundusze mogą zaangażować zdobyty kapitał.

Adam Zaremba, główny ekonomista Idea TFI, zwraca uwagę, że w ostatnim czasie plagą krajowych TFI są spore umorzenia ze strony inwestorów. W rezultacie pieniądze z dywidend i wezwań posłużą w części jako płynnościowa poduszka bezpieczeństwa na wypadek dalszej ucieczki klientów.

— Reszta może jednak posłużyć za paliwo do zwyżek cen akcji. W oczekiwaniu na QE3 w USA szczególnym beneficjentem mogą się okazać spółki surowcowe — uważa Adam Zaremba. Pesymistą jest Grzegorz Zatryb, główny strateg Skarbca TFI.

— Przede wszystkim nie są to nowe pieniądze. Wypłata dywidendy zmniejsza wartość spółki i reinwestycja pieniędzy z dywidendy pozwala jedynie na utrzymanie alokacji. Zresztą nie działa to jak automat.

Wydaje się, że w obecnej sytuacji może to być sposób na zmniejszenie ekspozycji na rynku akcji. Podobnie wygląda sytuacja w przypadku spółek wycofywanych z giełdy, z tym że tu w grę wchodzi alokacja na poziomie sektora. I podobnie jak w przypadku dywidend, reinwestycja będzie zależeć od oceny perspektyw danego sektora i rynku akcji w ogóle. Te drugie nie skłaniają do optymizmu i moim zdaniem zarządzający powstrzymają się z nowymi inwestycjami — mówi Grzegorz Zatryb.

Z kolei Jarosław Lis, zarządzający z BPH TFI, zwraca uwagę, że napływ gotówki do TFI i OFE wesprze rynki, ale nie będą miały znaczącego wpływu na kierunek notowań giełdowych.

— Kluczowi są inwestorzy zagraniczni, którzy są jedyną znaczącą siłą mogącą wpłynąć pozytywnie na notowania rynkowe. Ich chęć do zakupów zależy w dużej mierze od sytuacji i poziomu awersji do ryzyka na rodzimych rynkach — uważa Jarosław Lis, zarządzający BPH TFI.