Minimalna cena po jakiej akcje będą mogli kupić drobni nabywcy i instytucje finansowe wyniesie 17,33 zł i będzie o 10 proc. niższa od tej, jaką Enea zaproponuje inwestorom z branży energetycznej. Właśnie do nich ma trafić lwia część emisji, która łącznie obejmie niespełna 150 mln akcji, czyli trochę ponad 30 proc. kapitału po podwyższeniu. Ci, którzy w ramach oferty, zarezerwują sobie ponad 10 proc. akcji, będą mieli pewność, że dostaną minimum 10 proc.
Ministerstwo skarbu, właściciel spółki, wyklucza jednak sprzedaż akcji w tej transzy jednemu inwestorowi. Nabywców z branży musi być co najmniej dwóch. Enea liczy, że na wejście do spółki na takich warunkach zdecydują się energetyczne tuzy z myślą o zapowiadanej przez resort skarbu na 2009 r. pełnej prywatyzacji. Zakup niewielkiego pakietu akcji Enei nie zagwarantuje nikomu zwycięstwa w przyszłorocznym przetargu, ale inwestorzy mogą zyskać pewną przewagę nad konkurencją, jeśli wprowadzą swojego przedstawiciela do rady nadzorczej.
Wejście inwestorów branżowych i wizja przyszłorocznej pełnej prywatyzacji ma być zachętą dla najbardziej sceptycznych wobec oferty instytucji finansowych. Jeśli przed upływem roku skarb zdecyduje się na sprzedaż wszystkich pozostałych akcji i kupi je jeden z uczestniczących w ofercie inwestorów branżowych, ogłosi wezwanie, płacąc minimum tyle, ile wyłoży teraz. Dla tych, którzy kupią akcje z dyskontem, może to oznaczać ponad 10-proc. zysk. Warunkiem jest szybka realizacja prywatyzacyjnych planów przez resort skarbu.
Na co pójdą zebrane (?) z rynku pieniądze? Czytaj "Piątkowy Puls Biznesu"