Oficjalnie nie ma planu awaryjnego

Magda Kozmana
opublikowano: 2002-10-18 00:00

Negatywny wynik referendum w Irlandii w sprawie traktatu nicejskiego może opóźnić rozszerzenie Unii Europejskiej o kilka miesięcy. Co nie oznacza, że coś istotnego wydarzy się na rynkach finansowych — uważa Steve Gilmore, ekonomista banku Morgan Stanley.

Wszystko wskazuje na to, że Irlandczycy tym razem poprą rozszerzenie Unii Europejskiej, głosując w referendum za przyjęciem traktatu nicejskiego — wyraźnie wskazują na to najświeższe ostatnie sondaże. Przypomnijmy, że w czerwcu 2001 r. przeważali przeciwnicy rozszerzenia UE.

— Ryzyko, jakie niesie ze sobą irlandzkie referendum, jest jednak duże. Nie możemy wykluczyć kolejnego„nie” — zaznacza Steve Gilmore.

Jego zdaniem, w przypadku niepowodzenia referendum Unia Europejska z pewnością przyszykuje awaryjne rozwiązanie. Prawdopodobnie włączyłaby wówczas ustalenia traktatu z Nicei do umowy akcesyjnej. Opóźniłoby to jednak rozszerzenie Unii o kilka miesięcy.

— Nie można całkowicie wykluczyć jeszcze poważniejszego opóźnienia rozszerzenia — dodaje Steve Gilmore.

Już teraz da się zauważyć niepokój na rynkach finansowych. Głos na „nie” Irlandczyków zaważyłby na notowaniach walut krajów aspirujących do Unii Europejskiej, osłabiając je. To spowodowałoby zaś przejściowy wzrost rentowności bonów i obligacji skarbowych oraz wzrost kosztów obsługi publicznych długów.

Ale nie dla wszystkich czas wyprzedaży naszej waluty i papierów dłużnych okazuje się zły.

— Wykorzystalibyśmy ten moment do zakupów — wyjaśnia ekonomista MS.

Najbardziej na opóźnieniu akcesu ucierpiałyby Węgry: mogą mieć kłopoty ze sprzedażą papierów dłużnych, przez co zmuszone byłyby do podnoszenia stóp procentowych. W Polsce uspokajające są zarówno słowne deklaracje co do stabilności kursu, jak i prowadzona przez RPP polityka obniżania stóp. Podobnie jest w Czechach. Analitycy nie przewidują większego wpływu irlandzkiego „nie” na rynek bułgarski czy rumuński, poza — być może — mniejszym napływem inwestycji.

Po pozytywnym zaopiniowaniu przez Komisję Europejską 10 państw, aspirujących do członkostwa w UE (9 listopada 2002 roku), referendum w Irlandii pozostaje ostatnią istotną przeszkodą w drodze kandydatów do Unii.

Oficjalnie nie ma żadnego planu awaryjnego, bo to znaczyłoby, że Bruksela nie przywiązuje tak naprawdę żadnej wagi do głosu Irlandczyków. Ustalenia traktatu z Nicei wydają się jednakże zbyt ważne, by Komisja Europejska pozwoliła na jego odrzucenie.

— Traktat musi być przyjęty przez członków UE do końca roku. W przeciwnym wypadku trzeba wypracować inne rozwiązania — na konferencji międzyrządowej w 2004 r. Wtedy do rozszerzenia Unii mogłoby dojść najwcześniej w 2005 r. — przypomina Steve Gilmore.

Teoretycznie tak powinno być. W praktyce wszystko zależy od intencji Brukseli. Jedno z możliwych rozwiązań — jeśli wynik referendum będzie negatywny — to włączenie do traktatu akcesyjnego ustaleń z Nicei. Ten z kolei nie wymagałby przyjęcia w referendum, a jedynie ratyfikacji przez irlandzki parlament.

— Takie rozwiązanie warto by wprowadzić zwłaszcza w przypadku niskiej frekwencji w irlandzkim referendum — sugeruje ekonomista MS.

Z drugiej strony — niektóre państwa członkowskie mogą dążyć do zmiany traktatu z Nicei. Chociażby Francja, niechętnie popierająca zmiany wspólnej polityki rolnej (CAP), jaka nastąpi z pewnością po przyjęciu nowych członków.

— Taki scenariusz nie wydaje się zbyt prawdopodobny, nie obserwujemy we Francji kampanii, zmierzającej do zmiany ustaleń z Nicei — uspokaja Steve Gilmore.

Po pozytywnej rekomendacji przez Komisję Europejską 10 państw do członkostwa, 24 października zbierze się Rada Europy, by wydać opinię. Analitycy nie spodziewają się tym razem żadnych niespodzianek — decyzja powinna być pomyślna dla wszystkich dziesięciu kandydatów. Dopiero wtedy rozpoczną się prace nad ostatnimi nie zamkniętymi rozdziałami: rolnictwem, polityką regionalną, finansami i budżetem.

— Rada Europy ustali wspólne stanowisko w sprawie nie zamkniętych rozdziałów w listopadzie. To zostawia bardzo mało czasu do szczytu w Kopenhadze, kiedy to mają być sfinalizowane negocjacje — przypomina Steve Gilmore.

Dopiero po grudniowym szczycie w stolicy Danii powstanie traktat akcesyjny. Obie strony będą miały o wiele mniej czasu na jego ratyfikację, niż w poprzednich przypadkach rozszerzenia. Ale zanim to się stanie, swe uwagi może jeszcze zgłosić Parlament Europejski.

— Jeżeli wszystko dobrze pójdzie, ostateczna wersja traktatu zostanie ratyfikowana przez rządy państw członkowskich około kwietnia, a to zostawia tylko osiem miesięcy na przyjęcie umowy przez wszystkie strony — uważa ekonomista MS.

Ponieważ Węgrzy są najbardziej przychylni wejściu do UE, pierwsi zapewne wypowiedzą się w referendum na ten temat. Zdaniem analityków, potem dojdzie do referendum w Słowacji i Polsce, a na końcu — w Czechach. Najważniejsze będzie jednak to pierwsze.

— Głosowanie Węgrów przeciwko traktatowi akcesyjnemu może osłabić euro, co pogłębi wyprzedaż wspólnej waluty w krajach Europy Środkowej — przewiduje Steve Gilmore.

Zaznacza jednak, że taki proces najsilniej mogą odczuć Węgrzy. Inni kandydaci nie będą tak bardzo podatni na wahania na rynkach finansowych.