Okup z kieszeni ubezpieczyciela

opublikowano: 07-12-2015, 22:00

Przedsiębiorcy, których nie stać na dobrą ochronę, ale stać na okup, to ulubiony cel porywaczy. Żądana kwota może jednak zostać wypłacona przez ubezpieczyciela

W Polsce mamy do czynienia z kilkudziesięcioma porwaniami rocznie. To porwania dla okupu oraz rodzicielskie. Z danych Komendy Głównej Policji (KGP) wynika, że w ubiegłym roku w przypadku 16 incydentów porywacze żądali odpowiedniej zapłaty, a w tym roku takich porwań było 8. — To przestępstwa stwierdzone przez policję. Statystyka nie uwzględnia więc liczby postępowań prowadzonych przez prokuraturę we własnym zakresie — podkreśla kom. Agnieszka Hamelusz z KGP.

W tym roku było już osiem przypadków porwań dla okupu. Najwyższa do tej pory żądana kwota — 3 mln zł. Cel — przedsiębiorcy, ich rodziny i pracownicy. Jednak nie ci z pierwszej setki najbogatszych, tylko tacy, których nie stać na całodobową ochronę, a więc… mniejsi.
Zobacz więcej

MNIEJSZY BIZNES KUSI PORYWACZY:

W tym roku było już osiem przypadków porwań dla okupu. Najwyższa do tej pory żądana kwota — 3 mln zł. Cel — przedsiębiorcy, ich rodziny i pracownicy. Jednak nie ci z pierwszej setki najbogatszych, tylko tacy, których nie stać na całodobową ochronę, a więc… mniejsi. Fotolia

Kto jest na celowniku

Porywacze to nie tylko piraci czatujący na wodach okalających „Róg Afryki” oraz w Zatoce Gwinejskiej. Dla okupu najczęściej porywani są przedsiębiorcy oraz ich rodziny — a więc osoby z zasobnym portfelem. Jednak wbrew pozorom niekoniecznie porywacze sięgają po najgrubsze ryby. Milionerzy i Polacy figurujący w rankingu najbogatszych zwykle mają dobrą ochronę.

— W najtrudniejszej sytuacji są ci przedsiębiorcy, którzy z jednej strony dorobili się już znacznego majątku, ale z drugiej wciąż nie jest to pułap pozwalający na korzystanie z całodobowej ochrony osobistej. I to w nich najczęściej uderzają porywacze— przyznaje Łukasz Baranowski, szef Zarządu Wywiadu Ekonomicznego. Zwykle celem porywaczy są osoby kluczowe dla spółki — członkowie zarządu i rady nadzorczej oraz ich rodzina. Porwanie może jednak dotknąć także… gości firmy. Spore ryzyko dotyczy również pracowników często podróżujących albo wykonujących swoje obowiązki zawodowe za granicą.

— Szczególnie tych, którzy podróżują do krajów o wysokim ryzyku porwań dla okupu bądź wymuszeń. To na przykład Pakistan, Libia, Nigeria czy niektóre rejony Meksyku — twierdzi Marta Paluszek, financial institutions practise leader w AIG. Porywacze zwykle żądają niemałych kwot.

— Okupy wynoszą od kilkuset do nawet kilku milionów złotych — mówi Dariusz Rozenek, detektyw i były funkcjonariusz policji. Najwyższa żądana kwota w ubiegłym roku wynosiła 3 mln zł.

Może zapłacić ubezpieczyciel

Warto pamiętać, że okup może zostać opłacony z kieszeni ubezpieczyciela. Na naszym rynku tylko dwie firmy ubezpieczeniowe oferują specjalną polisę, która daje taką możliwość.

— Obecnie na polskim rynku ubezpieczenie K&R (kidnap and random insurance) mogą wystawić AIG oraz Warta — mówi Katarzyna Sadecka, dyrektor warszawskiego biura STBU Brokerzy Ubezpieczeniowi.

— Możemy jednak taką polisę uplasować również na rynku londyńskim, najczęściej na rynku Lloyd’s — dodaje Małgorzata Splett, starszy broker specjalista w Zespole Ubezpieczeń Finansowych i profesjonalnych w Marsh Polska. Ochrona w przypadku polisy K&R obejmuje zwrot poniesionej kwoty okupu, ale także koszty organizacyjne całej akcji odbicia porwanego.

— Mogą być one wyższe niż sama wynegocjowana kwota — zwraca uwagę Katarzyna Sadecka. Ponadto polisa pokryje odszkodowanie za śmierć lub utratę zdrowia ofiary przestępstwa, koszty jej leczenia i rehabilitacji, a także pomoc psychologiczną po zdarzeniu. Ubezpieczyciel może także pokryć wynagrodzenie osoby uprowadzonej utracone na skutek zdarzenia, koszty ewakuacji oraz bezpiecznego powrotu do domu.

— Dodatkowo polisę K&R wyróżnia działalność firmy doradztwa kryzysowego, która okazuje się szczególnie ważna w momencie, kiedy liczy się czas, a negocjacje dotyczące uwolnienia ofiary czy wypłaty okupu powinny być prowadzone w sposób najbardziej profesjonalny. Ubezpieczyciel może również zapłacić za konsultantów do spraw PR, którzy pomogą np. w przypadku rozpowszechniania się informacji na temat ewentualnej utraty przez spółkę danych klientów — zwraca uwagę Małgorzata Splett.

Ochroną jest obejmowana sama firma, jej zarząd, rada nadzorcza, niektórzy pracownicy, krewni oraz goście osób ubezpieczonych.

Armator zapłaci więcej

K&R nie zapewni jednak ochrony w przypadku oszukańczych, sfingowanych porwań w celu wymuszenia okupu, a także zatrzymań trwających któcej, niż określono w polisie — np. mniej niż 4 godziny. Polisa AIG nie zapewni również ochrony w przypadku porwania marynarzy na statku. — Niebezpieczeństwo związane z piractwem znacząco różni się od klasycznego porwania. W tym przypadku inny jest underwriting i ryzyko to wymaga innego produktu — tłumaczy Marta Paluszek.

Aby się uchronić przed takim porwaniem, armatorzy muszą wykupić specjalistyczne ubezpieczenie zapewniające ochronę na wypadek piractwa, której jednak polski oddział AIG nie oferuje. Zdaniem brokerów, może to wynikać z faktu, że AIG nie specjalizuje się w ubezpieczeniach morskich. W Warcie armator, który przyjdzie po ubezpieczenie na wypadek porwania i okupu, dostanie taką ochronę, na indywidualnych warunkach.

— Z uwagi na duże ryzyko wystąpienia piractwa w rejonach szczególnie tym ryzykiem zagrożonych taka polisa może być jednak znacząco droższa niż zwykłe polisy K&R dla innych branż — zwraca uwagę Małgorzata Splett.

Minimum dziesięć tysięcy

Eksperci podkreślają, że sumy ubezpieczenia w przypadku K&R powinny się składać co najmniej z siedmiu cyfr. — Zwykle kwota limitu oscyluje w granicach 1-15 mln EUR — mówi Małgorzata Splett.

— Natomiast koszty zaczynają się od kwoty 10 tys. zł rocznie i mogą sięgać kilkuset tysięcy w przypadku polis korporacyjnych obejmujących ochroną wszystkich pracownikówwe wszystkich miejscach — dodaje Katarzyna Sadecka. Niełatwo oszacować, ile takich polis kupują przedsiębiorcy.

— Trudno o szczegółowe dane dla całego rynku, ponieważ ubezpieczeni nie chwalą się posiadaniem takiej ochrony. I słusznie. Jednym z kluczowych warunków skutecznej ochrony w tym przypadku jest nieafiszowanie się z posiadaniem takiej polisy. Wiedza na ten temat zwiększa przecież szansę na wypłatę okupu i może dodatkowo kusić potencjalnych porywaczy do podjęcia takich działań — zauważa Katarzyna Sadecka.

— Szacujemy jednak, że na polskim rynku funkcjonuje około kilkudziesięciu polis K&R — mówi Małgorzata Splett. Jej zdaniem, polisę kupują głównie instytucje finansowe, firmy z sektora energetycznego oraz przedsiębiorcy wysyłający swoich pracowników na zagraniczne projekty.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Sylwia Wedziuk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu