OncoArendi czeka na biodolary

opublikowano: 25-11-2019, 22:00

Biotechnologiczna spółka z GPW zapewnia, że jest bliska podpisania dużych umów na komercjalizację leków.

Inwestorzy w branży biotechnologicznej w oczach mają biodolary. To potoczne określenie całkowitej wartości umów między dużymi firmami a małymi spółkami, które szukają nowych leków. Wypłacane są w transzach przez cały okres partnerstwa po osiągnięciu kolejnych kamieni milowych w procesie rozwoju nowych cząsteczek, badania ich na ludziach i dopuszczenia na rynek gotowego produktu.

Na warszawskiej giełdzie konkretne biodolary mogli już liczyć akcjonariusze Mabionu, który w 2016 r. podpisał wartą łącznie 45 mln USD umowę z koncernem Mylan, a także inwestorzy Selvity (obecnego Ryvu), której włoska grupa Menarini na mocy umowy z 2017 r. ma zapłacić łącznie 90 mln EUR, o ile lek zostanie wprowadzony na rynek. Na swoją kolej czekają natomiast akcjonariusze OncoArendi Therapeutics.

— Mam nadzieję, że w końcu któreś spotkanie z inwestorami zacznę od pochwalenia się podpisaniem umowy partnerskiej, ale to jeszcze nie teraz. Zbliżamy się do tego momentu. Trudno mówićo konkretnych kwotach, ale o liczbach mniejszych niż 100 mln USD nie będziemy rozmawiać, a więcej niż 500 mln USD się nie spodziewamy — mówi Marcin Szumowski, prezes i znaczący akcjonariusz Onco-Arendi.

OncoArendi do tej pory doprowadziło jeden potencjalny lek do etapu badań klinicznych na ludziach. To cząsteczka OATD-01, która początkowo miała być wykorzystywana przede wszystkim w leczeniu astmy, ale teraz spółka chętniej mówi o jej zastosowaniu w mniej powszechnych, ale potencjalnie bardziej lukratywnych obszarach terapeutycznych, jak sarkoidoza czy niealkoholowe stłuszczeniowe zapalenie wątroby. W celu zbadania jej toksyczności zdrowym ochotnikom w lutym zaczęto podawać dawki potencjalnego leku. Natomiast cząsteczka OATD-02, która może być wykorzystywana w leczeniu nowotworów (immunoonkologia), jest w końcowej fazie badań przedklicznych.

— W OATD-02 skończyliśmy badania toksykologiczne na zwierzętach. Obie cząsteczki mają różne „okna transakcyjne”. W przypadku pierwszej zaczyna się ono teraz, pod koniec fazy Ib badań klinicznych. W przypadku drugiej mechanizm działania został niedawno potwierdzony przez pracującą nad podobną cząsteczką Calitherę, co zmniejsza ryzyko niepowodzenia projektu i sprawia, że firmy farmaceutyczne mogą być wcześniej zainteresowane inwestycją — mówi Marcin Szumowski.

W ofercie publicznej wiosną ubiegłego roku akcje OncoArendi sprzedawano po 29 zł za walor. Od tego czasu spółka na GPW notowała głównie spadki — obecnie za akcję płaci się 9,74 zł. W IPO spółka zebrała 58 mln zł. Na koniec września w pozycji „środki pieniężne i ich ekwiwalenty” w sprawozdaniu finansowym wykazała 37,7 mln zł. Przedstawiciele OncoArendi zapewniają, że z finansowaniem bieżącej działalności nie ma problemu.

— Przy okazji debiutu deklarowaliśmy, że zebrane od inwestorów pieniądze pozwolą na finansowanie działalności badawczo-rozwojowej przez trzy lata, oraz że to, czym obecnie dysponujemy, wystarczy nam jeszcze na dwa lata. Do tego dochodzą pieniądze z grantów. Nie powinno być więc żadnego kłopotu z finansowaniem do czasu, gdy podpiszemy umowę partnerską — mówi Sławomir Broniarek, członek zarządu spółki odpowiedzialny za jej finanse.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcel Zatoński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu