Onde złapało wiatr w żagle

opublikowano: 22-01-2023, 20:00
Play icon
Posłuchaj
Speaker icon
Close icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl

Sejm rozpoczął prace nad ustawą liberalizująca zasadę 10H, co podbiło notowania Onde. Zdaniem analityka spółka najgorsze ma za sobą, ale przychodów nie będzie szybko.

Z tego artykułu dowiesz się:

  • jak uchwalenie ustawy wpłynie na biznes Onde,
  • jakie ryzyka stoją przed spółką,
  • które segmenty dają spółce perspektywy wzrostu.

Onde zadebiutowało na GPW w 2021 r., pokazując wysoką rentowność kontraktów na budowę farm wiatrowych oraz wchodząc w deweloperkę projektów OZE. Choć akcje w IPO sprzedawano po 26 zł, to w październiku 2022 r. płacono za nie już tylko 8 zł. Ostatnie wieści podbiły notowania z 10 powyżej 13 zł.

– Gdy szykowano IPO Onde wydawało się, że ograniczenia dla wiatraków są zbyt restrykcyjne i muszą być poluzowane. Niestety doszło do konfliktu politycznego, a sygnały płynące z partii rządzącej sugerowały, że zmiany nie wejdą w życie. Co jakiś czas projekt odświeżano, ale nie było wiadomo, czy przed wyborami jest szansa na uchwalenie ustawy. Ostatecznie liberalizacja zasady 10H stała się jednym z kamieni milowych KPO i bez tego pieniędzy z unii nie będzie. Najpierw miało być 500 m, a później spekulowano o 600-700 m. Branża nadal nic nie wiedziała, a każdy miesiąc opóźnienia oddalał perspektywę rozwoju projektów wiatrowych – mówi Michał Kozak, analityk Trigon DM.

Przed debiutem giełdowym spółka chwaliła się ROE na poziomie 38 proc. w 2020 r., oraz 21 proc. w I kwartale 2021 r.

– W momencie, gdy spółka robiła pierwszą ofertę publiczną, jej marża wykonawcza na projektach OZE osiągała rekordowy poziom. Od 2022 r. marża na sprzedaży spadła z dwucyfrowej do jednocyfrowej. Na początku był to efekt rosnących kosztów budowy, których nie udało się przenieść na inwestorów. To spowodowało, że rynek zaczął się zastanawiać, na ile te projekty są opłacalne. Do tego spółce nie pomagały zawirowania walutowe. W rezultacie marża sięgnęła minimum, a obecnie się znormalizowała. Wydaje się, że wszystko, co negatywne, już się wydarzyło. To jest dobry znak dla kursu – uważa Michał Kozak.

Debiut giełdowy Onde zbiegł się w czasie z ogromnym zainteresowaniem branżą, co dodatkowo utrudniło zarabianie.

– W tamtym okresie wiele innych firm także chciało robić deweloperkę projektów OZE i w efekcie w Polsce mieliśmy rekordową w skali Europy liczbę ogłaszanych projektów. Nic dziwnego zatem, że odsetek odmów podłączenia do sieci w poprzednich kilku kwartałach potrafił wynieść wśród operatorów nawet ponad 70 proc. Potem mieliśmy emisje w energetyce, m.in. na modernizację sieci, co jest niezbędne, aby farmy OZE częściej otrzymywały pozwolenia na przyłączenie. To wszystko się działo, kiedy trudno było ustalić przyszły mix energetyczny Polski. Kształt polityki energetycznej w Polsce nadal się jednak formuje, choć widać postępy m.in. w planach dotyczących elektrowni jądrowych czy projektach wiatrowych off-shore, jednak one też wymagają dużych przyłączeń – mówi Michał Kozak.

Debiut zaostrzył apetyt:
Debiut zaostrzył apetyt:
Przed debiutem giełdowym Onde, kierowane przez Pawła Średniawę (na fot.w środku) pokazywało świetne wyniki. Po wejściu na giełdę zmaterializowało się jednak sporo rodzajów ryzyka.

Niepewny kształt ustawy

Choć rządowy projekt ustawy wpłynął do Sejmu w lipcu, to trafił pod obrady dopiero teraz. Do tego jest jednym z sześciu rozpatrywanych – złożono także dwa senackie projekty oraz trzy poselskie. W grudniu rząd przygotował także autopoprawkę, przewidującą przekazywanie 10 proc. energii dla społeczności lokalnej - będzie ona mogła stać się prosumentem wirtualnym, zamawiając na 15 lat do 2 kW mocy w cenie proporcjonalnej do maksymalnego jednostkowego kosztu budowy.

Rządowy projekt nie znosi zasady 10H jako generalnej normy, ale pozwala w niektórych przypadkach zmniejszyć odległość wiatraków od zabudowań do 500 metrów, gdy rada gminy uchwali plan miejscowy, który taką odległość określa. Los ustawy pozostaje niepewny, podobnie jak ustawy o Sądzie Najwyższym, która przeszła w pierwszym czytaniu bez głosów części koalicji rządzącej, a kolejne zmiany są możliwe.

– My jako PiS prawdopodobnie będziemy chcieli w jakimś zakresie zmodyfikować te zapisy, które pojawiły się w pierwotnym brzmieniu przepisów dotyczących ustawy wiatrakowej – mówi rzecznik PiS Rafał Bochenek.

Przychody nie przyjdą szybko

Jeżeli ustawa zostanie uchwalona, to przygotowanie nowych projektów wiatrowych w oparciu o nowe przepisy może zająć cztery do sześciu lat. To żmudny proces administracyjny wymagający wielu pozwoleń, dogadania się z właścicielami gruntów, władzami gminy, a czasami gmin sąsiednich. Do tego sam proces budowy trwa od dziewięciu do 24 miesięcy.

– To nie jest tak, że w tym roku lub przyszłym Onde dzięki tej ustawie będzie miało jakieś większe przychody. Te projekty wymagają czasu. Ja modelowo zakładam, że najwcześniej w 2026 r. spółka oprze wyniki na tej ustawie. Jeszcze w tym roku i częściowo w 2024 r. będziemy mieli realizację wyników wykonawstwa w wietrze, ale w 2025 r. powinniśmy już widzieć lukę inwestycyjną – spółka dokończy projekty, a nie zdążą wejść nowe – mówi Michał Kozak.

Nie mogąc doczekać się uchwalenia ustawy Onde zaczęło szukać nowych możliwości – spółka zajęła się farmami fotowoltaicznymi, budową dróg, weszła na rynek litewski, zapowiadała także wejście na Łotwę, do Niemiec czy Rumunii.

– Gdyby tej ustawy nie było, to prawdopodobnie od 2025/2026 r. spółka przestałaby generować wyniki z segmentu wykonawczego w wietrze i zostałyby jedynie projekty PV. Znaczną część wyceny stanowi posiadany pipeline projektów OZE, który częściowo może zostać sprzedany do inwestora zewnętrznego w celu pozyskania środków na budowę i deweloperkę farm na własny rachunek. Onde zbierało pieniądze w IPO aby być nie tylko wykonawcą farm wiatrowych, ale także deweloperem. Z perspektywy czasu trudno jednak pozytywnie ocenić rozwój posiadanych projektów OZE – mówi Michał Kozak.

Na koniec III kwartału backlog Onde wynosił 701 mln zł, co zapewniało umowy do realizacji do 2024 r. Od tego czasu pojawiło się kilka nowych umów – wartości 80 mln zł przy budowie farm PV, na 44 mln zł na farmy wiatrowe w woj. lubelskim oraz na 130 mln zł na farmy wiatrowe w woj. łódzkim. W ostatnich latach konkurencja sprawiła jednak, że rentowność na kontraktach spadła.

– Po tym, jak spółka pokazała, jakie może generować wyniki na wykonawstwie, to dużo spółek ogłosiło chęć wejścia i na ten rynek, i w dewelopment. Zagranica trzyma rękę na pulsie i zapewne po przegłosowaniu ustawy zwiększy swoją rolę. Dlatego wyniki za kilka lat nie będą rekordowe, bo marże nie będą wysokie. Bez zmiany ustawy wykonawstwo wiatrowe w Polsce skończyłoby się i trzeba by szukać kontraktów za granicą. W wykonawstwie spółka pokazała, że ma renomę – mówi Michał Kozak.

Czynnik polityczny pozostaje sporym ryzykiem dla spółki.

– Mieliśmy czas rekordowych cen energii. Weszło rozporządzenie, które ogranicza ceny energii w OZE do około 300 zł/MWh. Pojawiły się zmiany na rynku bilansującym, które doprowadziły do spadku cen energii. Ingerencja polityków i korekta cen energii mogą zwiększyć awersję do ryzyka wśród inwestorów w tym obszarze – mówi Michał Kozak.

Specjalista wycenił akcje Onde w grudniu 2022 r. na 11,6 zł. Kurs jest już wyżej.

– Nowa ustawa to nie jest czynnik, który powoduje, że konsens istotnie podniesie wycenę. Zakładaliśmy wcześniej, że ten projekt w jakiejś formie wejdzie w życie. Teraz mamy zachłyśnięcie się ustawą, ale na ile ona będzie pozytywna i jakie zmiany jeszcze w niej zajdą, to dopiero zobaczymy – podsumowuje Michał Kozak.

Okiem prezesa
Będziemy mieli co robić
Paweł Średniawa
prezes Onde
Będziemy mieli co robić

Choć ostateczne decyzje będą należały do samorządów, to najważniejsze jest to, że projekt ustawy daje w ogóle możliwość rozwoju tego typu inwestycji. A Polska potrzebuje źródeł wiatrowych, których budowa jest obecnie praktycznie wstrzymana. Możliwości stawiania wiatraków jest coraz mniej ze względu na brak nowych projektów. Jeśli nowela wejdzie w życie, proces developmentu potrwa minimum kilkanaście miesięcy, o ile z szuflady zostaną wyjęte i odświeżone te projekty, które były przygotowywane przed wejściem w życie obecnej ustawy. Zanim to nastąpi, tbędziemy realizować projekty budowy fotowoltaiki, a także chcemy realizować usługi w innych krajach UE – w Niemczech planujemy akwizycję, kończymy realizację pierwszego projektu na Litwie i rozmawiamy o kolejnych. Przymierzamy się też do wejścia do innych krajów. Jeśli chodzi o obszar developmentu, to w portfelu mamy praktycznie tylko projekty fotowoltaiczne ze względu na uregulowania prawne oraz fakt, że trwają krócej. Nad szerszym developmentem farm wiatrowych będziemy się zastanawiać, kiedy obecny projekt ustawy stanie się obowiązującym prawem. Biorąc pod uwagę ponad 800-milionowy portfel zleceń, który już mamy na 2023 r. i rozmowy o kolejnych zleceniach zarówno wiatrowych, jak i fotowoltaicznych oraz uzupełniając to pracami w innych krajach UE, myślę, że będziemy w stanie zasypać lukę do czasu pojawienia się nowych projektów w Polsce i spokojnie możemy myśleć o przyszłości.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane