Polonijny biznesmen chce ponad 300 mln zł odszkodowania, Pekao 80 mln zł za niespłacone kredyty
Pekao odrzuca roszczenia Ryszarda Opary. Inwestor twierdzi, że bank wprowadził go w błąd przy zakupie akcji Elektrimu.
Z Antypodów wrócił właśnie Ryszard Opara, osiem lat temu jeden z największych akcjonariuszy Elektrimu. I okazuje się, że może być to najgłośniejszy powrót z emigracji ostatnich lat. Polonijny biznesmen złożył już w sądzie pozew przeciwko Pekao i CDM Pekao o ponad 306 mln zł odszkodowania, a w prokuraturze: zawiadomienie o oszustwie jakiego mieli dokonać wysocy pracownicy tych instytucji. W obu przypadkach chodzi o rzekomą manipulację, do jakiej miało dojść przy obsłudze transakcji zakupu na rzecz Opary prawie 10 proc. akcji Elektrimu na przełomie 2001 i 2002 r. Przedstawiciele Pekao odrzucają wszystkie roszczenia i oskarżenia jako bezpodstawne.
Pierwszy raz z Australii Ryszard Opara wrócił w 1993 r., po trzynastu latach emigracji. Wtedy pierwsze kroki skierował nie do sądu i prokuratury, ale do… Pekao. To w tym banku ulokował kilka milionów dolarów, które przywiózł z drugiej półkuli, gdzie poza wykonywaniem wyuczonej profesji lekarza, inwestował w prywatne szpitale i placówki medyczne. Pieniądze wykorzystał do założenia spółki Degor Grupa Kapitałowa (DGK). Jak większość firm w tamtym okresie DGK zajmowała się mydłem i powidłem: szyła spodnie jeansowe, prowadziła piekarnię i stację paliw, handlowała materiałami budowlanymi. Z różnymi efektami.
Przełom nastąpił w 1998 r., kiedy DGK wygrała przetarg na majątek upadłych Warszawskich Zakładów Telewizyjnych Elemis. Za zabudowaną działkę na warszawskim Targówku o powierzchni ponad 18 ha zapłaciła 35 mln zł. Dwa lata później ten sam teren, funkcjonujący już jako największe w Warszawie centrum dystrybucyjno-magazynowe, Opara sprzedał zagranicznemu funduszowi inwestującemu w nieruchomości. Za 120 mln zł!
Odmienne wersje
Część tych pieniędzy biznesmen wydał na zakup nieruchomości, część na przejęcie kontrolnego pakietu giełdowego Energomontażu Północ, resztę ulokował w bankach. Do Pekao trafiło 25 mln zł. Nic dziwnego, że Opara stał się jednym z cenniejszych klientów VIP.
— Wielokrotnie spotykałem się, także towarzysko, z ówczesną prezes banku Marią Pasło Wiśniewską, członkiem zarządu Cezarym Smorszczewskim czy szefostwem działu private banking — wspomina polonijny biznesmen.
To m.in. oni mieli namówić go do przelania pieniędzy z lokat na rachunek brokerski. Pierwsza inwestycja: zakup kilkuprocentowego pakietu Orbisu już po kilku miesiącach dał prawie 3 mln USD zrealizowanego zysku. Nic dziwnego, że Opara zaczął rozglądać się za kolejnym celem inwestycyjnym.
— W drugiej połowie 2001 r. różni pracownicy Pekao zaczęli namawiać mnie do zakupu akcji Elektrimu. Walory holdingu kosztowały wtedy poniżej 20 zł, gdy jeszcze rok wcześniej było to 70 zł. Najbardziej aktywny był Cezary Smorszczewski, który twierdził, że to kwestia czasu, że kurs zacznie rosnąć i szybko zarobię 10-20 zł na akcji — wspomina Ryszard Opara.
— Nie są mi znane okoliczności, o których mówi pan Opara. Nigdy nie zajmowałem się klientami private banking ani ich sprawami — odpiera zarzuty Cezary Smorszczewski, dziś wiceprezes Alior Banku.
— Wszystkie decyzje w bankowości prywatnej klienci podejmują sami — dodaje Arkadiusz Mierzwa, rzecznik Pekao.
Pakiet Elka na telefon
Opara podtrzymuje swoją wersję.
— W okresie świąteczno-noworocznym byłem z rodziną na nartach w Krynicy. 29 i 30 grudnia rozdzwoniły się telefony z Pekao z informacją, że można kupić pakiet 8 mln akcji (prawie 10 proc.) Elektrimu. Odpowiedziałem, że nie mam potrzebnych prawie 80 mln zł i że wrócimy do sprawy jak wrócę do Warszawy. Usłyszałem jednak, że to musi być zrobione przed końcem roku, bo później okazja przepadnie oraz że bank chętnie udzieli mi kredytu — mówi.
Dodaje, że w rozmowach pojawiały się też sugestie o możliwości wypowiedzenia już posiadanych przez niego kredytów i dlatego w końcu przystał na propozycję. Transakcja została zrealizowana 31 grudnia i pokryta w większości (około 50 mln zł) z kredytu. Przy tym według Opary aneks do umowy kredytu zwiększający jego limit do tych 50 mln zł miał być podpisany 4 stycznia 2002 r. i antydatowany.
— Później dowiedziałem się, że Pekao było jednym z największych kredytodawców grupy Elektrimu i dlatego zależało mu na pilnym znalezieniu kupca na akcje, które jeszcze przed końcem roku chciały sprzedać zagraniczne fundusze. Bank wiedział też o tym, że Elektrim znajduje się na krawędzi bankructwa i jako instytucja zaufania publicznego w nieuczciwy sposób zataił to przede mną — twierdzi Ryszard Opara.
— Jesteśmy przekonani, że racja i uczciwość w tym sporze są po naszej stronie, a roszczenia pana Opary są bezpodstawne. Niestety ze względu na tajemnicę bankową nie możemy odnosić się do szczegółów — odpowiada Arkadiusz Mierzwa, rzecznik Pekao.
Znaki zapytania
Jego zdaniem w tamtym okresie Ryszard Opara mógł wiedzieć o kondycji Elektrimu co najmniej tyle samo, a może nawet więcej niż bank. I rzeczywiście co najmniej od połowy grudnia 2001 r. było jasne, że giełdowy holding stoi na krawędzi bankructwa. W komunikatach z 11 i 14 grudnia spółka informowała, że nie ma pieniędzy, umożliwiających jej spłatę obligacji wartych ponad 487 mln EUR, których termin wykupu mijał 17 grudnia. W następstwie wszystkie banki wypowiedziały Elektrimowi kredyty, co też było informacją publiczną. Wreszcie 27 grudnia 2001 r. holding poinformował o złożeniu w sądzie wniosku o otwarcie postępowania układowego i wstrzymanie egzekucji.
— Od 9 grudnia byłem poza Warszawą: najpierw w Szwajcarii, a potem w Krynicy. I nie miałem dostępu do tych informacji i komunikatów bieżących — zapewnia Opara.
Jego wersję stawia pod znakiem zapytania to, że jeszcze w połowie stycznia 2002 r., kiedy już nie można było mieć jakichkolwiek wątpliwości co do kondycji Elektrimu, zapowiadał że zamierza zwiększyć swój pakiet do około 15 proc. Później tego nie zrobił, a kurs "cesarza spekulacji" spadł na tyle, że jego akcje były warte nawet poniżej 15 mln zł. By bronić swych pieniędzy w kwietniu 2002 r. wszedł do rady nadzorczej, a we wrześniu 2002 r. został wiceprezesem Elektrimu.
Kredyt w Pekao zrefinansował BRE Bank, z którego szefem, Wojciechem Kostrzewą Opara był wówczas w dobrej komitywie. Do refinansowania doszło przy kursie około 4,5 zł, w efekcie czego na rachunku kredytowym w Pekao zostało 20 mln zł długu. Łącznie z dwoma innymi pożyczkami Opara winny był temu bankowi około 35 mln zł.
W pogoni do Australii
Pod koniec 2002 r. Pekao wszczęło przeciwko niemu egzekucję. Zajęło jedynie dwa domy biznesmena, ale do dziś komornikowi nie udało się ich sprzedać. W 2003 r. Ryszard Opara wyjechał do Australii, a bank ruszył za nim. Chciał zająć tamtejszy majątek biznesmena: centrum handlowe, nieruchomości, udziały w kilku spółkach. Jest co zaspokajać, bo z odsetkami dług urósł do dziś do 80 mln zł.
31 marca 2010 r. sąd najwyższy stanu Queensland odmówił jednak uznania roszczeń, opartych na bankowym tytule egzekucyjnym, wystawionym przez Pekao. Zdecydowały różnice w procedurze prawnej między dwoma krajami. Zdaniem inwestora ten werdykt sądu jest ostateczny. Prawnicy banku twierdzą, że istnieją jeszcze inne możliwości dochodzenia w Australii roszczeń wobec biznesmena.
Właśnie wyrok australijskiego sądu skłonił Ryszarda Oparę do powrotu do Polski. Odszkodowanie, którego domaga się od Pekao to kwota, jaką zapłacił za akcje Elektrimu plus utrata zysków i możliwości zarobkowania (206,4 mln zł) oraz zadośćuczynienie za szkody niematerialne (100 mln zł). Po złożeniu pozwu i doniesienia do prokuratury polonijny biznesmen zamierza też złożyć w sądzie wniosek o umorzenie egzekucji, jaką prowadzi przeciwko niemu bank. Pekao twierdzi, że nie ma na to szans i że nadal będzie próbowało odzyskać 80 mln zł, które Ryszard Opara jest mu winny.
