Operator Miller puszcza w ruch karuzelę kadr

Agnieszka Berger, Beata Tomaszkiewicz, Mariusz Zielke, Katarzyna Jaźwińska
opublikowano: 2003-03-04 00:00

Jeśli PSE mają zmienić szefa, to koniecznie na fachowca

Stanisław Dobrzański, prezes Polskich Sieci Elektroenergetycznych i polityk PSL, może być jednym z tych szefów spółek Skarbu Państwa, którzy na własnej skórze odczują rozpad koalicji.

Kiedy w grudniu 2001 r. z ust byłego ministra skarbu Wiesława Kaczmarka padło słynne: „niech Staszek spróbuje sił w biznesie”, nikt nie miał wątpliwości, że nominacja Stanisława Dobrzańskiego na stanowisko szefa Polskich Sieci Elektroenergetycznych (PSE) ma charakter czysto polityczny. W ramach konsumowania umowy koalicyjnej polityk PSL, z wykształcenia magister historii, dostał we władanie jedną z największych spółek w Polsce — operatora energetycznego systemu przesyłowego i niemal monopolistę na hurtowym rynku prądu.

W „biznesie” poradził sobie chyba nie gorzej niż poprzednicy, rozpoczynając m.in. przygotowania do restrukturyzacji PSE, mającej prowadzić do wycofania się spółki z pośrednictwa w handlu energią. Ogólne zarysy projektu zostały ogłoszone, do dziś jednak nie są znane szczegóły projektu przygotowywanego przez ABN Amro.

Upubliczniony został natomiast, choć tylko w „drugim obiegu”, inny projekt opracowany przez Citigroup — również na zlecenie zarządu PSE. Dokument dotyczy rozwiązania problemu kontraktów długoterminowych w energetyce, których istnienie czyni z PSE przymusowego pośrednika na rynku prądu. Przekuciem tej koncepcji w ustawę miał się zająć rząd.

Nie ma wątpliwości, że zarówno restrukturzyacja firmy jak i likwidacja kontraktów mogą się opóźnić, jeśli dojdzie do wymiany zarządu spółki przesyłowej. Jej ewentualny nowy szef z pewnością będzie chciał się zapoznać ze szczegółami projektów, które przyjdzie mu wdrażać. Pół biedy, jeśli okaże się fachowcem, który nie będzie tracił czasu na zapoznanie się ze specyfiką branży. Jeżeli jednak dojdzie do nominacji nie merytorycznej, problem restrukturyzacji PSE i likwidacji kontraktów powróci zapewne jak bumerang po kolejnych, być może wcześniejszych, wyborach.

Prezes BOŚ śpi spokojnie, szef funduszu ochrony środowiska czeka na dymisję

Rozpad koalicji rządzącej będzie miał pewnie większy wpływ na roszady w spółkach i instytucjach, będących akcjonariuszami banków, niż w samych bankach. Walizki pakuje już szef NFOŚiGW, a prezes Banku Ochrony Środowiska, spółki, której współwłaścicielem jest fundusz, nigdzie się nie wybiera.

Po dymisji Stanisława Żelichowskiego, ministra środowiska, teraz powinna przyjść kolej na szefa Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej (NFOŚiGW), czyli Jerzego Pietrewicza. Sprawa jest o tyle istotna, że fundusz ma 44,3-proc. udział w Banku Ochrony Środowiska. Na politykę tej instytucji Polskie Stronnictwo Ludowe miało ostatnio spory wpływ.

— Tak, oczekuję dymisji. Zmiana władz w resorcie ochrony środowiska powoduje prawie automatyczną zmianę władz NFOŚiGW — przyznaje Jerzy Pietrewicz.

Ta dymisja wcale nie musi jednak oznaczać roszad w Banku Ochrony Środowiska. W 2001 r. na stanowisko prezesa tej spółki powrócił Józef Kozioł, były polityk ZSL, obecnie popierany przez PSL.

— Nie obawiam się o swoje stanowisko, bo nie jestem prezesem z klucza politycznego. Mógłbym się martwić o posadę, gdyby wyniki BOŚ były słabe, tymczasem bank rozwija się coraz lepiej — twierdzi Józef Kozioł.

Nie bez znaczenia jest też to, że aby doprowadzić do jego dymisji, nie wystarczą naciski resortu na NFOŚiGW. Konieczna jest też zgoda SEB, skandynawskiego inwestora banku, który ma 47 proc. jego udziałów.

— Zmiany w bankach dokonują się znacznie wolniej niż w ministerstwach i zależnych od nich funduszach. Tu potrzeba bowiem zwołania walnego zgromadzenia i zazwyczaj także zgody większego grona udziałowców — zauważa Marcin Materna, analityk Millennium DM.

Zmian związanych z rozpadem koalicji rządzącej nie należy się także spodziewać w Banku Gospodarki Żywnościowej, postrzeganym jako bank ludowców, w którym większościowym udziałowcem jest resort skarbu. W połowie ubiegłego roku prezesem BGŻ został bowiem Jacek Bartkiewicz, który nie jest powiązany z PSL. Zmieniony został także zarząd spółki, a odeszły z niego m.in. osoby mające poparcie PSL, czyli np. wiceprezes Władysław Kulczycki.

— Myślę, że niezależnie od roszad w rządzie strategia BOŚ i BGŻ nie ulegnie zmianie. W przypadku BGŻ wyjście PSL z koalicji może natomiast zaowocować przyspieszeniem procesu prywatyzacji —uważa Marcin Materna.

Zmiany polityczne nie będą raczej miały wpływu na pozostałe dwa państwowe banki: PKO BP i Bank Gospodarstwa Krajowego. W tym drugim kojarzonego z PSL prezesa Ryszarda Pazurę zastąpił w 2002 roku Witold Koziński, popierany prawdopodobnie i przez SLD, i PSL.

Wymiana prezesa ARiMR to ryzykowna decyzja

Jeżeli roszady w rządzie przełożą się także na wymianę szefów Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa, może ona mieć duże kłopoty z wprowadzeniem na czas IACS.

Rozpad koalicji rządowej może pociągnąć za sobą także zwolnienie z funkcji Aleksandra Bentkowskiego, prezesa Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa (ARiMR). Sprawa miała rozstrzygnąć się wczoraj późnym wieczorem. Jeżeli prezes straci posadę, w ślad za nim może pójść kilkunastu (jeśli nie kilkudziesięciu) innych urzędników agencji związanych z PSL.

Wymiana kadry w takiej sytuacji, w jakiej obecnie znajduje się ARiMR, może być jednak poważnym problemem rządu. Powód jest jeden: i tak już znaczne opóźnienie we wdrożeniu systemu zarządzania i kontroli IACS, który ma odpowiadać za bezpośrednie dopłaty dla rolników. System powinien zacząć działać w maju 2004 r., a poszczególne jego części są na różnym etapie wdrożenia. Zarówno agencja, jak i główny wykonawca części informatycznej — HP, zapewniają, że poradzą sobie z terminami.

Obserwatorzy projektu są jednak bardzo wstrzemięźliwi w ocenach tych deklaracji. Jeżeli teraz na głównych stanowiskach nastąpią roszady, szanse na zbudowanie IACS w terminie spadną.

Budowa system IACS jest jednym z największych i najbardziej skomplikowanych projektów, wdrażanych w Polsce. Jego koszt szacuje się na 4 mld zł (wydatki do 2005 r.). Na projekt składa się wdrożenie kilku równie ważnych i kosztownych rozwiązań (systemy identyfikacji zwierząt i działek rolnych).

Testy IACS mają rozpocząć się od końca tego roku. Czasu nie zostało już wiele, a na pewno nie tyle, żeby ewentualnemu nowemu prezesowi i ewentualnej nowej ekipie pozwolić uczyć się IACS od początku.

Wiceminister chce wrócić do banku

Maciej Leśny, podsekretarz stanu w resorcie gospodarki, jest przygotowany do dymisji. Marzy mu się nieco spokojniejsza praca, którą — jak sądzi —mógłby znaleźć w sektorze bankowym.

„PB”: Pogodził się już Pan z myślą o dymisji?

Maciej Leśny: Do rządu wszedłem jako polityk z ramienia Polskiego Stronnictwa Ludowego. Wszystko więc wskazuje na to, że przestanę pełnić funkcję podsekretarza stanu w Ministerstwie Gospodarki, Pracy i Polityki Społecznej. Pewność jednak będę miał dopiero wówczas, gdy otrzymam dymisję z rąk premiera. Tak czy inaczej, jestem już przygotowany na odejście.

„PB”: Czy ma Pan już plany na przyszłość?

— Chciałbym wrócić do pracy w sektorze bankowym — tam czułem się najlepiej.

„PB”: Czemu akurat zamierza Pan wrócić do bankowości?

— Tam pracuje się spokojniej, mniej nerwowo. Wiele lat spędziłem pracując w sektorze finansowym. Praca ta dawała mi dużo satysfakcji.