Opieszałość władz szkodzi firmie

Rafał Kerger
opublikowano: 2005-03-17 00:00

Reforma ustroju stolicy oraz walka z korupcją spowodowały, że trudno doczekać się decyzji urzędników.

Spółka logistyczna No Limit Transport w tym roku obchodzi 15-lecie istnienia. Stworzyli ją dwaj przyjaciele z czasów studenckich Andrzej Strzeżek i Marcin Blauth. Przedsiębiorstwo ma swoją siedzibę na warszawskim Targówku, przy ulicy Księżnej Anny. Po przejęciu hali po tartaku dysponuje 6 tys. mkw. powierzchni magazynowej, ma 11 ciągników, kilkanaście naczep.

— Zaczynaliśmy od współpracy z firmami, które importowały kserokopiarki i drukarki z Wiednia. Dysponowały one ograniczonym kapitałem, w związku z czym za towar musiały płacić gotówką. Kupowały „po kawałku”. Zamiast raz, jeździliśmy do Wiednia trzy, cztery razy w tygodniu. Samochód prowadziliśmy ja i Marcin na zmianę — wspomina Andrzej Strzeżek.

Firma zaczęła się rozwijać dopiero wtedy, kiedy zatrudnili kierowcę.

— Naszym przełomowym klientem był producent sprzętu i odzieży sportowej Reebok. Do dziś jest zresztą naszym najważniejszym kontrahentem. Przez lata udało nam się wiele nauczyć. Myślę również, że udało nam się zestawić bardzo dobrą drużynę, zarówno w magazynie, jak i w spedycji. To procentuje — kontynuuje biznesmen.

Firma rozwija się dynamicznie i powoli zaczyna brakować jej miejsca. Jeszcze w tym roku chciałaby o 3 tys. mkw. rozbudować magazyny. I tu pojawia się problem.

Inwestycja zatrzymana

— Chcemy nabyć część sąsiedniej, należącej do gminy działki. Nie wiadomo jednak, czy ze względu na ograniczenia administracyjne uda nam się to zrobić — niepokoi się Andrzej Strzeżek.

Działka samodzielnie nie stanowi szczególnej wartości. Dla No Limit ma jednak oczywisty walor. Dodatkowy teren stwarza zdecydowanie lepsze warunki do rozbudowy bazy.

— Sprawa ciągnie się już kilka lat. Najpierw Urząd Gminy Targówek chciał nam ten teren wydzierżawić lub sprzedać. Nie zdążyliśmy tego załatwić. Po zmianie władz i reformie ustroju stolicy okazało się, że już to takie proste nie jest. Trzeba rozpisać przetarg. Powiedziałem: rozpiszcie. Niestety, urzędnicy są przestraszeni, trudno doczekać się decyzji. Ustalenia nie zapadają już na Targówku, w dzielnicach Warszawy pozostały jedynie delegatury magistratu — mówi Andrzej Strzeżek.

— Dziwne, że magistrat nie może znaleźć szybszej drogi do rozwiązania tej sprawy. Ta działka i tak nikomu innemu się nie przyda, a nam naprawdę na niej zależy — dodaje Marcin Blauth, drugi z właścicieli No Limit.

Kontakt z UM utrudniony

Urząd stolicy, zapytany przez redakcję o sprawę gruntu, odpowiadał od 25 lutego. Najpierw, że oddzwonią. Potem, że nie ma osoby, która się tym zajmuje. Później, że najprawdopodobniej stoi na przeszkodzie stan prawny gruntu. Jeszcze później, że magistrat miał problemy z pocztą elektroniczną i mail z pytaniami mógł nie dotrzeć do właściwej osoby. Aż wreszcie udało nam się ustalić, że odpowiedź została opracowana w delegaturze na Targówku dwa tygodnie temu, ale utknęła na jednym z dyrektorskich biurek. W końcu przyszła w poniedziałek.

Zdaniem magistratu, sprawa działki dla No Limit nie jest prosta. Jej część (669 mkw.), którą chce kupić firma, trzeba z całości wydzielić, a urząd ma problemy ze znalezieniem formy prawnej dla podziału tego terenu. Rozważane są dwie koncepcje, ale nam ich nie ujawniono.

— Tak czy owak, nim prezydent Kaczyński wyda umożliwiające transakcję zarządzenie, będzie grudzień — powiedział nam chcący zachować anonimowość pracownik magistratu. Wybrana koncepcja musi bowiem przejść przez dziesiątki urzędniczych biurek.