Strumienie rozgrzanej do ponad stu stopni i czarnej cieczy, no i gorąco… To nie opis piekła, lecz bardzo nowoczesnego zakładu przemysłowego. A gdzie ten zakład? W Polsce, w Olsztynie.
Upłynęło ponad stulecie od czasu, gdy w 1889 r. dwaj bracia, André i Edouard Michelin, zmienili bieg historii. Nikt wtedy nie przypuszczał, że stworzenie dobrej opony może być wynalazkiem na miarę koła. Historia, którą zaczęli pisać, to opowieść o postępie technicznym napędzanym przez stałe wprowadzanie innowacji.
Od opon radialnych po umożliwiający jazdę na kole całkowicie pozbawionym powietrza PAX System. Od pierwszej stalowej felgi po pierwszy w historii profesjonalny przewodnik turystyczny — wszystkie te wynalazki narodziły się w głowach pomysłowych braci.
Dziś grupa Michelin produkuje opony do samochodów osobowych i dostawczych, ciężarowych, samolotów, motocykli, maszyn przemysłowych i rolniczych. Ciągle wydaje także przewodniki turystyczne i gastronomiczne, mapy i atlasy samochodowe, ostatnio również w postaci cyfrowych systemów nawigacji drogowej. Firma świadczy też internetowe usługi turystyczne.
Nowy rozdział starej powieści
Koncern Michelin ma 68 zakładów produkcyjnych w 19 krajach. Jego centra technologii zlokalizowane są w Europie, Azji i Ameryce Północnej. Do firmy należą też dwie plantacje drzew kauczukowych w Brazylii. Michelin prowadzi interesy w 170 krajach, zatrudniając ponad 115 tys. osób. W Polsce obecny jest od 1994 r. Wtedy to w Warszawie powstała pierwsza filia Grupy Michelin w Europie Środkowej i Wschodniej. Dziś Michelin Polska ma ponad 4,5 tys. pracowników. W skład polskiej filii wchodzą fabryka w Olsztynie oraz ulokowana w tym samym mieście siedziba spółki, a także dyrekcja handlowa w Warszawie. W sumie tworzą one jedną z największych struktur grupy Michelin w Europie.
Otwarta 28 października 1967 r. olsztyńska fabryka opon po włączeniu w 1995 r. do grupy Michelin rozwinęła się szybko. Było to możliwe dzięki inwestycjom, których wartość wyniosła 151 mln USD. Ale na tym nie koniec.
— Olsztyn to największy zakład produkcyjny firmy w Europie i oczywiście największa fabryka opon w Polsce — mówi Arkadiusz Przydatek, rzecznik prasowy firmy.
Michelin przekazał olsztyńskiej fabryce całą wiedzę technologiczną i przemysłową. Od 1998 r. stosuje się tu standardy jakościowe Michelina uznawane za wzorcowe w światowym przemyśle produkującym ogumienie. W styczniu 2005 r. fabryka w Olsztynie i agencja handlowa Michelin Polska w Warszawie połączyły się w jedną firmę — Michelin Polska.
Od początku 2007 r. Michelin zainwestował w rozbudowę zakładu ponad 250 mln EUR. Od miasta koncern dostał ponad 80 ha gruntów przylegających do fabryki. Powstały na nich: centrum logistyczne, nowy zakład opon do aut osobowych i dostawczych oraz zakład półfabrykatów. Są też magazyny centrum logistycznego, na razie o powierzchni 50 tys. mkw., ale do końca roku będą rozbudowane o kolejne 20 tys. mkw. W tej chwili znajduje się w nich około miliona opon.
— Wysyłamy średnio 35 tys. opon na dobę, większość z nich trafia do krajów UE — mówi Michał Marko, nadzorujący pracę magazynu.
Olsztyńska fabryka produkuje opony wszystkich marek grupy: Michelin, Kleber i BFGoodrich, Riken Taurus, Kormoran.
— Kauczuk, poza odczynnikami chemicznymi, to właściwie jedyny składnik, którego nie produkujemy na miejscu. Przypływa do nas w wielkich kontenerach z różnych stron świata. Oczywiście gdybyśmy w Polsce mieli najmniejszą możliwość produkcji kauczuku, na pewno byśmy się jej podjęli — śmieje się Arkadiusz Przydatek.
Trochę ponuro
Czarna, lejąca się guma, której temperatura sięga nawet 150 stopni Celsjusza, sprawia, że ludzie Michelina w pracy nastrojeni są raczej pesymistycznie — tak przynajmniej zwykli żartować. A jak umilają sobie czas? Podobno kierowcy wózków widłowych w gigantycznym magazynie urządzają sobie wyścigi. Niebezpieczne? Raczej nie, bo wszędzie wokół guma, a niebezpieczne chemikalia pozamykane są w pomieszczeniach strzeżonych przez kraty, szyfry, trzech nadzorców…
— Po magazynie można poruszać się tylko ściśle wytyczonymi ścieżkami dla pieszych. Jest to związane ze znacznymi prędkościami, z jakimi poruszają się wózki i koniecznością zapewnienia bezpieczeństwa — mówi Michał Marko, gdy za naszymi plecami z piskiem małych opon hamuje jeden z nich.
— Na wózek można zabrać 2 lub 3 palety, zależnie od rodzaju opon, które trzeba przewieźć do czekających już ciężarówek. Im więcej opon zmieści się w jednej ciężarówce, tym lepiej, dlatego kierowcy przyjmują różne sposoby ładowania —dodaje Marko, wskazując na ciężarówkę wypełnianą według zasad maksymalnego wykorzystania przestrzeni.
Kampania na ponad wiek
Michelin, jak każdy potentat, regularnie sprawdza siłę marki na rynku. Badania te wskazują, iż co siódmy człowiek na świecie zna i bez problemu rozpoznaje najważniejszy symbol firmy. W 2000 r. „ludzik Michelin” został uznany przez „Financial Times” oraz „Report on Business” za najlepiej identyfikowalny z marką logotyp świata w XX w. A jak narodził się jeden z najsłynniejszych „ambasadorów” w historii marek? Stworzony na podobieństwo wysokiego stosu opon, miał być początkowo jedynie bohaterem plakatu reklamowego. Rysunek autorstwa O’Galopa po raz pierwszy objawił się na plakacie z 1898 r. Potężny, złożony ze stosu opon, mężczyzna w binoklach, wznosił łaciński toast „Nunc est bibendum!”, czyli „A więc wypijmy!”. W zamyśle twórcy kampanii reklamowej sprzed 110 lat miało to symbolizować „wypijanie” przeszkody przez oponę. I choć dziś zasady marketingu oraz kreowania i utrwalania marki są zupełnie inne, to właśnie ta pierwsza duża kampania reklamowa utrwaliła obraz „ludzika Michelin” tak skutecznie, że zrósł się on z marką na zawsze.