Opozycja całkiem zapomniała o TK

opublikowano: 04-11-2019, 22:00

W kompleksie budynków parlamentu przy ulicy Wiejskiej panuje przedziwna atmosfera okresu przejściowego.

Do świątecznego 11 listopada do północy trwa jeszcze kadencja 2015-19, dopiero we wtorek 12 listopada nowe składy Sejmu i Senatu zainaugurują kolejną 2019-23. Odchodzące izby nic już nie uchwalają, ale działają nie tylko ich organy, lecz również partyjne kluby i koła. W poniedziałek 4 listopada upłynął pewien ważny termin — do sekretariatu marszałka Sejmu powinny wpłynąć poselskie (warunkiem było co najmniej 50 podpisów) zgłoszenia kandydatów na trzech nowych sędziów Trybunału Konstytucyjnego (TK) na miejsca zwalniane 3 grudnia. Wytworzyła się dość ciekawa sytuacja prawna — zgłaszała jeszcze stara kadencja Sejmu, wybierze już nowa.

Duet Piotrowicz – Pawłowicz forsował tzw. dobrą zmianę w sądownictwie, a teraz będzie oceniał m.in. jej skutki.
Fot. Michał Dyjuk/FORUM

Kalendarz przypadkowo okazał się znowu politycznie przewrotny. Styk czteroletnich kadencji parlamentarnych nałożył się na styk dziewięcioletnich kadencji kilku sędziów TK. Podobna sytuacja w 2015 r. wywołała głęboki kryzys praworządności na szczytach państwa. Najpierw PO na finiszu kadencji 2011-15 wybrała całą piątkę sędziów, również dwóch awansem, na miejsca zwalniane w TK, żeby mieć komfort obsadzenia wakatów w stosunku 5:0. Po odmowie ich zaprzysiężenia przez prezydenta tzw. dobra zmiana przeprowadziła na początku kadencji 2015-19 błyskawiczny kontratak i odwróciła wynik na 5:0 dla wybrańców PiS. Tymczasem jedyny uczciwy wynik ówczesnej wojny powinien brzmieć 3:2 na rzecz sędziów wybranych jeszcze w starej kadencji. Ustawowa wymiana trójki następowała bowiem 7 listopada 2015 r. tymczasem Andrzej Duda zarządził inaugurację nowej kadencji Sejmu/Senatu dopiero na 12 listopada 2015 r., a tym samym dzień wymiany w TK zaliczył do starej.

Inaugurację parlamentu bez problemu mógł wyznaczyć już na 6 listopada, co radykalnie zmieniłoby sytuację, ale popełnił wielki kalendarzowy błąd. Do tej pory kładzie się on głębokim cieniem i na jego kadencji, i na losach trybunału, albowiem od dokonania przez PiS z mocą wsteczną wyboru trzech tzw. dublerów zaczęła się nieustająca marginalizacja obecnego TK. Już się nawet nikt nie przejmuje jego skandaliczną opieszałością, której skutkiem będzie nierozpatrzenie do 11 listopada kilku bardzo ważnych spraw i automatyczne umorzenie ich wraz z końcem kadencji Sejmu.

Terminowe zgłoszenie kandydatów na trzech nowych sędziów TK przez posłów PiS było oczywistością. Trudno także odczuwać zaskoczenie listą wielce zasłużonych dla tzw. dobrej zmiany. Prokuratora Stanisława Piotrowicza nie chcieli już w Sejmie nawet PiS-owscy wyborcy z Podkarpacia, zatem otrzyma posadę znacznie pewniejszą. Podobnie, jak oficjalnie gardząca unijną flagą zmęczona polityką Krystyna Pawłowicz. Z kolei Elżbieta Chojna-Duch, która bywała wiceministrem finansów w barwach PSL, pierwszy raz jeszcze u wicepremiera Grzegorza Kołodki, wielce się zasłużyła zeznaniami przed komisją śledczą ds. VAT. Kandydaci PiS oczywiście zostaną w nowym Sejmie wybrani. Z drugiej strony jednak szokuje, że o terminie 4 listopada kompletnie zapomniała KO i nie zgłosiła do TK nikogo. Kandydaci opozycji i tak by nie mieli szans, ale gdyby zostali znalezieni np. nieposzlakowani sędziowie z autorytetem, to przynajmniej zaistnieliby w obiegu publicznym jako alternatywa dla skrajnie upolitycznionego wskazania PiS. W każdym razie od 3 grudnia rządząca partia będzie miała w składzie TK przewagę już 13:2…

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane