Optymizm wraca, ale bądź czujny

Krzysztof Adam Kowalczyk
opublikowano: 2009-04-23 00:00

Możesz przedłużyć kroplówkę koledze na dwa-trzy miesiące, jeśli masz dobrą sytuację finansową i inni też to robią. Ale jeśli zostaniesz sam na polu bitwy, jesteś frajerem. Sympatycznym, ale frajerem – ostrzega prof. Krzysztof Obłój.

W gabinetach prezesów powiało optymizmem. Ale za wcześnie na marzenia, że bez oszczędności uda się dotrwać do lepszych czasów.

Nastroje w polskiej gospodarce poprawiają się. Jeszcze trzy miesiące temu menedżerowie sądzili, że czeka ich duże tąpnięcie.

— Obstawiali na ten rok 1-2 proc. wzrostu PKB, a bardziej wnikliwi — zero. Ale spadku nie ma, w wielu branżach czarny scenariusz się nie sprawdził i już wyczuwa się optymizm — mówi Krzysztof Obłój, profesor zarządzania i szef Warsaw-Illinois Executive MBA na Uniwersytecie Warszawskim.

Kto zrobił, co trzeba — zacisnął pasa, przejrzał kontrakty, ściągnął należności — poczuł się bezpiecznie.

— Doradzam jednak ostrożność. Za wcześnie na radość. W przedsiębiorstwie ryzykuje się los zbyt wielu osób, od pracowników po dostawców, by obstawiać w ciemno powrót koniunktury — mówi prof. Obłój.

W doradzaniu ostrożności utwierdza go kilka plajt, które ostatnio obserwował.

— Bankrutuje się bardzo szybko. Kto tego nie przeżył, myśli, że to długo trwa, że są sygnały. Tak, są. Zakłócenie cash flow, a potem tylko dwa-trzy tygodnie i koniec — ostrzega Krzysztof Obłój.

Nie daj się zaskoczyć...

Kto ma wsparcie otoczenia, może walczyć: klienci dadzą przedpłaty, dostawcy poczekają na zapłatę.

— W łańcuchach dostaw ludzie często pracują ze sobą latami i są gotowi nawzajem sobie pomagać. Do czasu. W którymś momencie kroplówkę odetną — twierdzi profesor.

I nie pomogą żadne znajomości. Nie mają już takiego znaczenia, jak w latach 90.

— Możesz komuś przedłużyć kroplówkę na dwa-trzy miesiące, jeśli masz doskonałą sytuację finansową i inni też to robią. Ale jeśli zostaniesz sam na polu bitwy, jesteś frajerem. Sympatycznym, ale frajerem — mówi Krzysztof Obłój.

Wiele firm dało się kryzysowi zaskoczyć.

— Tkwiły w błogostanie. To naturalne, bo menedżerowie są urodzonymi optymistami, a poza tym firmy żyją przeszłością — mówi prof. Obłój.

Gdy wszystko rośnie, budują plany oparte na danych z ostatnich lat. Do wielu z nich zresztą kryzys nie dociera od razu, np. do producentów maszyn, sprzętu ciężkiego, którzy realizują jeszcze stare zlecenia. Mają teraz dylemat: oszczędzać i zwalniać czy nie, bo a nuż kryzys wygaśnie, zanim katalog zamówień się wyczerpie. Profesor radzi, by nie zdawały się na intuicję.

— W firmie nic z tzw. zdrowego rozsądku nie wynika poza nieszczęściami — ostrzega Krzysztof Obłój.

I radzi sięgnąć do historii. Sprawdzić, jak wyglądała sytuacja branży w poprzednich kryzysach. To po pierwsze.

— Po drugie, podzielić firmę na dwie części: trzon i część, którą w razie czego można zamknąć. Po trzecie, warto mieć więcej pracowników czasowych. Po czwarte, trzeba poszukać innego typu zleceń, które wyrównają dołek — radzi prof. Obłój.

...działaj natychmiast...

Są też przedsiębiorstwa, które żyją w rytmie reszty gospodarki. Do dostawców towarów masowej konsumpcji kryzys dotarł z niewielkim opóźnieniem, niekiedy natychmiast — przemysł samochodowy ciął zamówienia z wyprzedzeniem i do zera.

— W takim przypadku lepiej przesadzić z reakcją niż jej niedoszacować. Dobrzy menedżerowie podejmują brutalne decyzje, zamykają część produkcji i zwalniają ludzi. Bo najważniejsze jest przetrwanie przedsiębiorstwa — nie owija w bawełnę Krzysztof Obłój.

Kto zaryzykuje czekanie na powrót popytu, najpewniej zbankrutuje.

— To jak pójście do kasyna. Do kasyna racjonalni ludzie nie chodzą, bo ono zawsze wygrywa. Recesja też wygrywa i czyści najmniej efektywne przedsiębiorstwa — ostrzega prof. Obłój.

Bywa, że menedżerowie zbyt późno decydują się na zmiany.

— Bo jak jesteś w środku, to mało widzisz. Ludzie w firmie mają do niej emocjonalny stosunek. Znacznie łatwiej jest ocenić ją z zewnątrz, np. z centrali korporacji. Tam widać liczby, a nie konkretnych ludzi do zwolnienia. Jak zaczniesz traktować rzecz emocjonalnie i walczyć o wszystkich, to pod wodę pójdą wszyscy — mówi Krzysztof Obłój.

...i nie bój się właściciela

W trudnych czasach do aktywnego zarządzania wracają właściciele, którzy wcześniej oddali stery menedżerom.

— Są w stanie mocniej zmotywować pracowników. I mają pieniądze na wsparcie firmy. Ich przekaz brzmi: pożar na pokładzie, ratujmy okręt — mówi prof. Obłój.

Przekaz wynajętego menedżera nie będzie tak wiarygodny. Załoga może zrozumieć: pożar, konieczna jest ewakuacja, zajmijcie miejsca w szalupach.

— Ale gdy kryzys się skończy, właściciele muszą odsunąć się w cień. Bo będą balastem dla swoich firm — kończy prof. Obłój. n

Prof. Krzysztof Obłój to jeden z najbardziej znanych ekspertów zajmujących się zarządzaniem. Jego specjalność to strategia organizacji. Kieruje programem Warsaw-Illinois Executive MBA na Uniwersytecie Warszawskim. Jest profesorem na Wydziale Zarządzania UW i w Akademii Leona Koźmińskiego. Autor wielu książek — od popularyzatorskiej "Mikroszkółki zarządzania", poprzez "Strategię organizacji: w poszukiwaniu trwałej przewagi konkurencyjnej" i "Zarządzanie strategiczne", po zbiór felietonów "O zarządzaniu refleksyjnie". Łączy teorię z praktyką: zasiadał w radach nadzorczych takich spółek, jak Agora-Gazeta, PZU, Orlen i Eurobank.

Już drugi miesiąc z kolei poprawia się koniunktura w przemyśle, budownictwie, handlu i usługach — szacuje GUS. Ale nadal więcej firm czuje pogorszenie (w przemyśle 25 proc.) niż poprawę (17 proc.). Optymiści (30 proc.) przeważają nad czarnowidzami (11 proc.) w usługach finansowych.

W pierwszych trzech miesiącach 2009 r. firma Coface naliczyła 126 upadłości ogłoszonych przez sądy. To o jedną czwartą więcej niż przed rokiem, ale mniej niż w 2006 r. W statystyce tej już pojawiają się firmy, które nie potrafiły poradzić sobie z drastycznym spadkiem zamówień.

102

Tyle było w I kwartale 2009 r. upadłości z likwidacją majątku...

24

... a tyle z możliwością ogłoszenia układu.

Rośnie liczba bankructw przedsiębiorstw transportowych: w I kwartale było ich 13, podczas gdy rok temu tylko jedno, a w ostatnim kwartale 2008 cztery. Pod presją jest także handel — zarówno hurtowy, jak i detaliczny. W pierwszych trzech miesiącach roku sądy ogłosiły 32 plajty w branży (przed rokiem 17, a w końcu roku 21). Najbardziej spektakularna może stać się sprawa Galerii Centrum, która złożyła niedawno wniosek o upadłość z układem. Dane Coface potwierdzają, że z kryzysem zmaga się też branża stalowa (10 bankructw, wobec pięciu rok temu i trzech w poprzednim kwartale).

Polscy menedżerowie przeżyli już jeden kryzys — po pęknięciu bańki internetowej. To było dobre ćwiczenie. Wiele firm wtedy zbankrutowało, ale prezesi innych przećwiczyli szybką redukcję kosztów — mówi prof. Krzysztof Obłój.

Krzysztof Adam Kowalczyk