Orco poskarży się prokuraturze

Jarosław Królak
opublikowano: 2010-07-28 00:00

Deweloper powiadomi o szantażu ze strony blokujących inwestycję. To absurd — odpiera ich prawniczka.

Eskalacja sporu o wieżowiec Libeskinda

Deweloper powiadomi o szantażu ze strony blokujących inwestycję. To absurd — odpiera ich prawniczka.

Zaognia się spór o supernowoczesny, 192-metrowy wieżowiec mieszkalny w centrum Warszawy. Między zwaśnione strony wejdzie prokuratura. Orco Property, deweloper niemogący realizować projektu znanego amerykańskiego architekta Daniela Libeskinda, zamierza powiadomić organa ścigania.

— Jeszcze w tym tygodniu złożymy zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa przez osoby blokujące naszą inwestycję — mówi Alicja Kościesza, dyrektor sprzedaży i marketingu Orco Poland.

Nie wyjaśnia, o jakie przestępstwo chodzi. Udało nam sie jednak dowiedzieć, że prokuratura miałaby sprawdzić, czy prawniczka przeciwników apartamentowca dopuściła się szantażu finansowego wobec inwestora.

Nagranie jako dowód

Anna Borkowska, adwokat siedmiu mieszkańców bloku przy ul. Emilii Plater 47, znajdującego się 12,5 m od budowanego wieżowca, odpiera zarzuty.

— Nie ma mowy o żadnym szantażu. Negocjowałam zasady wykupu mieszkań od moich mocodawców przez Orco. Obie strony zapewniły, że zależy im na zawarciu ugody — opowiada "PB" Anna Borkowska.

Głównym dowodem rzekomego przestępstwa ma być zarejestrowana jej rozmowa z przedstawicielami inwestora (opisaliśmy to nagranie we wczorajszym wydaniu "PB"). Podczas spotkania stron 13 czerwca 2010 r. adwokat Borkowska stwierdziła, że jej klienci zrezygnują z dalszego blokowania inwestycji (nie będą zaskarżać nowego pozwolenia na budowę) w zamian za wykupienie ich mieszkań przez dewelopera. Podała satysfakcjonującą ich kwotę: 20 tys. zł za mkw., ponad dwukrotnie więcej od ceny rynkowej. Aby zapewnić sobie święty spokój, Orco miałoby wykupić za 7 mln zł siedem mieszkań w bloku z lat 60. (o powierzchni około 50 mkw. każde). Do tego pokryć koszty przeprowadzki i wykończenia nowych mieszkań, które jego oponenci chcieliby nabyć w Śródmieściu.

Zarząd Orco zerwał negocjacje i odmówił spełnienia oczekiwań przeciwników, nazywając ich szantażystami. Teraz poda ich do prokuratury. Nagrana adwokat się broni.

— Podczas tego spotkania nie występowałam z żadnymi żądaniami finansowymi. Podałam jedynie orientacyjną cenę w Śródmieściu, za którą w sposób satysfakcjonujący dla moich klientów Orco mogłoby wykupić ich mieszkania. To była cena do negocjacji. Oskarżenia o szantaż są absurdalne. Teraz już wiem, że zaproszono mnie na spotkanie jedynie w celu nagrania normalnych przecież negocjacji i ich upublicznienia. Chodziło o wywołanie szumu medialnego w celu zdyskredytowania mnie i moich mocodawców — uważa mecenas Borkowska.

Nie wyklucza, że skieruje do prokuratury zawiadomienie o popełnieniu przez przedstawicieli Orco przestępstwa zniesławienia.

Co na to prokurator

Kodeks karny nie mówi wprost o przestępstwie szantażu.

— Tego rodzaju przypadki trudno jest kwalifikować. Możemy mieć raczej do czynienia z występkiem określanym jako "zmuszanie do określonego działania". Jednak kwalifikacja prawna czynu, a przede wszystkim stwierdzenie zaistnienia przesłanek przestępstwa, będzie możliwa dopiero po zapoznaniu się prokuratury z całokształtem sprawy — mówi Bogusława Marcinkowska, prokurator krakowskiej Prokuratury Okręgowej.

O co ta gra

Budowa apartamentowca stoi od półtora roku. Najpierw inwestor popadł w kłopoty finansowe (światowy kryzys), a potem pozwolenie na budowę zostało zaskarżone do sądu. W czerwcu 2010 r. NSA uznał racje przeciwników budowy (mimo ostrej krytyki orzeczenia WSA) i uchylił decyzję wojewody o pozwoleniu na budowę. Sprawa wraca do wojewody, który po raz drugi sprawę przeanalizuje i zadecyduje o pozwoleniu. Inwestycja jest warta 730 mln zł. Każdy dzień przestoju w jej realizacji kosztuje Orco 45 tys. zł.