Orła cień nadciąga nad forex

opublikowano: 02-06-2016, 22:00

Czas odetchnąć od sprawdzania konta na rynku walut, bo kurs dolara i tak nie będzie wyższy, niż na najbliższej aukcji monet

Inwestowanie w kolekcjonerskie monety zyskuje popularność głównie ze względu na cenowe rekordy, które najskuteczniej przebijają się do mediów. Przeglądając katalog czerwcowej aukcji w Bonhams, rzeczywiście nietrudno byłoby wytypować, co okaże się najdroższe, ale warto zwrócić uwagę, że poza wycenianymi powyżej 100 tys. USD okazami oferta pełna jest właściwie jednakowych monet, tyle że z różnymi spodziewanymi cenami. Kryteria, które decydują o potencjale wzrostu wartości, nie są więc widoczne gołym okiem, a w niektórych przypadkach bezcelowe jest nawet wypatrywanie ich przez mikroskop.

Wolność w obiegu

Skoro do kolekcjonerskich dóbr zalicza się pieniądze, którymi płacono jeszcze w XX w., łatwo się domyślić, że w konkretnych wystawionych na licytację egzemplarzach musi być coś nietypowego. Takim wyróżnikiem jest zwykle stan określany jako bliski menniczemu, który oznacza, że moneta raczej nie obijała się o inne drobne w kieszeni, bo specjalistyczne badania wykazały, że nie nosi prawie żadnych śladów użytkowania.

Różnice na tym poziomie nie są jedynymi czynnikami kształtującymi cenę, ale samo ich zauważenie wymaga poważniejszego zaangażowania niż samo pochylenie się nad gablotką i zmrużenie oczu — kolekcjonerzy na tym rynku klasyfikują wizerunki królów na podstawie opracowania poszczególnych pasm włosów, przekrzywienia korony czy upierzenia orła.

Jeśli więc różnice byłyby tak wielkie, że widać byłoby je na zdjęciu, egzemplarze musiałyby być na tyle uszkodzone, że prawdopodobnie nikt nie uznałby ich za rzadkość. Dobrym przykładem z aukcji jest 20-dolarówka z orłem i personifikacją wolności z lat 20., której estymacja dochodzi do 125 tys. USD (492 tys. zł), chociaż w obiegu nietrudno znaleźć podobną, ale w znacznie gorszym stanie.

Gorączka rozgrzewa

Poza brakiem zarysowań do kryteriów ważnych dla inwestora zalicza się i sama uroda obiektu, i jego historia. Wybity w Petersburgu rubel z carycą Elżbietą z 1757 r. jest wyceniany na 30-40 tys. USD (118-157 tys. zł) nie tylko dlatego, że jest dobrze zachowany, ale też ze względu na to, że jest po prostu ładny — chociaż bardziej niż do profilu przedstawionej autorzy katalogu odwołują się do słynnego projektantamonet, który to ujęcie skomponował.

Przykładem na wagę historii może być natomiast sztabka, której przedział estymacji zamyka się na 180 tys. USD (709 tys. zł), chociaż rozmiary wskazują, że zmieściłaby się w dłoni. Złoto oznakowane przez Kellogg & Humbert wyraźnie musiało swoje przejść, bo eksperci rozpisali się w nocie o ponadprzeciętnym stanie zachowania i czytelności wszystkich wklęsłych treści, chociaż pierwsze, co rzuca się w oczy, to spora rdzawa plama na środku. Cenę sztabki wspiera jednak proweniencja, a dokładnie wrak słynnego parowca S.S. Central America, który zatonął, transportując najczystszy symbol kalifornijskiej gorączki złota z Panamy do Nowego Jorku. Ładunek romantyczny tej historii blednie jednak na wieść o ładunku podstawowym, bo kruszec miał odciążyć zadłużone banki, które wraz z wiadomością o katastrofie wpadły w tzw. panikę z 1857 r.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Weronika Kosmala

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu