PKN Orlen nie ukrywa, że 2010 r. łatwy nie będzie. Jednym z większych zmartwień jest litewska rafineria w Możejkach. Zakład wykorzystuje 80 proc. mocy. Powód? Spadająca konsumpcja paliw w krajach bałtyckich i na Ukrainie. Na dodatek od czasu, gdy Rosjanie w 2006 r. zakręcili kurek z ropą transportowaną rurociągiem Przyjaźń, koszty logistyki biją spółkę po kieszeni. Problem pogłębia niechęć rządu litewskiego do sprzedaży udziałów lub przekazania kontroli operacyjnej nad terminalem paliwowym w Kłajpedzie. Zarząd Orlenu liczy, że niedługo uda się sprawę ruszyć z miejsca.
— Temat chcemy poruszyć 21 grudnia podczas wizyty ministra energetyki Litwy w Polsce — mówi Sławomir Jędrzejczyk, wiceprezes PKN Orlen.
Jeszcze przed świętami zarząd polskiej grupy będzie także rozmawiał o terminalu z doradcą ekonomicznym prezydent Litwy.
Od zgody na terminal zależy także budowa rurociagu produktowego z Możejek do Kłajpedy. To znacznie zmniejszyłoby koszty transportu paliw, które obecnie przewożone są koleją. Od miesięcy Orlen próbuje też namówić zarząd litewskich kolei na remont części torów.
— Umożliwiłoby to skrócenie trasy przewozu paliw o kilkadziesiąt kilometrów — podkreśla Sławomir Jędrzejczyk.
Zarząd Możejek zabiega od dawna o wpisanie projektu odsiarczania spalin z jego elektrociepłowni na listę projektów strategicznych. Wtedy pojawiłaby się możliwość uzyskania unijnych funduszy. Ta inwestycja Możejek to niebagatelny wydatek — 250 mln USD.
Po kryzysowym 2009 r. koncern myśli także o odblokowaniu inwestycji. By było to możliwe, niezbędna jest sprzedaż Anwilu i udziałów w Polkomtelu. Według prezesa Jacka Krawca, Orlen liczy, że na spółkę chemiczną znajdzie kupca do końca pierwszego kwartału 2010 r., a na udziały operatora telekomunikacyjnego — do połowy 2010 r.
