Doradca prezydenta prof. Witold Orłowski uważa, że silna złotówka nie wpłynie na spadek dynamiki polskiego eksportu, ale raczej spowoduje utrzymanie się dużej presji na bezrobocie. W czwartek euro było najtańsze od dwóch lat, jego cena spadła poniżej 4 zł.
"Ja się specjalnie nie boję o polski eksport" - mówił Orłowski w piątkowych "Sygnałach Dnia", przywołując przypadek firm należących do koncernów światowych, które stanowią w tej chwili motor polskiego eksportu.
"One już nie reagują zmianą eksportu na to, czy złoty jest mocny czy słaby, one muszą dostarczać to, czego centrala sobie zażyczy, po cenie ustalonej w euro" - dodał.
Według doradcy prezydenta, problem polega na czymś innym.
"Jeśli złoty jest bardzo mocny, wówczas gwałtownie spada opłacalność eksportu (...). Jeśli spadają zyski, to tnie się koszty. A jak tnie się te złotówkowe koszty? Przede wszystkim starając się ograniczyć koszty płacowe, starając się albo nie zatrudniać w ogóle ludzi, albo zwalniać ludzi" - tłumaczył Orłowski.
W jego opinii, cena jaką płacimy za mocną złotówkę, to przede wszystkim "cena w postaci utrzymania się dość wysokiej presji na bezrobocie". "Od roku mamy szybko rosnącą gospodarkę, a bezrobocie prawie nie spada. Może mocny złoty się do tego dokłada, bo te przedsiębiorstwa, które muszą eksportować, nawet przy rosnącym popycie nie są w stanie pozwolić sobie na zatrudnianie nowych ludzi. Wręcz odwrotnie, starają się obniżyć zatrudnienie po to, żeby zwiększyć wydajność pracy, zmniejszyć koszty" - powiedział Orłowski.