Ósmy Anioł

Agnieszka Janas, Paweł Janas
28-05-2004, 00:00

Niewielkie. Każdy — w historycznej budowli. Połączą stylowe wnętrza z nowoczesnością i komfortem wyposażenia.

Takie będą hotele-butiki w sieci Jerzego Donimirskiego, krakowskiego architekta, spadkobiercy rodzin de Mylo, Stablewskich i Pugetów.

— Droga do realizacji tego planu zaczęła się w chwili przejęcia od władz miasta zarządzania Pałacem Pugetów. Czynsze z wynajęcia go na biura — to około 6 tys. mkw. — stały się pierwszym źródłem finansowania — wspomina Jerzy Donimirski.

Wiadro kluczy

A było tak. Baron Konstanty Puget pałac w Krakowie wybudował w połowie XIX wieku. Syn fundatora, Jan, ożenił się z Marią, jedną z sióstr de Mylo. Druga z nich, Anna, wyszła za wielkopolanina, Karola Stablewskiego.

Pałac należał do Marii Pugetowej, ale już w 1899 roku Karolowie Stablewscy odkupili nieruchomość. Zmienił się właściciel, ale pałac został w rękach rodziny — i zachowano nazwę. Anna Stablewska — z domu de Mylo — to w prostej linii prababka Jerzego Donimirskiego.

— Pałacu Pugeta nigdy po wojnie nie znacjonalizowano. Dostał rygory kwaterunku, ale z powodu jego specyficznego charakteru przerobiono go na urząd. Była tu m.in. prokuratura powiatowa i wojewódzka. I kilkanaście instytucji — z Krakowskim Towarzystwem Fotograficznym na czele. Dziadkowi długo udawało się utrzymać zarządzanie budynkiem. Rodzina mieszkała przy Starowiślnej — w kamienicy obok pałacu — więc starał się zapobiegać jego rujnowaniu — Jerzy Donimirski tłumaczy zawiłą historię budowli.

Czarne chmury zawisły nad pałacem w 1982 roku. Władze miasta postanowiły wywłaszczyć siostry urszulanki z sąsiedniej posesji, a Donimirskich — z pałacu. Pomieszczenia miała przejąć Akademia Muzyczna.

— Kiedy rektor Krzysztof Penderecki zorientował się, w co się jego szkołę wciąga, wycofał się z tego pomysłu. I nie doszło do wywłaszczenia nas z nieruchomości. Władze usunęły jednak z pałacu wszystkich lokatorów i rozpoczęły tak zwany remont. Następstwem braku jakichkolwiek prac stała się dewastacja obiektu — opowiada gospodarz.

Jerzy Donimirski po studiach na architekturze w Krakowie wyjechał do Stanów Zjednoczonych. Do Krakowa wrócił w 1989 r. W kieszeni jeansów przywiózł 10 tys. dolarów.

Na początek

— Miałem kapitał — na dobry początek. Chciałem odzyskać pałac. Wykorzystałem to, że już nikt nie panował nad tym, co się działo w jego sprawie... Z aktualnym wyciągiem z księgi wieczystej zgłosiłem się do kierownika firmy budowlanej, znajdującej się w pałacu. Jako prawny właściciel zażądałem wydania mego majątku — stanowczy ton głosu pozwała wyobrazić sobie, jak to wtedy było.

Kierownik chciał tylko jednego: zabezpieczenia przed ewentualnymi roszczeniami. Donimirski podpisał więc dokumenty, że nie wniesie o odszkodowanie za fatalny stan budynku. W zamian dostał wiadro kluczy.

— Dosłownie: wiadro. Chodziłem potem po budynkach i przymierzałem je do zamków — śmieje się właściciel.

Przywiezione pieniądze pozwoliły na remont części pomieszczeń. Sam projektował poszczególne biura, planował roboty. Wyremontowane pokoje natychmiast znalazły najemców. Czynsze finansowały remonty następnych... Tak właśnie gruntownie odnowił budynek główny i gospodarczy. Później środki za wynajem umożliwiły pozyskanie bądź zakup innych nieruchomości, w tym budynku na pierwszy hotel — Maltański.

— Nadal tak postępuję. Powoli, lecz systematycznie. Oczywiście: nie dałbym teraz rady bez kredytów, ale przede wszystkim polegam na tym, co zarabiam na wynajmie — podkreśla Jerzy Donimirski.

Prababka Eleonora

Zamek, a raczej wieża bramna, w którym mieszka rodzina Donimirskich, to plac budowy kolejnego hotelu. Na pięciu piętrach wieży — cztery pokoje z łazienkami, salonik z kuchnią i półpiętro z olbrzymimi kanapami. Pachnie ciastem.

— Donimirscy wrócili do Korzkwi po 150 latach. Wtedy to, Wodziccy — rodzina ze strony mojej babki — sprzedali majątek — Jerzy Donimirski rozkłada plany budowy zamku. I snuje rodzinne opowieści:

— W kościółku położonym na sąsiadującym ze wzgórzem zamkowym wzniesieniu jest epitafium Eleonory Wodzickiej. Wprawdzie nie w prostej linii, ale jednak prababki mojej babci.

Zamek zobaczył kilka lat temu. I zakochał się w tej ruinie, dwóch wzgórzach, pozostałościach po zabudowie folwarku, parku dworskim, w którym widać ślady dawnego założenia architektonicznego... A wszystko to w otulinie Ojcowskiego Parku Krajobrazowego.

Potem odkrył prababkę w kościółku... Nie było odwrotu. Cóż, zamek miał właścicielkę, panią Piasecką-Ludwin spokrewnioną z Barbarą Piasecką-Johnson.

— Negocjacje trwały 4 lata! Byłem uparty, wytrwały, grzeczny, a zawsze będę wdzięczny… Kupiłem, no i teraz tworzę zamek-hotel — gospodarz nalewa kawy.

Donimirscy wyprowadzą się z wieży zamkowej na początku czerwca. Latem pokoje zaczną przyjmować gości.

— To jakby sprawdzian... We właściwej części zamkowej znajdzie się 30 pokoi. To pewnie będzie największy hotelik w naszej sieci. Atrakcje tej okolicy? Przyroda, a także tradycja i kultura dworska, która tu przetrwała i którą chcemy wskrzesić w ramach Korzkiewskiego Parku Kulturowego.

Goście będą mieli okazję jeść miejscowe specjały czy brać udział w wydarzeniach odtwarzających życie i obyczaje dworskie w poszczególnych porach roku.

Mamoooo!

Pięknie tu. Jak można opuścić to miejsce, wyprowadzić się do zwykłego domu?!

— Zapraszam do zwiedzania. W trakcie proszę pamiętać, że mamy piątkę dzieci — Anna Donimirska chce doświadczalnie wytłumaczyć decyzję o wyprowadzce z wieży.

Piętro po piętrze. Coraz ładniejsze widoki, w oddali — góry. W sypialni rodziców — komputer, dokumenty. Anna Donimirska prowadzi agencję wynajmu luksusowych domów. Nagle słychać:

— Mamo, Mamo, Mamoooo!!!

Zbiegamy po schodach: na którym poziomie ktoś krzyczał? A jak dziecko zachoruje?

— To tak kilka razy w nocy... Poza tym proszę pamiętać, że zamek od początku miał być hotelem — przypomina gospodyni.

Siedzimy na półpiętrze i stosujemy — według określenia pani Anny — „homeopatyczną metodę leczenia” łapiącego nas przeziębienia. To dereniówka, dzieło pana domu. Na ścianie — kolekcja siedmiu aniołów.

— Pierwszy zawisł tu zaraz po wprowadzeniu się do wieży, w czasie remontu. Wchodzę raz na to półpiętro i widzę, jak moja malutka córeczka siedzi nad przepaścią na belce stropowej... Tak w podzięce... Po urodzeniu się naszej najmłodszej powiesiliśmy tego najmniejszego anioła — opowiada Anna Donimirska.

Obracamy się za gospodynią o 180 stopni.

— Ten akurat anioł pilnuje gości. On tu zostanie, aby wszystkim było w Korzkwi dobrze.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Agnieszka Janas, Paweł Janas

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Kariera / / Ósmy Anioł