Ostrożność RPP nie jest uzasadniona

Konrad Soszyński
opublikowano: 2002-12-16 00:00

Ubiegły tydzień był na rynku finansowym w dużej mierze zdeterminowany spekulacjami o stanie negocjacji między kandydatami do Unii Europejskiej, a krajami Piętnastki. Można jednak uznać, że z punktu widzenia rynków finansowych wszystko w tej sprawie jest jasne. Silna wola polityczna dokończenia tego procesu wykluczała niemal w całości możliwość zakończenia negocjacji niepowodzeniem. Zaś to, na jakim poziomie zostaną ostatecznie ustalone kwoty produkcji mlecznej czy wielkość rekompensat dla polskiego budżetu, nie mają aż tak dużego znaczenia dla kształtowania się kursu złotego, stóp depozytów czy rentowności polskich obligacji.

Od początku tygodnia rynek będzie jednak bombardowany informacjami na temat inflacji, wzrostu produkcji przemysłowej, wskaźnika optymizmu wśród przedsiębiorców. Jednak najważniejszym wydarzeniem będzie spotkanie RPP, która swoją decyzję ogłosi w środę. Leszek Balcerowicz w ostatnich wypowiedziach zwracał uwagę na to, że: „Jest oczywiste, że inflacja rok do roku na poziomie 1 proc. jest wywołana czynnikami, które nie mogą trwać przez dłuższy czas, jak na przykład spadek żywności. Dlatego tej bieżącej informacji nie można traktować jako istotnej przesłanki dla polityki monetarnej, bo ona daje rezultaty z dużym opóźnieniem”. Sugeruje to, że rada będzie teraz znacznie ostrożniejsza w kwestii redukcji stóp procentowych. Sądzę jednak, że ostrożność ta nie jest całkiem uzasadniona.

„Przejściowy” zdaniem przedstawicieli rady, wpływ cen żywności na wskaźnik inflacji, według moich szacunków, będzie trwał prawdopodobnie do końca przyszłego roku i nie pozwoli inflacji znacząco przekroczyć 2,0 proc. na koniec 2003 r. Trzeba jednak pamiętać, że tak niska inflacja będzie w sporym stopniu wynikiem dużej nadprodukcji mięsa wieprzowego. Na ten zaś czynnik RPP i polityka monetarna nie mają istotnego wpływu. Trudno liczyć się ze znaczącym wzrostem inflacji nawet mimo wyłączenia z analizy takich elementów jak ceny żywności.

Choć już od drugiej połowy roku powinniśmy mieć do czynienia ze znaczącym przyspieszeniem tempa wzrostu gospodarczego, jednak trudno spodziewać się, by procesowi temu towarzyszyła szybko rosnąca inflacja. Nie pozwoli na to, ani wciąż wysokie bezrobocie, ani ciągle utrzymująca się spora nierównowaga między potencjałem produkcyjnym polskiej gospodarki a jego wykorzystaniem. Przeciwdziałać wzrostowi inflacji powinien również umacniający się złoty oraz sytuacja na rynku ropy naftowej. Opierając się na doświadczeniach poprzedniej wojny w Zatoce Perskiej można bowiem oczekiwać wzrostu cen ropy do poziomu około 30 USD tuż przed konfliktem i w początkowej jego fazie (rynek kontraktów opcyjnych na ropę naftową szacuje, że może to nastąpić na przełomie stycznia i lutego), a następnie jej spadku do poziomu 20-22 USD za baryłkę po wyjaśnieniu sytuacji w zatoce.

Na utrzymanie się dynamiki popytu inwestycyjnego i konsumpcyjnego na niskim poziomie wskazuje również dynamika kredytów dla gospodarstw domowych (7,7 proc.) i sektora przedsiębiorstw (1,2 proc.).