Oszczędności po polsku

Rafał Kerger
opublikowano: 2008-05-20 00:00

Podczas gdy banki w Londynie i na Wall Street tną limity na komórki, lunche, hotele i na latanie w klasie biznes, banki w Polsce, często spółki córki gigantów, zupełnie się tym nie przejmują.

Traderzy, menedżerowie i maklerzy banków na Wall Street i w londyńskich City oraz Canary Wharf od kilku miesięcy coraz mocniej zaciskają pasa. Kryzys kredytowy realnie przekłada się na sytuację dziesiątek tysięcy pracowników największych banków.

Codzienna praca? Woda mineralna, automaty z kawą, owoce z biur Goldman Sachs, Merrill Lynch, Citigroup czy Deutsche Banku jeszcze nie zniknęły. Kontrolerzy finansowi tną za to limity na komórki, lunche, hotele czy na latanie w klasie biznes. W klasie ekonomicznej latają już na przykład analitycy UBS (na całym świecie w banku straci pracę 5,5 tys. osób). Deutsche Bank zabronił z kolei swoim menedżerom kupować pornokanały w hotelowej telewizji za ich firmowe karty kredytowe. Wprowadził też limity na wydatki na lunch do około 300 złotych na osobę.

Maklerzy giełdowi z banku inwestycyjnego Penmure Gordon jeżdżą po Londynie metrem lub autobusami, nie taksówkami.

Problem zauważają nawet usługodawcy kierujący ofertę m.in. dla bankierów.

— Czasy są ciężkie i widać to po wykorzystaniu naszych miejsc w przelotach w klasie biznes — mówi Darren Peek z centrali British Airways.

Czy strategia wielkiego oszczędzania w sektorze finansowym dotarła do Polski? Przedstawiciele banków nad Wisłą, często spółek córek gigantów, niemal jak jeden mąż przyznają, że kryzys na rynku ryzykownych kredytów zupełnie ich nie dotyczy i trzeba raczej pytać u konkurencji.

Jesteśmy oszczędni

Centrala Citigroup już w styczniu zapowiedziała, że zlikwiduje 4,2 tys. etatów na całym świecie, w kwietniu oznajmiła, że zwolni kolejne 9 tys. ludzi. Obserwatorzy rynku twierdzą, że w nadchodzących miesiącach w Citigroup pracę może stracić następnych 12 tys. pracowników. Tym bardziej że do managementu banku dołączył w kwietniu Mark Rufeh, spec nad spece od cięcia kosztów, znany z Credit Suisse.

W Citi Handlowym nie przyznają się do tego, że objęła ich restrukturyzacja i jakiekolwiek oszczędności na lunchach, telefonach, hotelach i tym podobnych. Zapewniają, że są jednym z najbardziej oszczędnych ogniw Citigroup, bo wskaźnik kosztów do dochodów banku ulega stałej poprawie od kilku lat — z 75 proc. w 2004 r. do 61 proc. w 2007 r. i 58 proc. w I kw. 2008 r. Zapowiadane zwolnienia w Citi Handlowym (bank przyznał w marcu, że zwolni 490 osób, choć zatrudni 390, tyle że poza Warszawą) to tylko realizacja lokalnej strategii konsolidacji kanałów sprzedaży, stworzenie jednej platformy do obsługi małych i średnich przedsiębiorstw i nie należy tych działań wiązać z globalną sytuacją w Citi.

— W Citi Handlowym efektywne zarządzanie kosztami trwa od lat i zależy od jednorazowych zdarzeń rynkowych — podsumowuje Piotr Sztrauch, dyrektor planowania i analiz w banku.

W podobnym tonie wypowiadają się w BRE Banku. Od razu zaznaczają, że bank nie miał żadnego zaangażowania na rynku subprime, a więc ryzykowne kredyty nie wpłynęły ani na ich działalność, ani na wyniki mBanku i MultiBanku. Natomiast ostatnia rezygnacja z planów ekspansji zagranicznej, to lokalna decyzja Mariusza Grendowicza, nowego prezesa, a nie ogólnoeuropejskie oszczędności Commerzbanku — do którego należy BRE.

GE Money w Polsce odrzuca zaś tezę, jakoby decyzja o sprzedaży oddziałów GE Money w Niemczech, Finlandii w Austrii oraz działalności dotyczącej sprzedaży kart kredytowych i kredytów samochodowych w Wielkiej Brytanii mogła odcisnąć piętno także na działaniu GE Money w Polsce. Co się zaś tyczy kosztów operacyjnych…

— Wczoraj leciałam z prezesem klasą ekonomiczną. U nas to normalne — jesteśmy oszczędni z zasady i nic się pod tym względem nie zmieniło — wyjaśnia Aleksandra Kwiatkowska, rzecznik prasowy GE Money Banku.

ING? Słychać o oszczędnościach papieru, ale to na pewno nie ze względu na kryzys na rynku ryzykownych kredytów, lecz raczej wpisanie się w ogólną rynkową tendencję pod tytułem „Uczymy klientów i siebie załatwiać większość spraw przez internet”.

Pekao (Unicredit)? Uznają, że są konserwatywnym bankiem, w którym zawsze każda złotówka była dzielona na trzy — więc w ogóle nie ma o co pytać. Tym bardziej że oni — po przejęciu przez Unicredit — wcale nie zamierzają zaciskać pasa. Wręcz odwrotnie, chcą agresywnie zawalczyć o rynek po to, by zyskać jeszcze silniejszą pozycję.

Problemów z wytłumaczeniem się nie ma nawet Fortis Bank. Decyzja o wycofaniu się z udzielania kredytów denominowanych we frankach szwajcarskich nie zapadła przecież w Polsce, a przez wstrzemięźliwą politykę centrali — wobec kryzysu na rynku subrime i oceny, że polska waluta jest przewartościowana. Gdyby to zależało od polskich decydentów — bank nadal agresywnie udzielałby nad Wisłą frankowych pożyczek. Poza tym w Fortisie nawet herbatę kupuje zespół do spraw zakupów — by było taniej.

Reasumując, nikt nic nie wie, nikt nic nie widział. A polskie banki wszystko robią nie tyle tanio, co za marne grosze.

Wina w niemocy

Nieco więcej światła na szczere wyznania pożyczkodawców rzuca Janusz Jankowiak, główny ekonomista Polskiej Rady Biznesu. Twierdzi, że na przykład za angielskimi bankami stoją zwykle akcjonariusze z krwi i kości, którzy potrafią wywrzeć realny i szybki wpływ na działania instytucji. W Polsce udziałowcami banków są głównie instytucje, akcjonariat jest rozproszony, wobec czego trudno mu naciskać na zarządy banków w sprawie cięć wydatków.

— Na przykład zorganizowanie akcjonariuszy, aby zbadać to, co robi prezes Bielecki w części inwestycyjnej Pekao, jest raczej mało realne — mówi Janusz Jankowiak.

Dodaje, że najgorsze humory powinni mieć w Citi Handlowym, w którym — niezależnie od zapowiedzi polskiej strony — proporcjonalnie powinno stracić pracę około 500 osób.

— Inne banki w Polsce też będą zwalniać w drugiej połowie roku, szczególnie ludzi pracujących w części inwestycyjnej — uważa Janusz Jankowiak.

W obronie bankierów staje jednak Krzysztof Rybiński, były wiceprezes Narodowego Banku Polskiego. Zaznacza, że Polska jest w zupełnie innej sytuacji niż kraje o ugruntowanej pozycji gospodarczej — na dynamicznie rozwijającym się rynku nad Wisłą toczy się ostra konkurencja o utrzymanie pozycji lub ich wzmocnienie.

— Nie bez racji jest argument, że skoro polski sektor bankowy jest wart mniej niż największy niemiecki bank — to centrale międzynarodowych banków niespecjalnie naciskają na cięcie kosztów u nas. Z drugiej strony — echo oszczędności na Wall Street i w Londynie może się w Polsce pojawić, niemniej raczej banki powinny się skupić na obniżeniu wskaźnika przychodów do poziomu kosztów. I to poprzez podnoszenie przychodów, a nie cięcie kosztów — twierdzi Krzysztof Rybiński.

Podobnego zdania jest Jacek Ślusarz, były kontroler kosztów w Fortis Banku, szef projektu integracji z Dominetem.

— Spora część banków w Polsce przechodziła reorganizację lub wręcz powstawała po tym, jak na początku XXI w. pękła bańka internetowa. Praktyka trzymania wskaźnika przychodów do kosztów w ryzach towarzyszy nam od kilku lat — mówi Jacek Ślusarz. Zdanie o tym, że globalne cięcia nie dotkną Fortis Banku kazał jednak wykreślić.

Kto ma rację? Jankowski, Ślusarz, Rybiński? A może prawda leży pośrodku? Jedno jest pewne. O tym, czy niektórzy polscy bankierzy stracą służbowe samochody, miejsca w luksusowych hotelach, nieograniczony limit na komórkę czy definitywnie pracę, a może nie stracą nic — przekonamy się w najbliższych miesiącach. n

1. PODRÓŻ W BUSINESS CLASS? JUŻ NIE

na świecie

Analitycy szwajcarskiego banku UBS latają tylko klasą ekonomiczną. Pracę straci tam 5 tys. osób. Ci, którzy pozostaną, będą musieli się pogodzić z dużo mniejszymi zarobkami.

w Polsce

W GE Money Banku czy w Fortis Banku od zawsze latają klasą ekonomiczną. Nikt pracy nie straci. Mimo że Fortis wycofał się z kredytów we frankach szwajcarskich.

2. szlus z pornokanałami

na świecie

W ramach cięcia kosztów podróży służbowych Deutsche Bank między innymi zabronił menedżerom kupować kanały w hotelowej telewizji. Na lunche mogą wydać do 300 złotych.

w Polsce

Od lat mamy procedurę podwójnego, potrójnego, a nawet poczwórnego zatwierdzania takich wydatków, nie musimy zaciskać pasa — informuje Pekao. Bank zamierza go nawet poluzować, by aktywniej umacniać pozycję na rynku.

3. CITI zwalnia

na świecie

Centrala Citigroup w styczniu zapowiedziała, że zlikwiduje 4,2 tys. etatów na całym świecie, w kwietniu oznajmiła, że zwolni kolejne 9 tys. Szacuje się, że w tym roku w globalnym sektorze finansowym zniknie około 200 tys. etatów.

w Polsce

Citi Handlowy przyznał w marcu, że zwolni 490 osób, choć zatrudni 390, tyle że poza Warszawą. Ale nie należy tych działań wiązać z globalną sytuacją w Citi. Bo to element lokalnej strategii.

4. Metrem taniej i szybciej

na świecie

Maklerzy Panmure Gordon na spotkania na mieście jeżdżą metrem lub autobusem, a nie taksówką. Wiele banków wprowadza swoim menedżerom także limity na komórki.

w Polsce

BRE Bank zapewnia, że nie angażował się na rynku subprime, a więc ryzykowne kredyty nie wpłynęły ani na ich działalność, ani na wyniki mBanku i MultiBanku. Ostatnia rezygnacja z planów ekspansji zagranicznej to lokalna decyzja Mariusza Grendowicza, nowego prezesa, a nie ogólnoeuropejskie oszczędności Commerzbanku.

5. Oni zwalniają ludzi, my uczymy

na świecie

Merrill Lynch w kwietniu ogłosił, że zwolni 4 tys. ludzi — 1,1 tys. etatów już zostało obciętych. W całej redukcji Europa będzie miała swoje znaczące miejsce. Na naszym kontynencie straci pracę 500 osób.

w Polsce

ING? Słychać o oszczędnościach papieru, ale to na pewno nie ze względu na kryzys na rynku ryzykownych kredytów, lecz raczej wpisanie się w ogólną rynkową tendencję pt. „Uczymy klientów i siebie załatwiać większość spraw przez internet”.

Możesz zainteresować się również: