Otoczenie przestaje sprzyjać rafineriom

opublikowano: 04-12-2017, 22:00

Różnice między Orlenem i Lotosem zeszły na dalszy plan, kiedy warunki makro były korzystne. To się zmieniło, co może wpłynąć na preferencje inwestorów

Modelowa marża rafineryjna PKN Orlen w listopadzie 2017 r. wyniosła 5,8 USD na baryłce wobec 6,2 USD w październiku oraz 8 USD we wrześniu i sierpniu. Spadły również marże petrochemiczna i downstream.

— One są mniej więcej zgodne z oczekiwaniami, ale to, co się rzuca w oczy, to spadek dyferencjału — ocenia Łukasz Prokopiuk, analityk DM Banku Ochrony Środowiska. — Ta informacja to tylko podsumowanie miesiąca. Inwestorzy na bieżąco śledzą różne odczyty i kalkulują, jakie są marże — zaznacza Kamil Kliszcz, dyrektor departamentu analiz giełdowych mBanku.

W tył zwrot

Potencjał, by samodzielnie prognozować wysokość marż, mają inwestorzy instytucjonalni. To za ich sprawą od jesieni 2016 r. PKN Orlen i Grupa Lotos podwoiły wartość. Kurs Orlenu jest w trendzie wzrostowym od 2014 r. Akcjonariusze Grupy Lotos nie byli w tak komfortowej sytuacji, ale w końcu i do nich uśmiechnął się los, a w zasadzie wicepremier Matusz Morawiecki i jego walka z wyłudzeniami VAT.

Lotos był bardziej od Orlenu wrażliwy na nieuczciwą konkurencję, zarówno ze względu na większe znaczenie diesla w produkcji, jak również lokalizację rafinerii na samej północy Polski, co powoduje, że koszty transportu w głąb kraju mają dla niego większe znaczenie. Gdy Lotos przestał tracić przez mafię, drożał jednak równie szybko jak Orlen. Sęk w tym, że w ostatnich dniach ceny akcji obu spółek obrały kurs zgoła przeciwny. Przecena uwidoczniła się zwłaszcza w końcówce ubiegłego tygodnia. Ale w ostatnich trzydziestu dniach Orlen stracił 12 proc. wartości, a Lotos — 17 proc.

— Biorąc pod uwagę obecne dane makroekonomiczne, spadek kursu Lotosu był na wyrost. Przecenę wiązałbym z realizacją zysków — zaznacza Łukasz Prokopiuk.

Kamil Kliszcz zaleca sprzedaż akcji obu spółek, ale z jego cen docelowych wynika, że Orlen może jeszcze stracić jedną czwartą wartości, podczas gdy potencjał przeceny Lotosu to już pojedyncze procenty. Wydane w październiku i listopadzie rekomendacje Krzysztofa Pady z DM BDM i Tomasza Kasowicza z PKO Banku Polskiego wróżą Lotosowi nawet wzrost kursu o kilkanaście procent od obecnego poziomu. W przypadku Orlenu ma on jeszcze spaść, choć nie tak wyraźnie jak w przypadku prognoz mBanku. — Orlen jest bardziej od Lotosu eksponowany na segment rafineryjny, petrochemicznyi detaliczny. Można więc powiedzieć, że w ostatnich latach sprzyjało mu praktycznie wszystko, a jego wycena rynkowa jest obecnie bardzo wysoka. Choć oczywiście na podstawie rekordowych wyników za 2017 r. tak to nie wygląda — tłumaczy Kamil Kliszcz.

— W przypadku Lotosu będziemy mieli do czynienia z inwestycjami, których zakończenie na tyle poprawi wyniki, by zniwelować negatywny wpływ pogorszenia sytuacji makroekonomicznej, tym bardziej że tegoroczne przestoje sprawiły, że spółka odnotuje efekt niskiej bazy. Dlatego spodziewam się, że wyniki Lotosu pozostaną bez zmian, podczas gdy w Orlenie znacznie spadną — mówi Łukasz Prokopiuk. Na inwestycje Lotosu zwraca tez uwagę Krzysztof Pado.

— Zakończenie projektu EFRA w drugiej połowie 2018 przełoży się w Lotosie na wzrost EBITDA o kilkaset milionów złotych rocznie od 2019 r. W Orlenie nie ma takiego dopalacza. Marginalny jest też wpływ wydobycia na EBITDA. W Lotosie jest to 800-900 mln zł przy około 3 mld zł EBITDA. W Orlenie — 300 mln zł. Ale cały EBITDA to około 10 mld zł — mówi analityk DM BDM.

Oto skutki

Wzrost cen ropy, czyli surowca do produkcji, to jednak czynnik, który raczej niekorzystnie odbije się na obu spółkach. Im ropa jest droższa, tym niższe są marże. Finalnym odbiorcom produktów obu spółek coraz trudniej bowiem akceptować rosnące ceny. Jeśli ropa jest tania, firmy mogą sobie pozwolić na podwyższanie marż, bo w liczbach bezwzględnych ich wyroby są i tak relatywnie tanie i np. kierowcy na stacji benzynowej nie łapią się za kieszeń, lejąc paliwo do banku. Druga kwestia to wzrost konkurencji, wynikający właśnie z wysokich marż. Uruchamiane będą nowe moce produkcyjne, wynikające zarówno z budowy zupełnie nowych rafinerii, jak i modernizacji takich jak w Lotosie. Można to przyrównać do symbolicznego wychylenia wahadła w drugą stronę.

— To biznes globalny. Nie chodzi więc o to, że powstanie rafineria w bliskim sąsiedztwie polskich spółek. Ale przez lata nic takiego się nie działo. Cztery lata temu panował wręcz konsens, by zamykać rafinerie. Potem przyszły rekordowe marże i punkt widzenia się zmienił. Ale rosnące ceny ropy powodują, że sam popyt na paliwa będzie wyglądał gorzej. Dlatego perspektywy wyglądają raczej gorzej niż lepiej — wyjaśnia Kamil Kliszcz.

Tomasz Kasowicz zwraca uwagę na jeszcze jeden czynnik, który działa na niekorzyść polskich spółek. — Wyniki Orlenu i Lotosu będą zależały od marż rafineryjnych oraz kursu walutowego. Marża jest wyliczana w dolarach, więc umocnienie złotego szkodzi wynikom — mówi Tomasz Kasowicz. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Kosiński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Otoczenie przestaje sprzyjać rafineriom