Otucha na czas kryzysu

Adam Sofuł
opublikowano: 2009-02-24 00:00

Nie na placu czerwonym, lecz na Maneżowym, nie wołgi, lecz rowery i nie rozdają, lecz kradną — tak można by podsumować pierwszy etap rządowego planu pomocy dla tych, którzy zaciągnęli kredyty hipoteczne i stracili pracę. Już sam plan był dość ryzykowny, bo niby dlaczego wspierać tylko tych, którzy zadłużyli się na mieszkanie. A dalej było gorzej. Przez weekend pomoc dla kredytobiorców zmieniła się z bezzwrotnej w nisko (chociaż nie wiadomo jeszcze jak) oprocentowaną pożyczkę.

Ten drobny przykład pokazuje, jak skomplikowaną sprawą jest udzielanie wsparcia z publicznych pieniędzy — delikwent musi udowodnić, że stracił pracę i nie może znaleźć nowej, udokumentować kredyt, a urząd pracy po przeanalizowaniu sprawy zapłaci bankowi ratę kredytu (nie wiadomo czy całą). O ile bank nie straci wcześniej cierpliwości. I żeby było jasne — ograniczenia planowane przez rząd są logiczne — każdy by się zwolnił z pracy tylko po to, by rząd spłacił za niego kredyt hipoteczny.

Pomysł wsparcia w spłacie kredytów hipotecznych jest przede wszystkim pomysłem na oddalenie zarzutów opozycji, że rząd nic nie robi w sprawie kryzysu. Pomysłem stosunkowo mało kosztownym w porównaniu z wielomiliardowymi pakietami pomocowymi w innych krajach ( intencja jest podobna), a może przecież się zdarzyć, że ktoś z tej pomocy rzeczywiście skorzysta. Głównym celem tego programu jest danie ludziom nieco w ciężkich czasach. Otucha może być cenniejsza niż pieniądze, ale jej dawanie bywa trudniejsze niż rozdawanie pieniędzy.

Adam Sofuł

Możesz zainteresować się również: