Outplacement dla Kowalskiego

Dorota Czerwińska
opublikowano: 2014-11-03 00:00

Maleje liczba programów grupowych, rośnie znaczenie outplacementu indywidualnego.

Prawie 40 proc. firm korzystało w ciągu roku z usług outplacementu. To spadek o 7 proc. w porównaniu z 2011 r. — wynika z badania przeprowadzonego przez Instytut Badawczy Synthetos LTD na zlecenie Lee Hecht Harrison DBM.

Zdaniem Agnieszki Jagiełki, partnera zarządzającego w Lee Hecht Harrison DBM w Polsce, dzieje się tak za sprawą kończących się projektów finansowanych z funduszy unijnych. Przy okazji outplacement przestaje być formą wsparcia tylko dla pracowników odchodzących z firmy w ramach restrukturyzacji. Coraz więcej korporacji zaczyna go postrzegać jako standardową formę rozstawania się z pracownikami. Prawie 54 proc. firm korzystało wyłącznie z outplacementu indywidualnego, 9 proc. z grupowego, a ponad 37 proc. wykorzystało oba typy.

— Firmy dołączają outplacement do pakietu przy rozstaniach indywidualnych. Staje się również standardem przy organizowaniu programów dobrowolnych odejść — informuje Agnieszka Jagiełka. Przy wyborze firmy świadczącej usługi outplacementowe decydują przede wszystkim jej doświadczenie, kompetencje zespołu i dopasowanie programu do potrzeb odchodzących pracowników.

— Jak przy każdej usłudze zewnętrznej, która towarzyszy trudnym personalnie decyzjom i zmianom, główne wyzwanie dla działu HR to umiejętne zarządzenie ryzykiem społecznym. Chodzi o ferment w firmie, niepokoje, protesty związków zawodowych czy

odejścia najważniejszych osób. Nikt nie chce wydawać pieniędzy i angażować się we współpracę, która nie daje spodziewanych efektów. Nie dziwi więc wybór firm z dużym doświadczeniem popartym konkretnymi referencjami — komentuje Agnieszka Jagiełka.