Zaczęło się od małego rodzinnego interesu działającego na lubelskiej giełdzie warzywnej. Teraz firma Bury należy do czołówki regionu.
Dwa lata temu firma Jacka Burego została uhonorowana Gazelą Biznesu. Jednak nagroda nie przyczyniła się zbytnio do wzrostu jej obrotów.
— Tak jak reklama w naszej branży niewiele pomaga. Nasz produkt nie ma marki. Banan jest żółty, krzywy i ludzie go kupują bez względu na to, czy dojrzewał w mojej firmie, czy u kogoś innego — przyznaje Jacek Bury, prezes firmy Jacek Bury.
Unia jak po maśle
Po wejściu do Unii Europejskiej współpraca firmy Jacka Burego z klientami w krajach Europy Zachodniej stała się łatwiejsza. Nie było większych problemów z dostosowaniem się do norm unijnych. Wdrażanie systemów jakości obrotu towarowego, takich jak HACCP, czy wprowadzanie wymogów sanepidu przebiegło gładko. Pewne regulacje okazały się jednak nieco uciążliwe — głównie dotyczące handlu ziemniakami. Ziemniaki muszą być dokładnie badane i ewidencjonowane. Każdy producent czy firma nimi obracająca musi mieć swoje numery ewidencyjne nadane przez FITO.
— W tej kwestii Polska zgodziła się na bardzo restrykcyjne regulacje — narzeka Jacek Bury.
Z funduszy unijnych firma Bury też niewiele skorzystała. Przed wstąpieniem Polski do UE można było ubiegać się o dotacje do transportu z programów Phare. Jednak firma miała wtedy inne potrzeby. Potem, kiedy pojawiła się konieczność rozwoju transportu, na uzyskanie funduszy unijnych było już za późno.
— Skorzystaliśmy za to na bardzo dla nas korzystnych licencjach bananowych, czyli ustalonych limitach importu bananów na teren Unii — wspomina Jacek Bury.
To między innymi dzięki licencjom bananowym zysk firmy skoczył zdecydowanie w porównaniu z zeszłym rokiem i teraz, już po odliczeniu wszystkich inwestycji, wynosi blisko 1,2 mln zł. Jednak prawdopodobnie w styczniu przyszłego roku sytuacja się zmieni. Na mocy porozumienia Unii Europejskiej ze Światową Organizacją Handlu wprowadzone zostanie trzykrotnie wyższe cło na banany z krajów Ameryki Łacińskiej — zamiast 75 euro za tonę będzie to 230 euro. Jednocześnie zlikwidowane zostaną kontyngenty na preferencyjny import.
Działalność firmy Bury to pewnego rodzaju pośrednictwo między Europą Zachodnią i Wschodnią. Firma kupuje owoce i warzywa m.in. w Hiszpanii, Grecji, Włoszech, krajach byłej Jugosławii, a także w RPA i państwach Ameryki Płd. Eksportuje głównie na Wschód — do Białorusi, Rumunii, Bułgarii, a przede wszystkim na Ukrainę.
— O ile wcześniej towary np. z Hiszpanii musiały być importowane bezpośrednio od producentów albo przechodzić przez nasze składy celne, teraz ukraińscy kontrahenci po prostu odbierają na bieżąco towar z moich magazynów. Biorą to, czego akurat potrzebują — relacjonuje Jacek Bury.
Jak twierdzi prezes firmy, handel z Ukrainą nieco się ucywilizował.
— Teraz robi się odprawy na duże samochody. Zmniejszyły się też cła. Oni również chcą wstąpić do Unii i w tym kierunku podążają. Na Ukrainie cła na owoce i warzywa znacznie się zmniejszyły. Wcześniej wynosiły nawet 60 proc., teraz to jedynie 10 proc. — mówi prezes.
Import owoców i warzyw na Ukrainę kwitnie. Firma Bury zawiązała też spółkę polsko-ukraińską, która kontraktuje od ukraińskich rolników owoce i warzywa.
Do przodu
Przedsiębiorstwo Jacka Burego ciągle się rozwija. Ze środków własnych modernizuje stare i buduje nowe obiekty. Powstała już hala handlowa pod Zamościem, kolejna zostanie zbudowana w Rzeszowie. Od pewnego czasu współpracuje z sieciami hiper- i supermarketów, takimi jak Leclerc, Stokrotka czy Aldik. Teraz planuje rozwój dystrybucji towarów do mniejszych sklepów i restauracji, myśli też o handlu z krajami bałtyckimi.



