Pociąg do poprawy
koniunktury już ruszył, ale
konsumenci zostali na peronie
Strach przed bezrobociem każe konsumentom oszczędzać na czarną godzinę.
Ekonomiści od kilku miesięcy przekonują, że gospodarka ma się coraz lepiej, jednak przeciętny Kowalski tej poprawy nie czuje. Wręcz przeciwnie, najnowsze dane statystyczne pokazują, że gospodarstwa domowe nadal pogrążają się w kryzysie. A dopóki konsumentowi nie wróci dobry nastrój i chęć do zakupów, nie ma co liczyć na prawdziwy powrót hossy.
Oblężony rejestr
Jak podał wczoraj Główny Urząd Statystyczny (GUS), w październiku grono bezrobotnych powiększyło się o 28,5 tys. osób. Bez pracy jest już 1,74 mln osób — o 30 proc. więcej niż przed rokiem. Stopa bezrobocia na koniec października wyniosła 11,1 proc. — 0,1 pkt proc. więcej, niż zapowiadał resort pracy i o 0,2 pkt proc. więcej niż we wrześniu.
— W ostatnich trzech miesiącach do ewidencji bezrobotnych wpisano 821,1 tys. To najwyższy poziom od początku transformacji. Tak dużego napływu bezrobotnych nie było nawet wtedy, kiedy stopa bezrobocia w Polsce przekroczyła 20 proc. — zaznacza Adam Czerniak, ekonomista Invest-Banku.
Rośnie nie tylko bezrobocie rejestrowane, ale też realne (jego określenie jest ambicją badania aktywności ekonomicznej ludności GUS), czyli oczyszczone z osób zarejestrowanych, ale pracujących w szarej strefie, oraz niepracujących, lecz niezarejestrowanych. W III kwartale 2009 r. liczone w ten sposób bezrobocie wyniosło 8,1 proc., wobec 7,9 proc. w II kwartale.
Czarna owca
Rosnąca niestabilność zatrudnienia sprawia, że coraz gorzej oceniamy własną sytuację finansową. Według badania grupy ubezpieczeniowej Genworth Financial, w żadnym z 12 badanych europejskich krajów nastroje konsumenckie nie popsuły się w ostatnich 12 miesiącach tak jak w Polsce. Wskaźnik je obrazujący spadł u nas przez rok o 22 pkt. W większości krajów zachodnich w tym czasie zaczął już rosnąć.
— Może Polska uniknęła recesji, ale rosnące bezrobocie i nadal podwyższona inflacja wywierają sporą presję na gospodarstwa domowe — mówi Marat Nevretdinov, dyrektor generalny Genworth Financial w Polsce.
Kiepskie nastroje w polskich domach pokazuje też badanie koniunktury GUS. Wprawdzie w listopadzie wskaźnik nieco wzrósł w stosunku do października, ale nadal jest zdecydowanie poniżej poziomu sprzed kryzysu. Wynosi -18,5 pkt wobec -12,6 pkt przed rokiem i -3,2 pkt przed dwoma laty.
— Nawet jeśli w najbliższych kwartałach gospodarka złapie wiatr w żagle, to napięcia na rynku pracy będą dalej się nasilać. Bezrobocie w przyszłym roku przekroczy 13 proc. Uspokojenie nastrojów zobaczymy najwcześniej pod koniec przyszłego roku, kiedy zatrudnienie zacznie rosnąć — mówi Marcin Mróz, główny ekonomista Fortis Banku.
Wtedy odetchnąć będą mogli też sprzedawcy i producenci. Na razie o dobrej koniunkturze nie mogą mówić. Jak podał GUS, w październiku sprzedaż detaliczna wzrosła o 2,1 proc. rok do roku. To najniższa dynamika od czterech miesięcy i nieporównywalna z wynikami osiąganymi w ubiegłym roku, kiedy sprzedaż rosła w tempie przekraczającym 20 proc.
— Niepokojące jest to, że już trzeci miesiąc z rzędu spada sprzedaż dóbr trwałego użytku — mebli oraz sprzętu RTV i AGD. To naturalna reakcja konsumentów, kiedy ich dochody spadają — tłumaczy Monika Kurtek, ekonomistka Banku BPH.
Jacek
Kowalczyk