Inflacja w listopadzie spadła do 3,6 proc. — podał Główny Urząd Statystyczny. To kolejny rekord. W skali miesiąca ceny dóbr i usług konsumpcyjnych wzrosły jedynie o 0,1 proc.
Rzeczywistość znów przerosła najśmielsze oczekiwania — w listopadzie inflacja spadła do 3,6 proc. z 4,0 proc. w październiku. Ekonomiści oczekiwali spadku, jednak sądzili, że wskaźnik cen towarów i usług konsumpcyjnych wyniesie 3,9 proc. Okazało się jednak, że ceny w listopadzie wzrosły jedynie o 0,1 proc.
— Inflacja osiągnęła kolejny rekord, ale moim zdaniem, to jeszcze nie koniec spadków — twierdzi Mirosław Gronicki, główny ekonomista BIG BG.
Jego zdaniem, w polskiej gospodarce utrzymują się korzystne tendencje, wpływające na spadek inflacji.
— Złoty cały czas jest mocny, do tego osłabł nieco dolar. To oznacza tańszy import, nie ma więc presji na ceny z tej strony. Tańszy import to także niższe koszty dla przedsiębiorstw, które redukują marże, a z nimi presję inflacyjną. I wreszcie tanieje ropa, a wraz z nią paliwa na stacjach. Inflacja nie ma najmniejszych szans — uważa Mirosław Gronicki.
Z przekazanej przez GUS informacji wynika, że właściwie za wzrost cen odpowiedzialne są obecnie opłaty ustalane administracyjnie. Chodzi zwłaszcza o nierynkowe ceny energii elektrycznej i gazu. To właśnie one — zdaniem ekonomistów — stanowią największe zagrożenie procesu dezinflacji.
— Rząd będzie musiał stanowczo studzić zapały monopolistów, by na początku roku podnosić ceny administracyjne. Nie ma przesłanek do tego, żeby np. PGNiG podniósł ceny gazu ponad wskaźnik inflacji, choć na pewno będzie próbował — ostrzega ekonomista BIG BG.
Z kolei wbrew ostrzeżeniom niektórych ekonomistów wygląda na to, że ceny produkcji nie stanowią obecnie zagrożenia.
— Nie wiadomo, jak ceny żywności zachowają się na przednówku, do tego czasu jednak nie będą miały negatywnego wpływu na inflację — uważa Mirosław Gronicki.
Zdaniem ekonomisty BIG BG, do wiosny inflacja powinna utrzymać się na poziomie około 4 proc. Taki poziom inflacji na koniec roku prognozują ekonomiści Merrill Lynch. Z kolei analitycy Morgan Stanley uważają, że wskaźnik cen konsumpcyjnych nie przekroczy 4 proc. do kwietnia 2002 r.
Jeśli tak się stanie, to przekroczone zostaną cele inflacyjne wyznaczone przez Radę Polityki Pieniężnej na ten i przyszły rok. W tym roku inflacja miała się zmieścić w przedziale 6-8 proc., a w 2002 r. — 4-6 proc. Średniookresowy cel inflacyjny wyznaczono na 4 proc. w 2003 roku.
Jednak kolejny rekord inflacji raczej nie przełoży się na następną redukcję stóp procentowych.
—Rada Polityki Pieniężnej poczeka raczej na budżet i przyszłoroczne podatki. Nie wiadomo bowiem, jaki będzie wzrost akcyzy, a to silny impuls inflacyjny. Z drugiej strony nie znamy ostatecznej wersji podatku od zysków kapitałowych, a to z kolei może negatywnie wpłynąć na skłonność do oszczędzania — uważa Ewa Limańska, ekonomistka Merrill Lynch.
Okiem eksperta
Inflacja na poziomie 3,6 proc. jest zgodna z szacunkami Ministerstwa Finansów. Nie potwierdziły się więc prognozy niektórych analityków, że inflacja odbije i nastąpi jej wzrost. Na tak dobry wynik wpływ miały przede wszystkim dalsze obniżki cen paliw, silny złoty i nadal słaby popyt wewnętrzny. Moim zdaniem, na koniec roku inflacja ma szansę spaść poniżej 4 proc. Szacujemy, że będzie to 3,8-3,9 proc. Jednak w I kwartale 2002 r. czekają nas podwyżki cen — m.in. gazu i prądu, co może wywołać presję inflacyjną. Dlatego nie spodziewamy się, by RPP na ostatnim posiedzeniu w tym roku obniżyła
stopy procentowe.
Katarzyna Zajdel-Kurows
ekonomistka Banku Handlowego