Przedsiębiorcy nie mają co liczyć na stworzenie jednego numeru identyfikacyjnego zamiast kilku obecnych. Resort sprawiedliwości twierdzi, że jego uruchomienie byłoby bardzo skomplikowane i kosztowne, a poza tym wcale nie dałoby gwarancji, że firmy łatwej uporałyby się z biurokracją.
W rządowym pakiecie „Przede wszystkim przedsiębiorczość” zawarta jest propozycja uproszczenia systemu rejestracji. Gabinet Leszka Millera chciał zastąpić jednym numerem rejestracyjnych kilka obecnych (chodzi o Krajowy Rejestr Sądowy, ZUS, REGON i NIP). Powód — ułatwienie życia przedsiębiorcom. Jednak już teraz wiadomo, że zrealizowanie tego pomysłu jest bardzo trudne.
— W obecnym systemie prawnym nie jest możliwie takie zsynchronizowanie istniejących rejestrów, aby wprowadzić jeden numer identyfikacyjny oraz jeden wzór wniosku o rejestrację — mówi Marek Sadowski, dyrektor Departamentu Prawnego w Ministerstwie Sprawiedliwości.
Zdaniem przedstawiciela resortu sprawiedliwości, takie rozwiązanie mogłyby przynieść niewielkie korzyści firmom.
— Dotychczasowe prace nad tym pomysłem wskazują, jak trudne i kosztowne byłoby to przedsięwzięcie — twierdzi Marek Sadowski.
Nie ujawnia jednak, jak dużych środków wymagałyby te zmiany. Twierdzi jedynie, że nakłady na tak ogromną przebudowę systemów mogłyby się okazać niewspółmierne do zakładanych korzyści i udogodnień dla przedsiębiorców.
— To jest jednak ciekawy pomysł, który mógłby być realizowany w spokojny, kilkuetapowy sposób — ocenia Sławomir Horbaczewski, prezes Dr Witt, producenta soków.
W związku z uproszczeniem systemu rejestracji pojawił się także pomysł stworzenia jednego „okienka”, przyjmującego od przedsiębiorców wszystkie wnioski i dokumenty wymagane przez instytucje rejestracyjne, podatkowe, statystyczne i ubezpieczeń społecznych. To miałoby pozwolić przedsiębiorcom na uniknięcie niepotrzebnych kontaktów z tymi wszystkimi instytucjami. Niestety, z tego pomysłu raczej także nic nie wyjdzie.
— Takie rozwiązanie nie jest możliwe bez daleko idących zmian prawnych i organizacyjnych. Przykładowo — przedsiębiorca przed uzyskaniem numeru NIP powinien otworzyć konto bankowe. Tymczasem żadna instytucja nie zastąpi banku. Wymienione „okienka” de facto musiałyby powstać w sądach rejestrowych i w urzędach gmin, prowadzących jeszcze ewidencje działalności gospodarczej osób fizycznych — twierdzi Marek Sadowski.
Dodaje, że do rozważenia pozostaje problem, w jakim stopniu pracownik przyjmujący wnioski, zatrudniony w sądzie lub w gminie, mógłby sprawnie i szybko przejąć rolę pracowników z urzędów statystycznych, skarbowych czy ZUS.
— To jest możliwe do zrealizowania. Przedsiębiorcy nie powinni tracić czasu na bieganie do czterech różnych urzędów —twierdzi Sławomir Horbaczewski.