Pakietowi REACH grozi paraliż

Mira Wszelaka
opublikowano: 2005-01-20 00:00

Biuro, które ma nadzorować nową chemiczną legislację w UE, nie podoła obowiązkom — ostrzegają eksperci.

W Parlamencie Europejskim ruszyła jedna z największych debat, jakie w tym roku przetoczą się przez Unię. Pakiet REACH, określany mianem chemicznej rewolucji, stał się powodem, dla którego do Strasburga zjechały setki lobbystów — i to zarówno jego przeciwników (firm z branży), jak i zwolenników (ekologów). W trakcie dyskusji Komisja Europejska zdecydowała, że w marcu przedstawi nowy raport o zmianie niektórych kryteriów.

Wielkie biuro

Emocje budzi obowiązek rejestracji przez producentów i importerów każdej substancji chemicznej powyżej jednej tony oraz notyfikacja oraz testowanie nowych powyżej 10 kg rocznie. Nowe regulacje obejmą m.in. rejestrację blisko 30 tys. powszechnie używanych chemikaliów. Łatwo sobie wyobrazić, jaką to niesie ze sobą biurokrację.

Fińscy eksperci już podnieśli larum, że biuro, odpowiedzialne za obsługę rejestracji i notyfikacji, czeka paraliż. Powodem jest propozycja zatrudnienia zbyt ograniczonej liczby pracowników.

— 200 osób to stanowczo za mało. Jeśli mamy uniknąć zatorów, powinno się zatrudnić minimum 700-800 pracowników — tłumaczy Hannu Vornamo, szef Fińskiej Federacji Przemysłu Chemicznego.

Podobnego zdania są przedstawiciele francuskiego przemysłu chemicznego, którzy mówią jednak o 500 etatach.

Miliardowe koszty

Dla państw członkowskich kluczowe przy podejmowaniu decyzji dotyczących REACH będą nakłady. Komisja Europejska szacuje, że ogółem koszty mogą przekroczyć 5 mld EUR w ciągu 10 lat. Co ciekawe, tylko sama niemiecka branża chemiczna mówi o 5 mld EUR oraz setki razy większych kosztach dla końcowych nabywców produktów chemicznych.

— W przypadku Polski mogą one sięgnąć nawet 600 mln zł — mówił niedawno „PB” Wojciech Lubiewa-Wieleżyński, prezes Izby Przemysłu Chemicznego.