Pakt senacki bliski uzgodnienia

opublikowano: 19-08-2019, 22:00

Zdeklaracji partii opozycyjnych wynika, że na dniach skonkretyzuje się idea rzucona hasłowo 4 czerwca w Gdańsku podczas obchodów Dnia Wolności i Praw Obywatelskich.

Pierwszy raz od przełomowych wyborów z 4 czerwca 1989 r. Senat może mieć swoje pięć minut w tych nadchodzących 13 października 2019 r. W zamyśle opozycji pakt senacki powinien stać się jeśli nie zbawczą arką, to przynajmniej tratwą ratującą polski parlamentaryzm przed potopem tzw. dobrej zmiany w kolejnej kadencji.

W III RP komitet, który zdobywa najwięcej
mandatów w Sejmie – uzyskuje w Senacie większość absolutną.
Zobacz więcej

W III RP komitet, który zdobywa najwięcej mandatów w Sejmie – uzyskuje w Senacie większość absolutną. Mateusz Włodarczyk-forum

Osobiście mam o Senacie niezmiennie jak najgorsze zdanie, bez względu na to, która opcja w nim dominuje. Druga izba parlamentu, będąca produktem Okrągłego Stołu, 30 lat temu rzeczywiście odegrała wielką dziejową rolę w zmianie ustroju, ale po wprowadzeniu wolnych wyborów do Sejmu epizod senacki bezwzględnie powinien się szybko zakończyć. Polska jest przecież państwem unitarnym, a nie federalnym, zatem fikcyjne utrzymywanie drugiej izby jest wyłącznie roztrwanianiem państwowych pieniędzy. Tym bardziej że w procesie stanowienia dobrego prawa Senat dokonuje postępującej z kadencji na kadencję samomarginalizacji. Wydatki budżetu 2019 na drugą izbę w przeliczeniu na senatora wynoszą 2,2 mln zł, gdy na posła wyraźnie mniej — 1,25 mln zł. Gdyby natomiast w Dzienniku Ustaw dokładnie zliczyć fragmenty wniesione do aktów prawnych przez Senat i odnieść je do treści pochodzących z Sejmu — to proporcja wyjdzie 1:100, a może jeszcze gorzej… Szczególnie w epoce tzw. dobrej zmiany, gdy zgodnie z doktryną PiS treść uchwały najczęściej brzmi: „Senat przyjmuje tę ustawę bez poprawek”.

W proporcjonalnych wyborach do Sejmu najwięcej mandatów zdobędzie 13 października zapewne PiS. Otwarta pozostaje jedynie kwestia, czy ponownie będzie to samodzielna większość bezwzględna. Przeliczenie wyników wyborów europejskich z 26 maja na jednomandatowe, większościowe okręgi do Senatu otwiera jednak inną perspektywę. Jeśli wszystkie partie opozycyjne, ostro rywalizujące o Sejm w kilku komitetach, rzeczywiście dopną spółkę celową i wynegocjują podział miejsc w 100 okręgach, to mogą zawalczyć o wyrwanie Senatu z rąk PiS. Warunki wyborczego kompromisu są jednak ekstremalnie trudne — wszyscy akcjonariusze muszą nie tylko podporządkować się wspólnym ustaleniom, lecz — co znacznie trudniejsze — przekonać własne elektoraty, że spółka wystawia i zgodnie popiera w każdym senackim okręgu tylko wskazanego kandydata. Wszyscy inni zarejestrowani, również znani jako działacze opozycyjnych partii, będą jedynie osobami prywatnymi lub wręcz rozłamowcami. Koncepcja powtórzenia po 30 latach zwycięstwa opozycji w Senacie to na razie polityczna abstrakcja. Rozgrywka o drugą izbę stanie się jednak bardzo ciekawym wątkiem kampanii oraz głosowania 13 października.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu