Senat miałby być lekiem na całe zło

opublikowano: 06-06-2019, 22:00

Wybory do Parlamentu Europejskiego (PE) w błyskawicznym tempie ustąpiły pola znacznie ważniejszym — do Sejmu i Senatu, które odbędą się zapewne 20 października 2019 r. (lub może o tydzień później).

To zjawisko naturalne, wszak nikt nie ukrywał, że głosowanie z 26 maja to tak naprawdę partyjny poligon przed październikiem. Od weekendu 1-2 czerwca realnie wystartowała już kampania jesienna.

Bez jakichkolwiek podstaw konstytucyjnych Senat tytułowany jest izbą „wyższą” – to błąd równie gruby co powszechny.
Zobacz więcej

Bez jakichkolwiek podstaw konstytucyjnych Senat tytułowany jest izbą „wyższą” – to błąd równie gruby co powszechny. Fot. Mateusz Włodarczyk

Na jej początku niespodziewanie ma swoje pięć minut drugorzędny decyzyjnie Senat. Nie tylko z okazji 30. rocznicy przełomowych wyborów z 4 czerwca 1989 r. Podczas gdańskich obchodów Dnia Wolności i Praw Obywatelskich, oficjalnie ustanowionego dopiero w 2013 r., objawiła się oryginalna koncepcja polityczna. Z analizy głosowania do PE wynika, że w proporcjonalnych wyborach do Sejmu najwięcej mandatów zdobędzie w październiku PiS. Otwarta jest kwestia, czy ponownie będzie to większość bezwzględna, czy jednak skonstruowanie rządu będzie wymagało dobrania mniejszego koalicjanta. Przeliczenie wyników z 26 maja na jednomandatową, większościową ordynację do Senatu otwiera jednak inną perspektywę. Otóż gdyby wszystkie partie opozycyjne — nie tylko udziałowcy Koalicji Europejskiej, lecz również Wiosna oraz Kukiz ’15 — zawiązały spółkę celową i wynegocjowaly podział miejsc, to całkiem realnie mogłaby ona wyrwać Senat z rąk PiS. Warunki koniecznego kompromisu są jednak ekstremalnie trudne — wszyscy akcjonariusze musieliby pogodzić się z zasadą, i na dodatek przekonać własne elektoraty, że spółka wystawia i firmuje w każdym senackim okręgu tylko jednego kandydata. Wszyscy inni zarejestrowani byliby osobami prywatnymi lub rozłamowcami. Właśnie w taki sposób skonstruowana została w 1989 r. zwycięska drużyna Komitetu Obywatelskiego Solidarność — ze zdjęciem z Lechem Wałęsą wystartowało 161 kandydatów do Sejmu (w tej puli mandatów skuteczność 100-procentowa) oraz 100 do Senatu (99-procentowa). Część środowisk opozycyjnych uważało taki chwyt za niedemokratyczny, ale właśnie koncentracja głosów stała się jednym z dwóch powodów obalenia PRL (drugim było wycięcie tzw. listy krajowej).

Koncepcja powtórzenia po 30 latach zwycięstwa opozycji w Senacie to na razie abstrakcja. Jej skonkretyzowanie będzie wymagało przede wszystkim samoograniczenia ambicji poszczególnych partii i partyjek oraz decyzyjnych samorządowców. Poza tym opanowanie przez opozycję samego Senatu i tak niewiele zmieni w systemie stanowienia prawa — Sejm (w założeniu nadal byłby PiS-owski) odrzuca senackie poprawki, czy nawet uchwałę o odrzuceniu przez Senat całej ustawy, łatwą do osiągnięcia bezwzględną większością głosów. A zatem ostateczny kształt ustaw trafiających do prezydenta byłby wersją tylko Sejmu. Na pewno jednak skończyłoby się tak powszechne w epoce tzw. dobrej zmiany gwałcenie zasad dobrej legislacji i traktowanie Senatu niczym partyjnego podnóżka, który na rozkaz prezesa puszcza bardzo ważne ustawy bez jakichkolwiek poprawek, czasami w kilka godzin. Druga izba nie ma żadnego wpływu na powoływanie/odwoływanie rządu, natomiast jest razem z Sejmem współdecydentem przy powoływaniu na wiele innych ważnych stanowisk państwowych. To wszystko na razie wypada uznać za teoretyczne dywagacje, niewątpliwie jednak idea rzucona 4 czerwca w Gdańsku przez Donalda Tuska oraz samorządowców zdecydowanie ożywia kampanię.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu